Dla mnie tajemnica dziennikarska wiąże się ze świętością ludzkiego sumienia. Jako kapłan – dziennikarz kilka razy znalazłem się w sytuacji, w której musiałem dla dobra człowieka zachować się przede wszystkim jako kapłan.

   Jednym z istotnych tematów dotyczących pracy dziennikarza jest tzw. tajemnica dziennikarska. Niewątpliwie stanowi ona dużą i podstawową wartość dla dziennikarzy, szczególnie tych, którzy uprawiają dziennikarstwo śledcze. Wtedy dla dobra człowieka, sprawy i śledztwa dziennikarskiego autorowi materiału prasowego przysługuje prawo zachowania w tajemnicy nazwiska swojego informatora oraz danych umożliwiających jego identyfikację. Jednak kiedy myślę o tajemnicy dziennikarskiej, to od razu odnajduje tu także temat sumienia.

   Dziennikarstwo śledcze nie jest priorytetem w mediach katolickich, dlatego też inaczej przedstawia się tu sprawa tajemnicy dziennikarskiej. Oczywiście także dla dziennikarzy katolickich tajemnica dziennikarska stanowi istotną wartość. I chociaż w mediach katolickich nie ma klasycznych materiałów z zakresu dziennikarstwa śledczego, to jednak np. są reportaże społeczne, w których bardzo często zmienia się imię i nazwisko bohatera jakiejś historii, albo także zmienia się miejsce związane z bohaterem reportażu. Chodzi przede wszystkim o pokazanie jakiegoś ważnego problemu.

Dobro człowieka i świętość sumienia

   Jako kapłan – dziennikarz kilka razy znalazłem się w sytuacji, w której musiałem dla dobra człowieka zachować się przede wszystkim jako kapłan. Tak było m. in. w sytuacji kiedy odwiedzałem tereny po powodzi i po gradobiciu. Ludzie, którzy przeżywali prawdziwe dramaty widzieli we mnie najpierw kapłana. Kiedy opowiadali to, co ich spotkało było jakby zwierzeniem się z tego, co najbardziej ich bolało. Czułem wewnętrznie, że to, jak opowiadają o sobie i swoim dramacie nie jest jedynie historią na szpalty gazety. Czułem, że jest to „foro interno” (forum wewnętrzne), czyli, że muszę tak się zachować jakbym miał zachować tajemnicę spowiedzi. Także to pomogło mi wytłumaczyć redaktorowi naczelnemu, że mogę jedynie opisać to, co widzę na zewnątrz, jakie są materialne straty,  zniszczenia po powodzi, czy gradobiciu, ale nie będę wchodził „z butami” w tajemnicę sumienia. I tak także widziałem w takich momentach tajemnicę dziennikarską. Wydaje mi się, że w mediach katolickich, takie mam doświadczenie w „Niedzieli”, tajemnica dziennikarska łączy się właśnie ze świętością ludzkiego sumienia.

Jakość informacji a tajemnica dziennikarska

   Jakość informacji, to przede wszystkim jej rzetelność, wyrażająca się w jej zgodności z rzeczywistością, o której informuje. Moim zdaniem jakość informacji łączy się także z tajemnicą dziennikarską, bo przecież,  żeby mieć pewność, że informacja jest zgodna z rzeczywistością, czyli prawdziwa, musi być oparta na kilku źródłach. Dziennikarz, formułując informacje i przekazując je odbiorcom, nie może dzisiaj oprzeć się tylko na jednym źródle, jak stwierdził to kiedyś na łamach „Niedzieli” o. prof. dr. hab. Leon Dyczewski OFMConv . A zatem, żeby mówić o tajemnicy dziennikarskiej, to najpierw konieczna jest rzetelna informacja. A przecież informacja nie jest oderwana od osobowości dziennikarza. Jak zauważył o. Dyczewski „każda informacja jest zbierana, przetwarzana, formułowana i przekazywana na bazie osobistej wiedzy, doświadczeń i przeżyć dziennikarza”. Dlatego za tajemnicą dziennikarską nie można ukrywać fałszywej informacji, bo to jest wbrew sumieniu i nie jest dobre także dla dziennikarstwa śledczego.

Narzędzie ewangelizacji i źródło informacji

Dlaczego dziennikarstwa śledczego nie ma właściwie w mediach katolickich? To wynika z zadań i posłannictwa, jakie mają media katolickie, a mianowicie oprócz tego, że są źródłem informacji o świecie i Kościele, to dodatkowo są narzędziami ewangelizacji. W liście pasterskim na 80-lecie „Niedzieli” w 2006 r. pisał abp Stanisław Nowak: „Tygodnik „Niedziela” nie tylko jest źródłem informacji o Kościele i świecie. Jego zadaniem jest prowadzić nas na głębię Bożego Objawienia. (...) Wartością „Niedzieli” jest właśnie to, iż ona była i jest dla ludzi katechizmem i modlitewnikiem, przekazicielką wartości duchowych i narzędziem ewangelizacji. W ciągu całej swej 80-letniej historii Lud Boży naszej ziemi brał do rąk Niedzielę i czerpał stamtąd prawdziwą wiedzę o Bogu, człowieku i Kościele, a przede wszystkim uczył się modlitwy, sumienia”.

   Z reguły dziennikarstwo śledcze dotyka ponurej strony naszej rzeczywistości, czasem konkretnego zła, a człowiek potrzebuje dużej dawki nadziei i dobra. Ponieważ dziennikarstwem śledczym z reguły  zajmują się media świeckie, to wydaje mi się, że podstawowym zadaniem mediów katolickich jest, jak pisał kiedyś ks. Józef Tischner, „praca nad ludzką nadzieją”. Oczywiście odkrywanie tzw. afer, zła, ponurych historii jest potrzebne dla prawdy, ale sama prawda bez miłości może być zimna.

Jak psy liżące rany

   Kiedy myślę o tajemnicy dziennikarskiej, jako kapłan i dziennikarz widzę ją w kluczu „komunikacja – miłosierdzie”. Czasem napisanie czegoś „za dużo” może zadać dodatkowy ból, cierpienie. Dlatego jako dziennikarze powinniśmy pamiętać, że słowo drukowane i wypowiadane powinno być słowem miłosierdzia, szacunku, słowem prawdy i dobroci. Dla mnie w tym względzie bardzo ważne jest to, co kiedyś powiedział sługa Boży kard. Stefan Wyszyński. na Jasnej Górze w 1958 r., gdy podczas ogólnopolskiej pielgrzymki pisarzy prosił ich, aby jak psy lizali rany Narodu: „Język leczący rany nędzarza! Język liżący rany, gdy nikt już nie chce tego czynić, <psi język>. … macie być psami, może jedynymi, którym została jeszcze odrobina miłości do człowieka pokaleczonego i poranionego! Wasz język musi im służyć, gdy ludzie wielcy i wspaniali, ucztujący w pałacach, już nie widzą człowieka poranionego, wyrzuconego na ulicę, wciąż jeszcze bitego i kopanego! Ktoś musi się nad nimi zlitować, bo to przecież twój brat, twój rodak! A chociaż byłby i twoim wrogiem - człowiekiem jest! [...] Nazwałem Was <psami> dlatego, że to właściwie Wy musicie użyć swego języka, aby <wylizać rany> pobitych. I nie cofnę tej nazwy! Bądźcie raczej psami, abyście tylko pełnili zadanie, które tak jest potrzebne cierpiącej duszy Narodu” - mówił wówczas kard. Wyszyński. To bardzo mocne słowa wielkiego Prymasa Tysiąclecia, ale one dla mnie są ważne w mojej pracy dziennikarskiej.

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz „Niedzieli”.

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl