Wydawcy, nawet najbardziej zasłużeni dla polskich mediów, rolują freelancerów na różne sposoby. Tygodnik Solidarność zamówił u mnie wywiad o cenzurze z prof. PAN Zbigniewem Romkiem. Umówiliśmy się na stawkę 450 zł netto. Tyle dostałem za poprzedni materiał. Tym razem tekst miał 7 tys. 200 znaków, trzy tysiące mniej. Na konto wpłynęło 273 zł. Na jednej z okładek Tygodnika przeczytałem: "Solidarność, Siódme: nie kradnij".

W grudniu ubiegłego roku freelancerka Ewa Kaleta napisała na Facebooku: Kiedy napiszę reportaż nie wiem, ile mi za niego zapłacą i często nawet, kiedy dokładnie – żyję w poczuciu, że na moje miejsce jest kilkanaście osób i jestem wymienialna, jak suwak w spodniach (…)”. W wywiadzie dla portalu SDP wyznała: „Przerwałam wewnętrzną zmowę milczenia. Kiedy człowiek nagle zaczyna zarabiać małe pieniądze, to zaczyna też gorzej myśleć o sobie i o swoich kompetencjach. Myślę, że wiele osób współpracujących z redakcjami ma poczucie, że nie mają zbyt wielu praw. Nie zauważyłam nawet, kiedy stałam się niewolnikiem w swojej własnej głowie, chciałam godnie przejść kryzys z redakcjami, z którymi współpracowałam i nie skarżyć się. Chciałam być lojalna. Ale brak kasy na dłuższą metę degraduje i tę sferę”.

Kilka razy Kaleta umawiała się na stawkę minimalną, ale wydawcy łamali tę umowę, nie dotrzymywali słowa. Ten mechanizm opisuje tak: „ktoś umówił się ze mną na 500 zł za reportaż. Potem przychodzi do mnie rachunek i tam jest 300–200 zł. Piszę maila i pytam, co się stało. Dostaję odpowiedź, że redaktor nie miał na to wpływu. No i co ja mam zrobić? Odesłać te 300 zł? Szukać winnego? Poczekać na następny miesiąc rozliczeniowy? Mogłabym, tylko, że ja bardzo potrzebuję kasy i koniec końców biorę 300 zł i mówię >spoko< przez zęby”. Przyznaje, że wielokrotnie odpuszczała: „Nie walczyłam o stawkę, choć czasami było to kilkaset złotych mniej, jak w jednej z redakcji, gdzie ostatnio stawki za reportaż spadły z 900 zł do 200 zł”.

Jak rzeczywiście zarabiają freelancerzy? Przepytałem kilkunastu dziennikarzy, którzy nie mają etatów, bardziej lub mniej regularnie współpracują z różnymi mediami. Niestety, zdecydowana większość z nich zasłaniała się anonimowością. „Broń Boże nie wymieniaj mojego nazwiska”, zastrzegł jeden z moich serdecznych kolegów.

Autor kilku książek, wielokrotnie nagradzany reporter, przed laty był etatowym dziennikarzem „Gazety Wyborczej”, współpracował z „Dużym Formatem”. W tym ostatnim dawno nie publikował, ale ponad rok temu za reportaż okładkowy o formacie 20 tys. znaków dostał 2,5 tys. zł. Za materiał 15 tys. znaków wewnątrz numeru – 1,5 tys. zł. Ale już w głównym grzbiecie „Gazety Wyborczej”, całkiem niedawno, za artykuł (5–6 tys. znaków) w dziale gospodarczym zapłacono mu 200 zł brutto.

Najlepszą ofertę dostałem niedawno z „Pisma. Magazynu opinii”, kreującego się na polski „New Yorker”: trzy tysiące złotych za trzydzieści tysięcy znaków – wylicza.

„Pismo” jest miesięcznikiem kierowanym przez Piotra Nesterowicza, pisarza i eseistę. Na polskim rynku wychodzi od stycznia tego roku. Publikują reportaże z kraju i ze świata, portrety, eseje, opowiadania, fotoreportaże, a nawet poezję.

„Rzeczpospolita” w elitarnym niegdyś dodatku „Plus Minus” wynagradza jeszcze mniej. Znana autorka za artykuł historyczny (14 tys. znaków) dostaje 450 zł (netto), tekst o połowę krótszy  wyceniany jest przez redakcję na ok. 220 zł.

Całkiem nieźle – w kontraście do stawek „Plusa Minusa”– płaci „Do Rzeczy”, tygodnik byłych redaktorów i dziennikarzy „Rzepy”. Za tekst od 7 do 20 tys. znaków można dostać od 500 do tysiąca złotych. Dla porównania: najlepiej sprzedający się w Polsce tygodnik opinii „Gość Niedzielny” płaci 900 zł za 8–9 tys. znaków. Inny autor twierdzi, że w tym samym tytule zarabia średnio 450–600 zł za ok. 8 tys. znaków.

Rewelacyjnie, jak na polski rynek, wynagradza dziennikarzy tygodnik przedruków "Angora". Za wywiad (na wyłączność) z portugalskim pisarzem Manuelem Rosą, który mieszka w USA i od 27 lat dowodzi, że ojcem Krzysztofa Kolumba był król Polski Władysław Warneńczyk, "Angora" zapłaciła 728 zł. Rozmowa miała 11 tys. znaków, ale redakcja skróciła tekst.

 „Dziennik Gazeta Prawna” za wywiad (format: 7–8 tys.) wycenia jednemu z autorów: 300 zł na rękę. Tomasz Duklanowski, dziennikarz Radia Szczecin, realizujący materiały śledcze, od lat współpracuje z „Gazetą Polską”. Za tekst 6 tys. znaków dostaje stale 500 zł (brutto), za informację w „Gazecie Polskiej Codziennie” ma 70 zł, także brutto.

Wrocławski miesięcznik „Odra” za materiał społeczno–polityczny (18 tys. znaków) płaci Piotrowi Gajdzińskiemu, publicyście i pisarzowi, autorowi biografii polityków (m.in. Edwarda Gierka, Wojciecha Jaruzelskiego i Władysława Gomułki) 450 zł (netto). Mnie w listopadzie 2016 za wywiad z Adamem Zagajewskim (21 tys. 500 znaków) „Odra” przelała na konto 227 zł (słownie: dwieście dwadzieścia siedem).

W sieci stawki są niższe, niż w „papierze”. Redakcja serwisu internetowego „Rzeczpospolitej” za drobny materiał często płaci od 5 do 20 zł. Branżowy Portal Komunalny (o odpadach, ściekach, recyklingu) zamówił u dziennikarza Radia Lublin Tomasza Nieśpiała relację z konferencji prasowej. – Za pięć tysięcy znaków zapłacili pięćdziesiąt złotych – mówi autor.

Na północnej Lubelszczyźnie najbardziej popularną gazetą powiatową jest „Wspólnota”, wychodząca w dziewięciu powiatach. Tym dynamicznym wydawnictwem prasowym kieruje Mateusz Orzechowski, rocznik 1971, absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Za pracochłonne reportaże śledcze (5–7 tys. znaków) wydawca płaci 300 zł. Za mniejsze reportaże od 150 do 200 zł. Informacje kryminalne wyceniane są na poziomie 10 zł.

Lepiej płacą wielkie portale, jak np. Wirtualna Polska. Autor felietonu (5 tys. znaków) dostaje tam na rękę 200–300 zł, a w portalu finansowym money.pl 200–500 zł za tekst 3–8 tys. znaków. Tygodnik internetowy TVP, magazyn widzów i czytelników, za wielki materiał  – 20 tys. znaków – zamówiony „last minute” zapłacił jednej z autorek: 900 zł. Całkiem godne wynagrodzenie. Średnio wyceniają jednak teksty na poziomie 450 zł (brutto) za format 7–8 tys. znaków. Portale katolickie (jak stacja7.pl czy Aleteia) płacą 300 zł za 4 tys. znaków.

W redakcjach radiowych wyceny są bardziej skomplikowane. Dziennikarze etatowi Radia Lublin dostają nieco większe wynagrodzenia, aniżeli współpracownicy, głównie emerytowani dziennikarze  rozgłośni i studenci. Za poranną, dwunastominutową rozmowę etatowiec zarabia 50 zł (brutto), freelancer 5 zł mniej. Za jednominutowe newsy w serwisie informacyjnym te stawki odpowiednio wyglądają tak: 25 i 22 zł.

A jak to jest na stronie SDP? W połowie maja dostałem od prezesa SDP Krzysztofa Skowrońskiego sms: „Nie płacimy za teksty na portalu”. Od każdej zasady są jednak wyjątki. Autorzy pogłębionych analiz medialnych i recenzji, udokumentowanych wywiadów, wyjątkowo oryginalnych felietonów i opinii czy rzeczywistych newsów, dostają honoraria. Znany publicysta tygodnika "Do Rzeczy" Łukasz Warzecha za rozmowę z Wojciechem Surmaczem, prezesem Polskiej Agencji Prasowej o dekoncentracji/repolonizacji mediów, dostanie 250 zł na rękę. Tygodnika TVP czy "Do Rzeczy" atrakcyjnością honorariów nie przeskoczymy.

Błażej Torański

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl