Czy wpisy na Facebooku albo Twitterze są prywatną sprawą dziennikarzy? Dziennikarze mają prawo do własnego zdania, odrębnego od zdania swojej redakcji? Te wpisy wpływają/mogą wpływać na wizerunek mediów, w których pracują? Dziennikarze mogą i powinni ponosić odpowiedzialność zawodową za swoje wpisy, jeśli te nie spodobają się pracodawcy? Konta w mediach społecznościowych są ich prywatnymi kontami, chronionymi prawem do prywatności? Czy mogą być tej prywatności pozbawieni przez redakcje, ograniczające możliwość pisania na FB czy TT?

Niektóre wpisy złamały karierę zawodową dziennikarzy. Innym się upiekło, ale wstyd pozostał. Ewa Wanat straciła stanowisko redaktora naczelnego RDC po wpisie o „nierozgarniętych dzieciach” państwa Elbanowskich. Rafał Ziemkiewicz z tygodnika „Do Rzeczy” napisał jakiś czas temu na Twitterze, że przez „paru głupich wzgl. chciwych parchów czuję się z tym (wspieraniem Żydów – red.) jak palant”. Jarosław Kuźniar, wówczas twarz TVN24, przyznał się sam, przez nikogo nie indagowany, że w USA kupił na podróż parę rzeczy, po czym zwrócił je do sklepu mówiąc, że mu nie pasowały. Monika Olejnik w 2013 roku po zamachu bombowym w czasie maratonu bostońskiego, kiedy zginęły 3 osoby a 264 zostały ranne, napisała „Dwa wybuchy - w Bostonie, a nie w Smoleńsku”.

Po tych wypowiedziach Ewa Wanat została zwolniona z pracy dyscyplinarnie, choć tłumaczyła, że to był wpis ironiczny i sarkastyczny, opublikowany na jej na jej prywatnym profilu na FB i skierowany wyłącznie do znajomych. Według prezes zarządu Jolanty Kaczmarek, radio (Radio dla Ciebie) stało się przez to celem ataków, które negatywnie wpłynęły na ocenę rozgłośni. Wypowiedź Ziemkiewicza zamieszczono na wystawie w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin jako przykład wypowiedzi antysemickiej. Redaktor naczelny „Do Rzeczy” Paweł Lisicki uznał wpis Ziemkiewicza za „nie do przyjęcia”, ale zabronił swojemu zastępcy Andrzejowi Horubale opublikowania krytycznej opinii o tym tweecie. Monika Olejnik została ostro skrytykowana za swój wpis, a Jarosława Kuźniara obśmiali internauci. 

Przedmiotem mojej analizy nie będzie treść tych wypowiedzi, tweetów czy postów. W każdym przypadku były one albo obrzydliwe, albo w najlepszym razie nie na miejscu. Chcę się zastanowić, czy wpisy dziennikarzy w mediach społecznościowych są wyłącznie ich prywatną sprawą, czy również obciążają firmę (redakcję), dla której pracują. W Polsce tylko niektóre redakcje czy firmy medialne mają dokładne regulacje dotyczące zachowań swoich pracowników (dziennikarzy) w mediach społecznościowych.

W roku 2012 głośno było o mejlu, w którym dyrektor Adam Pieczyński, członek zarządu TVN, wezwał do dyskusji o zasadach obecności reporterów TVN w mediach społecznościowych. Reporter TVN24 Leszek Kabłak odebrał to jako rodzaj cenzury i ograniczenie jego prywatności. Pieczyński w rozesłanym mejlu podkreślał, że w sieci „nie przestajemy być dziennikarzami” i nie przestajemy „reprezentować firmy”. Dziennikarze – jego zdaniem – nie powinni pisać na FB czy TT czegoś, czego nie powiedzieliby w serwisie informacyjnym. Zwracał też uwagę, że wszystko, co jest umieszczone w sieci, może stać się publiczne i zostanie tam na stałe. W dziesięciu punktach zalecał m.in. przestrzegania standardów bezstronności, niezamieszczania niczego, co mogłoby podważyć wiarygodność lub autorytet piszącego dziennikarza, jego kolegów lub stacji. Ważny był też pkt. 10, w którym expressis verbis stwierdzał: „Jeśli masz wątpliwości czy twoja aktywność w mediach społecznościowych stoi w zgodzie z rolą dziennikarza informacyjnego skonsultuj się ze swoim przełożonym”.

Kwestie obecności dziennikarzy w sieci dokładnie przedstawiają Zasady Etyki TVP. W punkcie XVI. czytamy: „(1) Dziennikarz ma prawo do publikowania swoich przemyśleń́ i opinii w Internecie (na stronach internetowych, blogach, Facebooku, Twitterze, Instagramie, Snapchacie, itp.). Powinien to jednak czynić z najwyższą rozwagą, pamiętając, że informacja raz umieszczona, pozostanie tam na zawsze i nawet jeśli jest na tzw. stronie zamkniętej, nie ma gwarancji, że nie stanie się informacją ogólnie dostępną. (2) Dziennikarz powinien traktować media społecznościowe jako formę publicznej wypowiedzi, mając na uwadze, że także tam reprezentuje Telewizję Polską S.A. oraz że prywatne wypowiedzi dziennikarzy powszechnie kojarzonych z TVP S.A. mogą być postrzegane jako jej stanowisko i mieć znaczący wpływ na opinie o TVP S.A. (3) Dziennikarz nie powinien publikować w Internecie żadnych informacji i opinii, których nie mógłby przedstawić na antenie. Dotyczy to szczególnie wypowiedzi na temat polityki, spraw międzynarodowych, życia społecznego, ekonomii, mediów, kwestii moralnych, etycznych, religijnych, a także działalności TVP S.A. (4) Zalecenie dochowania zasad etycznych w Internecie nie narusza wolności wypowiedzi i nie może być traktowane jako cenzura prewencyjna. Jest tylko etycznym wymogiem lojalności wobec TVP S.A., którą dziennikarz reprezentuje”.

Zobaczmy jeszcze co na ten temat mówią kodeksy zagraniczne. Kodeks etyczny BBC zaleca, aby dziennikarz, który posiada własne strony w mediach społecznościowych wyjaśnił, że „wyrażane opinie są osobiste, a nie BBC”, żeby też pamiętał, że nawet jeśli działa we własnym imieniu, to każdy widzi, że pisze jako przedstawiciel BBC. I na koniec ostrzega, żeby uważał i był ostrożny względem tego, co pisze lub lajkuje na Twitterze.

W amerykańskiej gazecie „The Wall Street Journal” obowiązują następujące zasady pisania w sieci:

- nie dyskredytuj pracy kolegów i konkurentów ani nie promuj agresywnie swojego przekazu;

- nie angażuj się w żaden nieuprzejmy dialog z tymi, którzy mogą rzucić wyzwanie twojej pracy bez względu na to, jak nieuprzejme lub prowokujące mogą się wydawać;

- biznesu i przyjemności nie należy mieszać w serwisach takich jak Twitter. Nie tweetuj w sprawach osobistych, jeśli jest jasne, że jesteś pracownikiem Dow Jones;

- zdrowy rozsądek powinien ci podpowiadać, jakie mogą być twoje wpisy, ale jeśli masz wątpliwości co do stosowności tweeta lub publikacji, to przed wysłaniem go porozmawiaj o tym ze swoim redaktorem.

Najłagodniej swoich pracowników traktuje BBC – tylko zaleca, nie zabrania ani nie wyklucza, że dziennikarz ma prawo pisać we własnym imieniu, wyraźnie to zaznaczając. Daje zarazem do zrozumienia, żeby pracownik nie zapominał o tym, kogo reprezentuje. I ta zasada odpowiedzialności i lojalności wobec pracodawcy w tradycyjnym systemie BBC wystarcza. W USA w WSJ zasady są mocniejsze: nie tweetuj w sprawach osobistych. Jeśli masz wątpliwości, porozmawiaj ze swoim redaktorem (przełożonym). W polskich kodeksach możemy zauważyć wiele podobieństw pomiędzy nimi. Dziennikarze nie powinni pisać czegoś, czego nie powiedzieliby na antenie stacji. Dziennikarz przede wszystkim reprezentuje firmę, w której pracuje. Wszystko co opublikuje online, już tam pozostanie. Ale wymóg lojalności wydaje się pierwszorzędny.

Z przedstawionych zasad i kodeksów przebija się jako wartość nadrzędna dobro korporacji (gazety, stacji, redakcji). Prywatność dziennikarska jest jej podporządkowana. Tylko BBC dopuszcza rozróżnienie pomiędzy wpisami dziennikarza w jego własnym imieniu a takimi, które mogą być potraktowane przez odbiorców jako wyraz opinii korporacji. W Polsce te sprawy nie są dość wyraźnie oddzielone i dziennikarze mają z tym problem, tzn. czasem nie wiadomo, czy jest to ich osobista opinia różna od korporacyjnej czy zgodna z nią. Niewątpliwie wymienione wyżej wpisy mogły szkodzić wizerunkowi pracodawców, i nie ma znaczenia czy dziennikarze uważali, że są to ich prywatne wpisy na prywatnych profilach czy nie, bo dziś każda wypowiedź w sieci może stać się publiczna. Nie istnieje nic takiego, co moglibyśmy nazwać prywatnością w sieci, poza, oczywiście, rozmowami face to face albo z indywidualnymi korespondencjami, ale i tu należałoby zachowywać ostrożność.

Odpowiadając na pytania z początku artykułu:

- wpisy dziennikarzy na ich prywatnych profilach na FB i TT są ich prywatną sprawą, która może stać się sprawą publiczną i na to nie mają (ani nie mogą mieć, ze względu na konstrukcją Sieci) decydującego wpływu;

- odrębne zdanie wobec redakcji może mieć każdy dziennikarz, ale musi liczyć się z konsekwencjami, jeśli to zdanie nie spodoba się szefom czy właścicielom. Polskie prawo prasowe, aczkolwiek usunięto z niego nakaz przestrzegania linii redakcyjnej, nie chroni go w tej sprawie;

- niewątpliwie wpisy dziennikarzy zatrudnionych w redakcjach są przedłużeniem ich działalności dziennikarskiej, bo dziennikarzem nie przestaje się być pomiędzy godziną 16 a 8, i wszystko, co zostanie przez dziennikarza opublikowane idzie na jego konto (i w pewnym sensie na konto jego redakcji);

- wpisy w mediach społecznościowych nie powinny być mimo wszystko – moim zdaniem – powodem zwolnienia dziennikarza z pracy. O ile – dodałbym – nie działają one w sposób jednoznaczny i wyraźny na szkodę firmy.

Uważam, że każda firma powinna wprowadzić czytelne regulacje w tych sprawach i wymagać od dziennikarzy (po ich podpisaniu) ich przestrzegania. Jednak takie regulacje powinny być wypracowane w drodze negocjacji pomiędzy pracownikami a pracodawcami. Związki zawodowe i stowarzyszenia dziennikarskie mogłyby dołączyć do tej dyskusji, wskazując na granice wolności i odpowiedzialności dziennikarskiej.

Marek Palczewski

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl