Gorąco polecam uwadze Szanownych Kolegów tekst p. Elżbiety Królikowskiej-Avis, zamieszczony właśnie na naszym portalu. Jest to bowiem manifest zawierający odkrycie wiekopomne: otóż ujawnia porażającą prawdę, że w SDP do niedawna nie było konserwatystów.
Nasza (obecnie Honorowa) Prezes Mokrosińska dowodziła bowiem przez lata komunistyczną jaczejką, składającą się wyłącznie z „funkcjonariuszy medialnych”, „zetempowców”, o „oficerach prowadzących” nie wspominając, bo ci są nieodłącznym składnikiem wywrotowych kremlowskich bojówek. I byłoby tak pewnie po wsze czasy, gdyby na scenę z gracją Devon Rexa nie wkroczyła p. Avis. Niczym Eisenhower i Montgomery w jednym błyskawicznie rozpoznała sytuację i opracowała wielki projekt (a może nawet project) pod kryptonimem „Konserwatyści w SDP”. Jej celem było wyzwolenie Stowarzyszenia spod krwawej władzy komunistycznego reżimu i przywrócenie demokracji w jedynie słusznym, czyli konserwatywnym (cokolwiek by to miało oznaczać) rozumieniu. Zgromadziła wielką armię i rzuciła ją przez Kanał na śmiertelny bój z dywizjami niejakiego Cydejki, komisarza ludowego żelazną ręką rządzącego Oddziałem Warszawskim. Po zażartej walce udało się, i oto od teraz można już wszem i wobec ogłosić, że w SDP konserwatyści już są. Mało tego, nawet w nim niepodzielnie rządzą!
A teraz poważnie – sądziłem przez ponad 20 lat, że do Stowarzyszenia zapisują się dziennikarze, dlatego że są dziennikarzami. Nie „konserwatystami”, „liberałami”, „socjalistami” lub kimkolwiek innym. Dzięki temu w SDP nie brakowało nigdy osób o różnych poglądach, ale zawsze, lepiej lub gorzej, udawało się reprezentować całe środowisko. Oddział Warszawski właśnie był wzorcowym wręcz przykładem „ekumenizmu”, że użyję określenia p. Avis. Nie było politycznych rozrób, wyzywania, grożenia i straszenia.
Dopiero genialna strategia Wielkiego Projektu p. Avis doprowadziła do eskalacji podziałów i konfliktu. Czy przejawem demokracji jest wymyślanie własnym kolegom od wyżej wzmiankowanych „zetempowców”, „funkcjonariuszy medialnych” czy też „michnikofaszystów”? To też są, cytuję „twarde dowody dla sądu”, chociaż u mnie na Mokotowie w takich sytuacjach stosuje się procedury szybsze i mniej biurokratyczne od sądowych. Pani Avis łaskawie naucza, że trzeba szanować poglądy innych. Nic dodać, nic ująć. W naszym świecie zawsze tak było, jest w nim miejsce dla p. Avis. W jej świecie miejsca dla nas nie ma, no chyba że „six feet under”.
Mam nadzieję, że wynurzenia p. Avis są tylko „wypadkiem przy pracy”. Że żadnego Wielkiego Projektu nie było, że po prostu wybraliśmy najlepszy Zarząd, jaki w trakcie tego przydługiego zjazdu mogliśmy ze swojego grona wyłonić. Że ten Zarząd nie będzie nam niczego dyktować, pouczać jak możemy i powinniśmy myśleć, i że nie będzie wypytywać o poglądy. Bo one są prywatną sprawą każdego z nas, i nie zmieniają faktu, że zapisaliśmy się do SDP, ponieważ jesteśmy dziennikarzami.
A jeżeli jest inaczej… jeżeli Wielki Projekt rzeczywiście istniał… cóż, trzeba będzie stworzyć własny…
Bartosz Ławski
13 listopada 2011
Odpowiedzi
Bartosz Lawski o "zetempowcach" i "konserwatystach" w SDP
Jest to świetny przykład jak nie powinna wyglądać polemika - personalna, niemerytoryczna i jak ognia unikająca sedna sprawy. A co jest sednem sprawy?
Pomysł - pomysłem, ale cała reszta podlegała procedurze demokratycznego procesu wyborczego, w którym Pan Lawski sam brał udział. I to Pan Lawski i nasi Koledzy wybrali taki Zarząd, a nie inny. Od dawna w środowisku dziennikarskim słyszalo się głosy niezadowolenia ze sposobu prowadzenia SDP przez poprzednie wladze - podział między Zarządem Głównym a Oddziałem Warszawskim, silne antagonizmy personalne, wynoszenie naszych spraw na zewnątrz - i czuło się atmosferę przychylną dla zmian. I te zmiany, z zachowaniem procedur demokratycznych, nastąpiły. I dobrze byłoby dla nas wszystkich, dla całego środowiska, skorzystać z tego nowego otwarcia.
Wydaje się, że zdenerwowanie Pana Lawskiego, wyrażone zresztą w mało elegancki sposób /cóz, dopiero się cywilizowanych zachowań uczymy/, ma wiele wspólnego z zaszłościami historycznymi i przyzwyczajeniami pewnej części naszego środowiska. Najpierw do 1990 roku scenę i debate medialną monopolizowali komuniści, a po 1990 roku - liberalna lewica spod znaku "Gazety Wyborczej", i ci pierwsi i drudzy bardzo dbali o to, żeby konserwatystow do głosu nie dopuścić. To oni byli "in charge" i żelazną ręką egzekwowali swoją władzę. Teraz, od 2005 roku, scena medialna, a co za tym idzie, debata publiczna spluralizowała się. Także w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, i kilku konserwatystów znalazło się w Zarządzie. Jest to dobry znak, znak że otwieramy się, także SDP, na cywilizowaną cześć Europy. Tak jak w polskim parlamencie zasiadają różne partie, które sa reprezentacją wszystkich większych sił politycznych, tak w Stowarzyszeniu oraz jego Zarządzie winny sie znależć dziennikarze różnych opcji światopoglądowych, reprezentacja czytelników, radiosłuchaczy i telewidzow, ktorzy są przecież poglądowo zróżnicowani i każdy z nich powinien znależć w mediach coś dla siebie. Aby nikt nie czuł się, jak przed rokiem 1990 czy nawet 2005, dyskryminowany, wykluczony z publicznej dyskusji. Obecnosć konserwatystow w SDP i Zarzadzie, to sygnał, że zaczynaja działać mechanizmy demokracji.
Wiem, że nie wszyscy koledzy są jeszcze na europejskie standardy gotowi - wystarczy spojrzeć na ostatni serial pod kryptonimem "Marsz Niepodległosci". Najpierw coverage marszu w mediach prywatnych, a następnie komentarze w TVN24, przypominajace złe czasy Dziennika Telewizyjnego i "kurtynę kłamstwa", jaką ówczesne media oddzialały obywateli od prawdy o Polsce. Dziś - od prawdy o Swięcie Niepodległości. Ale wiekszosć Kolegów jest juz na demokrację gotowa, o czym świadczą wspólne inicjatywy, konferencja, plany na przyszłość. Następne wybory już za 4 lata i wtedy Pan Lawski znowu będzie miał swoją szansę.
Elżbieta królikowska-Avis
ElZbieta Królikowska-Avis &