„Człowiek, którego nie znałem” - to reportaż Katarzyny Michalak (Radio Lublin), za który otrzymała nagrodę Grand Press w kategorii Reportaż Radiowy” – czytamy na stronie www.press.pl. – „Opowiada o tym, jak wnuk Ludwika Czugały, współzałożyciela UMCS, szuka prawdy o swoim dziadku, który został zabity przez żołnierzy wyklętych”. A laureatka prestiżowej nagrody podkreśla: „Praca nad tym reportażem uświadomiła mi, że dramat wojny bratobójczej nie może być tematem czy materią mitologii narodowej. Jeżeli tak się dzieje, to ta wojna bratobójcza i podział nigdy się nie kończą”.

   Już z tych kilku zdań możemy odczytać poglądy autorów reportażu na historię i teraźniejszość. Bo to wrogowie żołnierzy wyklętych (pisanych małą literą) i krytycy obecnej władzy (opisywany przypadek potwierdza, że te dwie sprawy często idą w parze) twierdzą, że po 1944 r. w Polsce była jakaś „wojna bratobójcza” (w innej wersji wojna domowa). To slogany wyjęte wprost z komunistycznej propagandy. Tymczasem historiografia po 1989 r. (z wyjątkiem tych, którzy tkwią dalej mentalnie i naukowo w PRL) określa lata 1944-1989 jako sowiecką okupację Polski, w której Moskwa rządziła za pomocą swoich funkcjonariuszy, a także podległych sobie komunistów. Również „prawda” o Ludwiku Czugale jest dużo bardziej skomplikowana niż chcieliby jego bezkrytyczni apologeci.

Ofiara i kat

   Na początek jeszcze znamienny fragment zamieszczony na stronie macierzystego radia Katarzyny Michalak (www.radiolublin.pl): „Zaraz po wojnie można było stąd uciekać, albo iść do lasu, albo sprzątać gruz. Mój dziadek postanowił sprzątać gruz” - tak komentuje życiowe wybory swojego dziadka Jacek Warda. I pyta: „Czy można być przyzwoitym w nieprzyzwoitych czasach?” A redakcja Radia Lublin dopowiada półgębkiem, że „Ludwik Czugała kierował po wojnie Wojewódzką Radą Narodową w Lublinie, potem stracił to stanowisko z powodu <<słabego wyrobienia politycznego>>. W maju 1951 roku został zastrzelony przez Edwarda Taraszkiewicza - „Żelaznego”. (…) Skomplikowane losy Polaków w powojennej Polsce w reportażu „Człowiek, którego nie znałem”.

   Po lekturze takich słów powinniśmy dojść do wniosku, że oto Bogu ducha winnego, „przyzwoitego” człowieka (termin Wojewódzka Rada Narodowa w Lublinie brzmi przecież demokratycznie, niewinnie, a nawet swojsko – bo jak narodowa, to nasza, polska; a Czugała jest pozytywistą w każdym calu, bo współzakłada ważną uczelnię: Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej) mordują straszni żołnierze wyklęci (pisani małą literą), a konkretnie jakiś szerzej nieznany Edward Taraszkiewicz „Żelazny”. Czyli mamy ofiarę i kata; urzędnika państwowego i bandytę przebranego za żołnierza, który zapewne nie zauważył, że wojna się skończyła, a Polska się odbudowuje; przedstawiciela legalnej władzy (choć komuniści nigdy w sposób demokratyczny jej nie zdobyli) i leśnego wyrzutka –złodzieja i mordercę.

   O „wojnie bratobójczej” wypowiada się w reportażu dr Sławomir Poleszak z lubelskiego IPN, mówiąc również, że przecież nie wszyscy po wojnie wybrali opór przeciwko komunistom, bo np. Czugała wybrał pracę dla komunistów, ale przecież mógł tak wybrać. Oczywiście, mógł, tak jak dajmy na to, Bierut, tylko niosło to określone konsekwencje.

   Najbardziej zadziwiający jest fakt, że w reportażu nie ma słowa o tym, że śmierć niewinnego, „przyzwoitego” Ludwika Czugały 29 maja 1951 r. powoduje wściekłość komunistów, którzy stawiają na nogi całą lubelską bezpiekę. Wzmożone represje doprowadzają również do obławy na podporucznika Edwarda Taraszkiewicza ps. „Żelazny”, zamordowania go 6 października 1951 r. i nie mniej barbarzyńskiego ukrycia szczątków tak, aby nigdy nie miał swojego grobu. Żeby został wyklęty – wymazany z kart historii, a za bohatera mógł robić Ludwik Czugała (ten został pochowany na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie).

   I jeszcze wnuk, Jacek Warda, który jest przedstawiony jako samorządowiec, bez żadnych konotacji politycznych, szczególnie z KOD-em.

Kim był Ludwik Czugała?

   Urodzony w rodzinie rolniczej. Przed wojną był nauczycielem. Od 1940 r. członek ZWZ, potem Batalionów Chłopskich. Następnie jednak związał się ze strukturami sowieckimi, komunistycznymi: tzw. Polską Partią Robotniczą i jej zbrojnym ramieniem: Gwardią Ludową. Po „wyzwoleniu” współtworzył zręby okupacyjnej władzy: Wojewódzką Radę Narodową w Lublinie. 18 lutego 1944 r. został członkiem Prezydium WRN, a 1 lipca 1945 r. przewodniczącym tej komunistycznej instytucji (funkcję tę pełnił przez 5 lat). Był również członkiem Komitetu Wojewódzkiego PPR, co jest istotne tym bardziej, że w obliczu śmierci twierdził, że do komunistycznej partii nie należał. Z PPR Czugała przeniósł się do PZPR. Dekretem KRN z 21 VII 1944 r. został awansowany do stopnia majora. W 1951 był przewodniczącym Komisji Budownictwa tej samej Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Pełniąc tę funkcję został zastrzelony podczas służbowego wyjazdu w teren, kiedy szukał miejsc pod nowe kołchozy.

   Ludwik Czugała był odznaczony m.in. Orderem Krzyża Grunwaldu, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Srebrnym Medalem Zasłużonym na Polu Chwały i pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

   Te wszystkie funkcje i odznaczenia otrzymał za zbieranie gruzu?

Kim był Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny”?

   Urodzony w rodzinie robotniczej, Przed wojną ukończył szkołę powszechną we Włodawie. W 1940 r. wysłany na roboty przymusowe do III Rzeszy. Do Polski wrócił na początku 1945 r., angażując się w działania struktur obwodu Włodawa Inspektoratu Chełm AK-DSZ-WiN. Oddział, do którego należał, walczył z narzuconą Polakom siłą komunistyczną władzą, chroniąc miejscową ludność zarówno przed przestępcami czerwonymi, jak i pospolitymi.

   Po zamordowaniu jego brata Leona Taraszkiewicza 3 stycznia 1947 r. przejął po nim funkcję komendanta oddziału Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obwodu Włodawa. Jesienią 1948 r. podporządkował się dowódcy oddziałów zbrojnych Lubelszczyzny, kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”. Po śmierci „Uskoka” dalej prowadził aktywną działalność dywersyjną, likwidując funkcjonariuszy i agentów komunistycznych. Po zastrzeleniu Ludwika Czugały komuniści wzmogli działania operacyjne przeciw polskiemu oddziałowi. Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny” zginął w walce 6 października 1951 r., wraz z podkomendnym, otoczony przez 800-osobową obławę UB i KBW dowodzoną przez wyjątkowego bandytę: płk UB Jana Wołkowa. Bezpieka zabiła również małżeństwo Kaszczuków, u których ukrywali się żołnierze.

   Dopiero w czerwcu 2007 r. znaleziono prawdopodobnie miejsce, gdzie komunistyczni przestępcy ukryli jego zwłoki. Dwa lata później, postanowieniem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, odznaczony pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej”.

Kwiaty, czy kwestia wyboru

   „Przypadek sprawił, że 29 maja 1951 roku, rankiem, spod Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie wyruszył samochód wiozący do powiatu włodawskiego komisję budowlaną Wojewódzkiej Rady Narodowej, w której znajdowali się: przewodniczący komisji WRN Ludwik Czugała (w latach 1945–1950 przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej) oraz pracownicy WRN: Jan Zarosiński, Feliks Stasiak, Stanisław Soboliński, Józef Simbida, Zenon Stachurski i Janina Deneka. W tym samym czasie ppor. „Żelazny” wraz ze swoimi dwoma żołnierzami, Stanisławem Torbiczem „Kazikiem” i Józefem Domańskim „Łukaszem” ruszyli ze swojej kwatery ku szosie Włodawa – Lublin. Ich celem było zatrzymanie pierwszego lepszego samochodu i dokonanie akcji zaopatrzeniowych” – czytamy na portalu http://podziemiezbrojne.blox.pl.

   Wnuk Ludwika Czugały - Jacek Warda uzupełnia (wyborcza.pl, 19 czerwca 2017): „Po całym dniu pracy w terenie komisja budowlana Wojewódzkiej Rady Narodowej wraca szosą włodawską do Lublina. (…) W męskim gronie jest kobieta. Zachwyca się kwiatami na łące. Ludwik każe zatrzymać samochód, by pani Janina mogła uzbierać bukiet. (...) Mija ich inny samochód, który za chwilę wpadnie w ręce trzyosobowego oddziału WiN Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. Komisja budowlana już z kwiatami jedzie dalej”.

   Wątek kwiatów podkreśli autorka zwycięskiego reportażu Katarzyna Michalak. Tak samo wnuk Czugały, który w dalszej części tekstu spyta: „Myślę o tych dziesięciu minutach. Jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie zatrzymał samochodu, by ktoś mógł narwać kwiatów?”

   Kwiaty – czyli przypadek. A ja myślę, że nie o przypadek tu chodzi, ale o kwestię wyboru. Ludwik Czugała zdradził Polskę (mając epizod w ZWZ) wybierając pracę dla czerwonego okupanta Polski. Edward Taraszkiewicz „Żelazny” pozostał wierny idei AK, walcząc do końca o Polskę z komunistami. To nie „skomplikowane losy Polaków”, ale historia wierności i zdrady.

„Dyrektor i nie należy do partii?”

   „Po ujechaniu około 10 kilometrów, kierowca dodge'a dostrzegł w lusterku wstecznym dopędzającą ich z dużą szybkością skodę. Samochód wyprzedził ich, ale w momencie gdy różnica odległości pomiędzy obydwoma pojazdami wynosiła ok. 100 metrów, raptownie wytracił szybkość i zatrzymał się w poprzek jezdni. Wyskoczyło z niej dwóch mężczyzn i zaczęli dawać znaki do zatrzymania się” – czytamy dalej na http://podziemiezbrojne.blox.pl. – „Dodge znieruchomiał w odległości kilku metrów od skody. Jeden z mężczyzn, wyróżniający się spośród pozostałych wzrostem i krępą budową, zbliżył się i donośnie zapytał, kim są pasażerowie. W odpowiedzi usłyszał, że ma przed sobą członków komisji budowlanej. Wówczas mężczyzna odsłonił pistolet maszynowy i głosem nie znoszącym sprzeciwu polecił kierowcy jechać za nimi. Obydwa pojazdy przebyły niecałe pół kilometra, następnie skręciły i zatrzymały się w lesie niedaleko wsi Dominiczyn (ok. 25 km. od Włodawy)”.

   „<<Żelazny>>, który jeszcze na szosie polecił kierowcy dodge'a jechać za skodą, po zatrzymaniu, wydał pasażerom polecenie, aby zeszli z samochodu, a gdy to uczynili, rozkazał im zdjąć płaszcze i położyć je na ziemi. Kiedy to zrobili, po sprawdzeniu dokumentów, zwrócił się do Czugały z pytaniem, czy należy on do partii. 

   - Nie należę - usłyszeli w odpowiedzi.

   - Jak to możliwe - ironicznie zdziwił się jego rozmówca - żeby dyrektor nie należał do partii?

   Ludwik Czugała nic na to nie odpowiedział. Wówczas <<Żelazny>> cofnął się pół kroku, wydobył pistolet i strzelił mu w głowę. Gdy przewodniczący padł na plecy, oddał do niego jeszcze jeden strzał”.

   Jacek Warda dodał do swojej opowieści… kwiaty: „Komisja budowlana już z kwiatami jedzie dalej. Po paru kilometrach zatrzyma ich <<Żelazny>>. Każe zdjąć płaszcze i położyć się na ziemi. Sprawdzi dokumenty. Spyta Czugałę, czy należy do partii.

   – Nie należę.

   – Dyrektor i nie należy do partii? – zakpi <<Żelazny>>.

   Czugała nie odpowie. <<Żelazny>> wyjmie pistolet i strzeli mu w głowę”.

   Ludwik Czugała – jak już pisaliśmy – do partii należał. Najpierw do PPR, a potem PZPR.

„Działacze partyjni”

   Dalszą część dnia ppor. Edwarda Taraszkiewicza Jacek Warda w tekście dla „Wyborczej” skwituje oględnie:

   „Tego dnia <<Żelazny>> w rajdzie po powiecie włodawskim zastrzeli jeszcze czterech działaczy partyjnych, a w Woli Wereszczyńskiej wychłoszcze dwie nauczycielki za zbyt aktywne budowanie ustroju komunistycznego. Dopiero wtedy puści wolno komisję budowlaną”.

   Dużo więcej dowiemy się z portalu http://podziemiezbrojne.blox.pl. Że zastrzeleni to nie jacyś tam „działacze partyjni”:

   „Następnie partyzanci odjechali w kierunku wsi Dominiczyn i rozpoczęli rajd po powiecie włodawskim, który na długo pozostał w pamięci komunistów. Tam zlikwidowali sekretarza PPR Stanisława Chudkowskiego, do którego <<Żelazny>> oddał dwa strzały. Jadąc dalej skręcili w kierunku Woli Werszczyńskiej. Zlikwidowali tam członka PZPR i GRN, a jednocześnie informatora PUBP Włodawa o krypt. „Promień”, Hipolita Tomaszewskiego. Brał on między innymi udział w rozpracowaniu Janiny Korzeniowskiej, współpracownicy <<Żelaznego>>. (…) Następnie w Woli Wereszczyńskiej wymierzyli chłostę nauczycielkom Danucie Szulc i Krystynie Litwiniuk, za zbyt aktywne budowanie ustroju komunistycznego w Polsce. We wsi Lejno wykonali wyroki na sołtysie Czesławie Skoczylasie, a we wsi Komarówka na członku PZPR i agencie UB Józefie Kosińskim. Po zastrzeleniu Kosińskiego grupa udała się w kierunku północnym do lasów nadleśnictwa Makoszka. Tam zwolniono komisję oraz szoferów obu samochodów”.

Autograf Wandy Wasilewskiej

   Wrogowie żołnierzy wyklętych (napisanych małą literą), także ci związani z KOD, powiedzą, że Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny” strzelał na oślep. A dziś „dramat wojny bratobójczej nie może być tematem czy materią mitologii narodowej”.

   Że tak nie było i nie jest świadczą twierdzenia nie jakichś tam prawicowców, PiS-owców, złych (w przeciwieństwie do dr. Poleszuka) historyków z IPN, ale dokumenty bezpieki. Wydział III WUBP w Lublinie notował, że „Żelazny” strzelał do ludzi, co do których miał uzasadnione przekonanie, że podjęli współpracę z władzami bezpieczeństwa lub odgrywają czynną rolę w instalowaniu władz komunistycznych.

   Zacytujmy ostatni raz portal http://podziemiezbrojne.blox.pl: „O doskonałym rozpoznaniu agentury w terenie niech świadczy fakt, że po śmierci <<Żelaznego>>, w jego notatniku, przejętym przez UB na kwaterze u Romana Dobrowolskiego, znaleziono listę z 31 nazwiskami osób podejrzewanych o współpracę z aparatem bezpieczeństwa. Po sprawdzeniu w kartotece WUBP w Lublinie okazało się, że spośród nich 14 rzeczywiście figuruje w charakterze informatorów”.

   Ale o tym, że Ludwik Czugała wśród budowniczych komunistycznej władzy nie był osobą przypadkową, napisał (przez przypadek?) jego wnuk:

   „Dzieciństwo spędziłem w budynku urzędu wojewódzkiego, w mieszkaniu służbowym Ludwika Czugały. (…) w domu stała rzeźbiona szafa z resztkami jego wielkiej biblioteki”. W środku m.in. „wiersze Wandy Wasilewskiej (słabe, za to z jej autografem)”.

   I jak w tym kontekście brzmią inne słowa Jacka Wardy: „może tylko nie umiem się zgodzić z tym, że w dzisiejszych opowieściach o <<żołnierzach wyklętych>> dziadek jest <<zlikwidowanym działaczem komunistycznym>>”. A nie jest?

Tadeusz Płużański

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl