Alkoholizm to brzydki nałóg, ale nie wyniszcza finansów tak szybko i tak mocno jak hazard. Trudno przepić całą pensję w jeden wieczór.  Ale miesięczną wypłatę grając przez internet można stracić w kilka sekund.

   - Nie znam teraz ani jednego dziennikarza sportowego uzależnionego od alkoholu. Znam za to wielu hazardzistów. Kilku moich znajomych straciło wszystko, niektórzy rodziny i mieszkania. Musieli zaczynać życie od nowa – mówi Marek Wawrzynowski, dziennikarz sportowy portalu Wirtualna Polska, autor książki „Wielki Widzew”. Wawrzynowski nie chce stawiać twardej tezy, że gra u „buków” (w zakładach bukmacherskich) całkowicie zastąpiła popularny kiedyś wśród publicystów sportowych alkohol, ale uważa, że w dużym stopniu tak się stało.

   Dziennikarz śledczy, który karierę rozpoczynał w pierwszej połowie lat 90. mówi, że wtedy alkohol był powszechnością:

   - W tamtych czasach królowała gorzała. Nie wiem, jak jest teraz, bo znacznie mniej bywam w redakcjach.

   O hazardowym uzależnieniu dziennikarzy zrobiło się głośno po wywiadzie, jakiego udzielił portalowi wp.pl były dziennikarz Szymon Bartnicki, który leczy się z nałogu. - Uzależnienie od gry w zakładach bukmacherskich odebrało mi chęć do życia. Wpadłem przez to w takie kłopoty, że chciałem wskoczyć pod rozpędzony autobus – mówi Bartnicki Wirtualnej Polsce. Z pracy na portalu PZPN „Łączy nas piłka” został zwolniony po tym, jak wyszło na jaw, że na grę chciał pożyczać pieniądze od reprezentantów Polski. Swoją historię opisuje na blogu postawnasiebie.org.

   Trudno jednoznacznie stwierdzić, z czego wynika tak duża popularność internetowych zakładów bukmacherskich wśród dziennikarzy młodszego pokolenia. Być może z łatwości obstawiania zdarzeń sportowych w sieci. - Internetowy hazard jest na wyciągnięcie ręki. Dziennikarze cały czas śledzą wydarzenia sportowe w sieci. Strony bukmacherów internetowych są dobrym źródłem pozyskiwania informacji – opowiada Wawrzynowski. Przez internet można obstawiać non stop. Rozgrywki w różnych dyscyplinach toczą się bez przerwy. Wystarczy błyskawiczny przelew i wskazanie swojego faworyta albo określonego zdarzenia. Kombinacji jest mnóstwo, można m.in. postawić na sumę punktów, na to czy będzie wolny, czy będą karne.

   - Znam dziennikarza, który stawiał na wszystkie rozgrywki, które toczyły się w danym momencie, nawet jeżeli było to druga liga hokeja w egzotycznym kraju. Byłem świadkiem jak obstawił, że w kompletnie bezsensownym meczu koszykarskim nieznanych mu drużyn padnie więcej niż 130 punktów w meczu. Stracił 10 tysięcy złotych. Gdyby wygrał, następnego dnia i tak by wszystko stracił – podkreśla dziennikarz sportowy Wirtualnej Polski.

   Alkoholizm to brzydki nałóg w sensie wizualnym, bo pijaka łatwo rozpoznać, ale nie wyniszcza finansów tak szybko i tak mocno jak hazard. Trudno przepić całą pensję w jeden wieczór. Można oczywiście się postarać i iść do drogiego klubu. Ale miesięczną wypłatę grając przez Internet można stracić w kilka sekund. Strata nie kończy gry u „buków”. Jak nie ma kasy, czas na pożyczkę. „Chwilówkę” przez Internet można wziąć w przerwie meczu. Tak robił wspomniany Szymon Bartnicki. A jak nie można skorzystać z szybkiego kredytu, trzeba poprosić kogoś znajomego o pożyczkę. Oczywiście pieniądze pożycza się na brata albo na kuzyna, który ma problem. Co z tego, że dług rośnie. Odda się z wygranej. Przecież kilkucyfrowa wygrana musi w końcu nadejść. Przynajmniej w marzeniach hazardzistów.

   Kiedyś praca dziennikarza sportowego była pracą terenową. Większość spotkań z działaczami, piłkarzami, z trenerami odbywała się przy alkoholu. Piłkarze byli bardziej rozrywkowi niż dziś, więc i dziennikarze więcej pili.

   - Piwko tu, piwko tam. Mocniejszych trunków też sobie nie odmawiano. To, że dziennikarze wpadali w alkoholizm było standardem. Mówiło się, że praca dziennikarza jest krótka, bo szybko umierają. Stare piłkarskie porzekadło mówiło, że jak nie naoliwisz, to nie pojedziesz – opowiada autor „Wielkiego Widzewa”.

   Dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych rozpowszechnił się wzór piłkarza, który stawia na sportowe przygotowanie i skupia się na swojej karierze. Wpłynęło to na zmianę w środowisku dziennikarzy piłkarskich. Kiedyś pijaństwo było powszechne i oczywiste. Ciężko było znaleźć niepijącego dziennikarza.

   - Jednego dziennikarza z dawnych czasów zamknięto w łazience, żeby już nie pił. Nie pomogło. Wypił perfumy. Takich historii jest wiele. Przed pożegnalnym meczem Kazimierza Deyny piłkarze zostawili dokumenty u dwóch dziennikarzy. Przez trzy dni dobijali się, ale dziennikarze im nie otwierali, bo pili albo spali – podaje przykłady z dawnych czasów Marek Wawrzynowski.

   Piętnaście lat temu, kiedy internetowy hazard się zaczynał, praktycznie nikt z dziennikarzy sportowych go nie reklamował. Teraz łatwiej spotkać tych, którzy go nie reklamują.

   - Nie wiem, czy to coś złego. Ale być może hazard nie powinien być reklamowany w sporcie, tak jak alkohol czy papierosy. Prezes PZPN Zbigniew Boniek też reklamuje bukmacherkę. Mówi jednak, że nie reklamuje, ale jest jej ambasadorem – śmieje się Wawrzynowski. Reklamowanie czy bycie ambasadorem to tylko kwestia nazewnictwa. Sens pozostaje ten sam.

   Hazard i alkohol to nie jedyne używki, które mogą powodować uzależnienie. A jak jest z narkotykami wśród dziennikarzy? - dopytuję dziennikarza z wieloletnim doświadczeniem w branży. - Są, ale nie znam dokładnie sprawy. Pojawiają się plotki, że ten czy inny kolega ma problem. Ale mogą to być tylko spekulacje i pomówienia – ucina.

Tomasz Plaskota

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl