W każdej podobnej sytuacji, nie tylko, gdy chodziło o dziennikarzy, zawsze mówiłem i pisałem to samo: niedopuszczalne jest przekroczenie granicy protestu poprzez fizyczny atak na kogokolwiek, a to się właśnie stało pod budynkiem TVP na Placu Powstańców Warszawy wieczorem w ostatnią sobotę. Lecz skoro minęło już od tego momentu kilkadziesiąt godzin, to warto wskazać na kilka wątków tej sprawy. W tym na te dla niektórych niewygodne.

1

   Istnieje cienka granica pomiędzy czysto socjologicznym tłumaczeniem przyczyn tego czy innego fizycznego ataku a relatywizacją jego szkodliwości i niedopuszczalności. Nieprzekraczania tej granicy trzeba zdecydowanie pilnować. W wypadku ataku na Ogórek niemal wszyscy wypowiadający się publicznie to rozumieli. Ale były wyjątki. W stronę relatywizacji poszedł choćby Jacek Żakowski, mówiąc w „Loży Prasowej” (w której także brałem udział), że jeśli działa się tak jak Magdalena Ogórek, to trzeba się liczyć z konsekwencjami. Jako żywo, przypominało to wywody niektórych z przeciwnej strony barykady po tym, jak nieprzyjemne sytuacje spotykały dziennikarzy TVN24.

   Warto odnotować, że zdecydowanie przeciw takiemu postawieniu sprawy zaprotestował obecny w studiu Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”. Czuchnowski opublikował potem tekst, tłumaczący, dlaczego nie można odpowiadać w ten sposób na nawet najgorsze – w ocenie protestujących – postępowanie dziennikarzy. Co ciekawe, gdy umieścił link do tekstu na Twitterze, spotkała go zmasowana i agresywna krytyka ze strony przeciwników PiS.

2

   Nie bez powodu wspominam o Czuchnowskim, bo przecież przekaz TVP i rola samej Magdaleny Ogórek są obiektem jego zdecydowanej krytyki. Tym bardziej trzeba oddać, że dziennikarz „GW” widzi wyraźną granicę między krytyką i protestem a agresją fizyczną.

 

   Protest opublikowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, ale też TVN. To cieszy, choć jest w tym już łyżka dziegciu. Po pierwsze, CMWP pisze o atakach na dziennikarzy TVP zamiast na dziennikarzy w ogóle, podczas kiedy w ciągu ostatnich lat atakowani byli dziennikarze różnych redakcji. Nie bardzo rozumiem, czemu ma służyć wyróżnienie akurat tej stacji. Po drugie – nie odnotowałem oświadczenia Towarzystwa Dziennikarskiego, które – jak się wydaje – byłoby tutaj rzeczą szczególnie cenną, właśnie po to, by pokazać, że można się dramatycznie różnić w poglądach, ale nie w ocenie tego typu sytuacji. Szkoda.

3

   Przy okazji ataku na Magdalenę Ogórek powróciła kwestia aspektu prawnego. Już osiem lat temu Press Club Polska proponował, żeby atak na dziennikarza w trakcie wykonywania przez niego obowiązków był traktowany tak jak atak na funkcjonariusza publicznego i ścigany z urzędu. (Co nie oznacza oczywiście, że dziennikarze zyskaliby status funkcjonariuszy publicznych).PCP miał w tej sprawie gotowe projekty rozwiązań prawnych, które przedstawił prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu. Ten nie był jednak zainteresowany. Od tego czasu PCP wracał do sprawy dwukrotnie, ostatnio w 2018 roku, wciąż bez rezultatu. Brak zainteresowania wyrażał prezydent Andrzej Duda, niezainteresowani byli posłowie. Trudno nie odnieść wrażenia, że politykom nie zależy na zwiększeniu ochrony dziennikarzy, mimo że w atmosferze ogromnego napięcia to oni są często na pierwszej linii frontu. Owszem, wobec propozycji PCP można mieć rozliczne wątpliwości, ale jeśli w ciągu kilkudziesięciu godzin da się przegłosować skomplikowaną ustawę w sprawie stawek za energię elektryczną, to chyba dałoby się wypracować w dłuższym czasie dobre rozwiązanie w tej sprawie.

4

   Na koniec muszę wsadzić kij w mrowisko: można niestety odnieść wrażenie, że reakcje na wydarzenia pod gmachem TVP zarówno prezesa Jacka Kurskiego, jak i ministra Joachima Brudzińskiego, są nieproporcjonalne.

   Przed Sejmem w 2016 roku atakowano pracowników TVP. W 2017 roku uczestnicy kontrmiesięcznicy smoleńskiej szarpali na ulicy Michała Rachonia. Brukselska korespondentka TVP Dominika Cosić była ofiarą obrzydliwych i poniżających ataków werbalnych w mediach społecznościowych, przy których chamski wpis Janusza Palikota o Magdalenie Ogórek wydaje się grzeczny. W żadnej z tych sytuacji Jacek Kurski nie reagował, a w każdym razie nie reagował z takim płomiennym uniesieniem jak przy ostatnich wydarzeniach. Trudno nie odnieść wrażenia, że w TVP są równi i równiejsi. W obronie jednych należy teatralnie rozedrzeć szaty i pisać o ataku na „ostoję prawdy” (miałaby nią być TVP, a nie osobiście Magdalena Ogórek), inni na takie zaangażowanie najwyraźniej nie zasługują. Ciekawe, czemu.

   Nie przypominam sobie też, żeby w którejkolwiek z tych spraw poszkodowanego osobiście przepraszał minister Brudziński albo żeby – w przypadku poniżania w mediach społecznościowych Dominiki Cosić – wysłał cyberpolicję do namierzania sprawców. Co gorsza, nie przypominam sobie osobistych deklaracji i przeprosin ministra Brudzińskiego po ataku na dziennikarkę „Gazety Wyborczej” w trakcie Marszu Niepodległości w ubiegłym roku, gdy również kobieta została osaczona, szarpana i doprowadzona do płaczu. Nie przypominam sobie, żeby poprzednik ministra Brudzińskiego, Mariusz Błaszczak, grzmiał na Twitterze, gdy w lipcu 2017 roku brutalnie pobito w Puszczy Białowieskiej operatora telewizji Polsat i próbowano przejechać go samochodem. Nie pamiętam równie głośnego oburzenia ministra Błaszczaka, gdy w trakcie pogrzebu „Łupaszki” szarpano inżyniera wozu TVN, a sam wóz uszkodzono.

   Czy aby na pewno wszyscy dziennikarze są traktowani przez władzę jednakowo? Czy może są tacy, których minister spraw wewnętrznych na wyprzódki przeprasza na Twitterze i tacy, którymi nie ma czasu się osobiście zająć i pogonić policji do roboty? To są bardzo poważne pytania i wobec ewidentnie ponadprzeciętnego zaangażowania Joachima Brudzińskiego w sprawę ataku na panią Ogórek chciałbym, żeby szef MSWiA zechciał się do nich odnieść.

   Choć, jak zwykle, wielkiej nadziei na to nie mam. Dziennikarze bywają dla każdej władzy tematem niewygodnym.

Łukasz Warzecha

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl