Robert Beller przedstawił bardzo ciekawy i obszerny opis pejzażu medialnego podwarszawskiego Otwocka. Zastanawiałam się tylko czemu ustawił na trzecim planie głównego bohatera, czyli ukazujący się nieprzerwanie od 20 lat tygodnik „Linia Otwocka” wydawany przez lokalnego przedsiębiorcę pogrzebowego Sławomira Mocha? Nawiasem mówiąc, Moch wykazuje większe ambicje w branży wydawniczej, jest bowiem właścicielem miesięcznika branżowego „Kultura Pogrzebu”, poświęconego tematyce funeralnej i sztuce pochówku. To czasopismo ukazuje się od 2004 roku, zatem przygoda z „Linią Otwocką”, której początek sięga 1998 roku, raczej rozwinęła w nim pasję wydawniczą, niż zniechęciła go do mediów w ogóle.

   Autor tekstu nie skłania się do przekazywania władzy dusz w ręce lokalnego wpływowego kapitalisty. Należąca do Mocha firma Exitus to jedno z największych przedsiębiorstw działających w branży funeralnej w Polsce, a nie jest to branża biedna. Na szczęście, jest również sceptyczny jeśli chodzi o wydawnictwa finansowane przez władze samorządowe. Co zatem pozostaje? Romantyczne zrywy lokalnych społeczników zakochanych w swojej Małej Ojczyźnie. Te niestety, z natury będę efemeryczne, bo nie da się znaleźć w całym kraju 5 tysięcy stałych czytelników współczesnej poezji, a co dopiero w niewielkim Otwocku! A tyle egzemplarzy musi sprzedawać gazeta lokalna co tydzień, żeby się utrzymać. Siłą rzeczy, nie może być zbyt ambitna. Wydawcom, autorom i czytelnikom ambitnych gazet napędzanych entuzjazmem starcza sił na góra kilkanaście numerów. Potem pojawią się spory o kasę, o wypłaty dla autorów, którzy pierwsze numery tworzą zwykle za darmo, szukanie winnych na zewnątrz – wśród lokalnych monopolistów (Moch) czy lokalnych polityków (urząd gminy).

   Przez 15 lat byłam dyrektorem Stowarzyszenia Gazet Lokalnych. Znam osobiście co najmniej stu wydawców wydających tygodniki lokalne w miastach podobnych do Otwocka w całej Polsce. Każdy wydaje swoją gazetę nieprzerwanie od niemal 30 lat, bo większość gazet lokalnych powstała po 1989 roku. Każdy z tych samodzielnych, niezależnych wydawców lokalnych jest prywatnym przedsiębiorcą. Jedni koncentrują się wyłącznie na wydawaniu gazety, i to zajęcie uczynili podstawowym źródłem utrzymania dla swoje rodziny i około 10 rodzin swoich pracowników, (przeciętnie gazeta lokalna zatrudnia właśnie tylu pracowników), inni mają jeszcze jakieś dodatkowe źródła dochodu. I te małe lokalne rynki dostarczają im dość pieniędzy ze sprzedaży i reklam, by się utrzymać. Zazwyczaj bez żadnego zewnętrznego wsparcia, które większość wydawców lokalnych uznaje za pętlę na szyję. Ceną zobowiązań za granty, zwłaszcza od lokalnych polityków, czy dotacje jest zawsze utrata zaufania czytelników i ostatecznie upadek gazety.

   Czytelnicy kochają gazety lokalne właśnie za brak kompromisów i nie wchodzenie w żadne lokalne układy, które w mniejszych społecznościach są bardzo czytelne. Gazety lokalne nie mogą pisać dobrze o lokalnej władzy, bo ich zadaniem jest patrzeć włodarzom na ręce. Nie mogą schlebiać jednemu przedsiębiorcy, bo inni przedsiębiorcy nie wykupią reklamy. Wydawcy i dziennikarze maja rekordową liczbę spraw o zniesławienie i również rekordową liczbę spraw wygranych w ETPC. Bronia się profesjonalizmem dziennikarskim, nawet jeśli nie zawsze prezentują wysoki poziom warsztatu pisarskiego.

   „Linia Otwocka” nie jest wydawana po to, żeby firma Exitus pozyskała więcej klientów. Nie epatuje pogrzebami. Jak każda gazeta lokalna nie pominie lokalnych krwistych historii kryminalnych, sensacji gdyż tego oczekują czytelnicy. Tu jednak bohaterem historii pozostaje człowiek –  każdy człowiek, byle z powiatu otwockiego lub z gminy Wawer, przez którą biegnie linia Kolei Mazowieckich, słynna dojazdowa linia otwocka. W przeciwieństwie do niej, wydawany przez wawerski urząd dzielnicy dwumiesięcznik „Kurier Wawerski” (posiada numer ISSN, więc musimy go uznać za gazetę bezpłatną) na 12 stronach kredowego papieru z lubością publikuje relacje i zdjęcia z wydarzeń, których głównymi bohaterami są pracownicy urzędu gminy, zwłaszcza burmistrz Łukasz Jeziorski a czasem prominentne osoby z warszawskiego ratusza.

   Robert Beller rozpisał otwocką scenę mediową w iście hollywoodzkim stylu. Gwiazdę, jaką niewątpliwie jest „Linia Otwocka” obsadził w drugoplanowej roli. Sądzę, że każdy z ponad 150 podobnych tygodników lokalnych w Polsce, nie miałby nic przeciwko temu, by tak właśnie być przedstawionym. I na koniec odebrać Oskara.

Ewa Barlik

Efemerydy - Robert Beller o lokalnych mediach w podwarszawskim mieście.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl