Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej w części dotyczącej zbrodni banderowców są niezgodne z konstytucją. Czy określenia „ukraińscy nacjonaliści” i „Małopolska Wschodnia” faktycznie są nieprecyzyjne, możemy dyskutować. Najsmutniejsze, że to ostateczny koniec uregulowań (inne zapisy noweli zostały uchylone w czerwcu 2018 r.), dzięki którym państwo polskie miało ścigać kłamców, przypisujących Polakom zbrodnie popełnione przez innych. Przypomnijmy, co o ustawie pisały media, a to tłumaczy nam, dlaczego jej przepisy właściwie nigdy nie weszły w życie.

 

Odpowiedzi należy szukać już w pierwszych enuncjacjach medialnych po uchwaleniu noweli ustawy o IPN w styczniu 2018 r. Przypomnijmy, że przepisy rozszerzały uprawnienia Instytutu w dokumentowaniu zbrodni nazistowskich, komunistycznych, ukraińskich i „innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne”, popełnionych w ciągu 73 lat – od 8 listopada 1917 r. do 31 lipca 1990 r. Wcześniej datą początkową był 22 lipca 1944 r.

 

Najważniejszy był artykuł 55a. 1, który zakładał ściganie kłamców. „Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości. Przepis ten stosuje się do obywateli polskich i do cudzoziemców.”

Zmiany w ustawie o IPN – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości; część przepisów dotyczących m.in. zbrodni ukraińskich nacjonalistów zaproponowali posłowie Kukiz’15.

Za przyjęciem nowelizacji było 279 posłów, 5 było przeciw, 130 wstrzymało się od głosu. Za zmianami głosowali posłowie: PiS, Kukiz’15, PSL. Posłowie PO wstrzymali się od głosu. Nowoczesna była podzielona: 5 posłów tej partii było za, 2 przeciw, 13 wstrzymało się od głosu. Przeciw głosowało 5 posłów Unii Europejskich Demokratów (Protasiewicz, Niesiołowski, Huskowski) oraz dwójka posłów Nowoczesnej (Scheuring-Wielgus i Szłapka).

W ciągu kilku następnych dni - bez poprawek – ustawę przyjął Senat, a prezydent RP podpisał.

Partnerstwo oparte na prawdzie

I tak, zaraz po uchwaleniu ustawy w styczniu 2018 r., założony głównie przez ludzi „Gazety Wyborczej” Oko.press.pl alarmował: „Zamiast bronić dobrego imienia Polski i Polaków, ten zapis [o penalizacji kłamstwa] wzmacnia negatywny obraz Polski pod rządami PiS i został odczytany jako wprowadzenie cenzury wobec badań historycznych”.

Portal żadnych plusów ustawy nie dostrzegał. Za to szczegółowo opisywał wszelkie przejawy krytyki. Również te ze strony państwa ukraińskiego (karaniu miało podlegać zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów w latach 1925–1950). Ukraińcom polskie MSZ odpowiedziało: „Strona polska potwierdza swoją wolę budowania strategicznego partnerstwa z Ukrainą. Jednakże, co wielokrotnie podkreślaliśmy, partnerstwo to musi być oparte na prawdzie”. I dalej MSZ generalnie: „Ostateczna ocena danego przypadku będzie zależała od sądu. Zapisy nowelizacji nie ograniczają wolności badań, swobody dyskusji historycznych oraz działalności artystycznej”.

Oko.press.pl podkreślał, że IPN-owską ustawą dołączyliśmy do takich państw jak Turcja i Rosja (za rozpowszechnianie fałszywych informacji o działaniach ZSRR podczas II wojny Światowej grozi kara grzywny do 300 tysięcy rubli lub do 3 lat pozbawienia wolności).

Azari w Auschwitz

Oko.press.pl pisał dalej: „Największe protesty ten zapis [o penalizacji kłamstwa] wywołał w Izraelu, gdzie odczytano go (…) jako zakaz np. publikowania świadectw ofiar Zagłady, którzy ucierpieli z rąk Polaków”. Znów tekst bez jakiegokolwiek komentarza.

Portal zauważał również: „Dodatkowy kontekst nadaje przyjęcie nowelizacji przez Sejm w przeddzień 27 stycznia, rocznicy wyzwolenia obozu śmierci Auschwitz-Birkenau, kiedy obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu, ustanowiony w 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ”.

Newsweek.pl (29 stycznia 2018 r.) rozwinął ten temat, cytując wypowiedź Jana Wojciecha Piekarskiego, byłego ambasadora Polski w Izraelu dla RMF FM: „Moment uchwalenia nowelizacji ustawy o IPN był zdecydowanie niezręczny. Naszym politykom wydawało się, że to będzie bardzo dobrze przyjęte, bo wiąże się akurat z rocznicą Dnia Pamięci Ofiar Holocaustu. Tymczasem okazało się, że to był strzał w płot, strzał we własną stopę”.

I rzeczywiście, podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau ambasador Izraela w Polsce Anna Azari stwierdziła: „U nas traktuje się to tak, jakby nie można było mówić o Zagładzie i wszyscy są oburzeni”. Słowa wypowiedziane w miejscu szczególnym nie tylko dla Żydów, ale i Polaków faktycznie wywołały burzę.

Zamordowana babcia polityka

Jeszcze dokładniej relacjonowała stanowisko Izraela gazeta.pl (27 stycznia 2018 r.): „Zdaniem władz Izraela Polska próbuje zakazać mówienia o współodpowiedzialności Polaków za Holokaust. Premier Netanjahu zażądał natychmiastowego spotkania ambasadora z premierem Morawieckim. (…) Dyskusję rozpoczął Yair Lapid, parlamentarzysta i prawdopodobny przyszły premier kraju. Jego zdaniem za pomocą ustawy próbuje się negować polski udział w Holokauście: <<Wymyślono to w Niemczech, ale setki tysięcy Żydów zostały zamordowane, nie spotykając niemieckiego żołnierza. Były polskie obozy śmierci i żadne prawo tego nie zmieni>>”. Portal „Wyborczej” bezkrytycznie przytaczał te i kolejne słowa izraelskiego polityka, które, jak się za chwilę okazało, nie były prawdziwe: „Moja babcia została zamordowana w Polsce przez Niemców i Polaków ". Ani Lapid, ani „GW” nigdy za to nie przeprosili.

„GW” obszernie przytaczała za to rosnące lawinowo protesty: premiera Benjamina Netanjahu, prezydenta Reuvena Rivlina, przewodniczącego opozycji w Knesecie Icchaka Herzoga.

Dobre imię Polski, dobre imię Izraela

 Cytowany już Jan Wojciech Piekarski dodawał – za Newsweek.pl, że kryzys na linii Warszawa – Jerozolima nie jest winą wyłącznie polskiej strony, ale wynika z populizmu izraelskich polityków, którzy wykorzystali sprawę nowelizacji do walki o własnych wyborców. W tym kontekście dyplomata przywołał przede wszystkim Yaira Lapida: „Ponieważ on to powiedział bardzo mocno, to zaraz do tego przyłączył się również Netanjahu, premier Izraela, który jest jego politycznym rywalem i też na tej narodowo-nacjonalistycznej fali próbuje ugrać dla siebie punkty”. Ponieważ komentarz Piekarskiego jest jednym z nielicznych (po stronie krytyków noweli IPN), który ma charakter wyważony, a tłumaczy powody reakcji Izraela, warto zacytować dalej: „Kryzys jest tym trudniejszy do rozwiązania, że mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch polityk historycznych: polskiej oraz izraelskiej. Obydwu o zabarwieniu narodowo-nacjonalistycznym. – Patrzymy na wszystko w kategoriach biało-czarnych, my jesteśmy ci dobrzy, a ci, co nas krytykują i próbują nam zarzucać takie czy inne rzeczy – są źli. To stosują Izraelczycy, taka samą zasadę stosujemy również my w swojej polityce historycznej..(…) Ja nie widziałem ze strony Izraela planu, przepraszam za wyrażenie, dokopania Polsce. Natomiast wykorzystali świetnie tę okazję do tego, żeby mobilizować społeczeństwo wokół obrony dobrego imienia Izraela, obrony całej ideologii Holokaustu...”. Choć ambasador bardzo wyraźnie podkreślił, że Polska powinna reagować na każdy przypadek publicznego użycia sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”, jego zdaniem warto uchwalić takie prawo, które będzie się cieszyło powszechnym poparciem i zjednywało sojuszników w walce o dobre imię Polski.

Dodajmy, że takiego prawa już nie uchwalono i wątpliwe, aby pojawiło się w obecnej, VIII kadencji Sejmu. Wielka szkoda, bo rosnący problem przerzucania na Polskę odpowiedzialności za zło XX wiecznych totalitaryzmów wciąż musi czekać na swoich poważnych obrońców. 

Tadeusz Płużański

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl