Oby książka „Konfidenci”, wydana przez Editions Spotkania, których dyrektorem jest nasz kolega Piotr Jegliński, stała się zwiastunem radykalnego uleczenia Rzeczypospolitej.

       To chyba nie przypadek, że „Konfidenci” ukazali się niecałe dwa miesiące po wyborze nowego parlamentu; nowi posłowie, nowi senatorzy nowy rząd tchną nadzieją, że wreszcie Polska zostanie oczyszczona z miazmatów podłości współczesnych i dawnych. A ich resztki napotykamy niemal na każdym kroku. Sądzę też, że nieprzypadkowo pierwsza promocja tej publikacji odbyła się 13 grudnia br., w rocznicą ogłoszenia stanu wojennego...

Liczy ona prawie 800 stron, składa się z czerech części. Pierwsza to książka Tomasza Tywonka „Konfidenci są wśród nas”,  którą wydał  w 1992 r. pod pseudonimem Michał Grocki w obawie przed szykanami (tak! W roku 1992) władzy okrągłostołowej. Dwie mają duże objętościowo aneksy i nadto załączniki. Zakończona jest, jak przystało na rzetelną pracę historyczno-polityczną, bibliografią oraz indeksem nazwisk, pseudonimów i kryptonimów.   

Lekturę wszystkich części poprzedza wstęp pióra Antoniego Macierewicza „Kierownictwo MSW rządu Jana Olszewskiego” wzbogacony notkami biograficznymi (z fotkami) osób należących do tego gremium. Owa kilkudziesięciostronicowa introdukcja to właściwie znakomity esej polityczny wprowadzający w arkana tego, co to działo się zaraz po wyzwoleniu z okowów PZPR. „4 czerwca 1992 r. -  pisze dzisiejszy minister obrony narodowej - zmienił historię Polski. Do tego dnia wszystko  było proste: archiwa miały być zamknięte, a Polska być rządzona przez ludzi okrągłego stołu. Tak się nie stało. To, co było ukryte, stało się jawne. Nie rozwiązało to automatycznie naszych problemów, ale sprawiło, że mogliśmy świadomie wybierać między wolnością a niewolą”. Pozwolę sobie zmienić tu czas przeszły na teraźniejszy – wszak konieczność wyboru jeszcze się nie zakończyła; może teraz, po 25 października, ostatecznie Polska i jej obywatele odzyskają pełnię utraconej wewnętrznej wolności.  Przedłożymy odwagę i imponderabilia PiS nad szalbierstwa Platformy „Obywatelskiej” i jej otumanionych (nawet wśród dziennikarzy) adherentów. Ale walka o wolność chyba nie prędko się zakończy, wbrew temu, co sądzi dawny minister spraw wewnętrznych, a dzisiejszy obrony narodowej. Niech zauważy, że szkalowanie PiS trwa i przenosi się do mediów zagranicznych. Lecz jestem wręcz pewien, że przed upływem tej kadencji Sejmu osoby splamione taką czy inną kolaboracją z władzą Polski ludowej - jawną i tajną, policyjną - zostaną wreszcie odsunięte od jakichkolwiek możliwości decydowania o sprawach publicznych.

Publikacja firmowana przez Editions Spotkania ma dwie wielkie wartości: przede wszystkim historyczną, to oczywiste, ale też moralną, gdyż wyraziście oddziela dobro od zła, nie ma w niej  „poprawnościowego” relatywizmu moralnego. Wstęp Macierewicza poprzedza cytat z książki Brandstaettera: „…Wszyscy jesteśmy agentami, chodzi tylko o to, czyimi: Boga czy szatana?” To wspaniała przenośnia. Być agentem Boga to nie lada bohaterstwo w świecie pełnym Jego wrogów. Lektura „Konfidentów” sygnowanych nazwiskami Witolda Biegańskiego, Sławomira Cenckiewcza, Piotra Woyciechowskiego niewątpliwie przysporzy Bogu agentów, a diabelskich  napiętnuje…

W pierwszej części pomieszczone są również Piotra Wojciechowskiego „Kulisy lustracji 1992”. Jest tu też, pośród innych, notka biograficzna wydawcy; z której wynika, że bezpieka planowała jego fizyczną likwidację, podjęte próby skończyły się na szczęście fiaskiem. Drugi raz o Piotrze Jeglińskim dowiadujemy się z raportu bezpieki. Językiem dla niej typowym, aż za dobrze znanym publicystom przeglądającym dokumenty ipeenowskie pisze esbek, że Jegliński jest „finansowany i sterowany przez obce ośrodki dywersyjne. Zawodowo zajmuje się organizowaniem dywersji ideologicznej przeciwko PRL (…) organizuje kanały przerzutu i łączności z elementami opozycyjnymi w kraju”.

Część druga, pióra Sławomira Cenckiewicza, to wyborny esej o uwikłaniach w tajne służby śp. Wiesława Chrzanowskiego, byłego marszałka Sejmu, o jego zmaganiach z sobą, własnym sumieniem, stanowiący świadectwo, jak bardzo skomplikowana jest spuścizna zła bezpieki. Michał Grocki w enuncjacji wcześniej przywołanej zadaje pytania, na które sprawiedliwie odpowiedzieć może jedynie Bóg rządzący sumieniami. Dlaczego Polacy współpracowali z SB, co powodowało, że „ludzie przeciwni panującym w Polsce komunistycznym porządkom (a takich była chyba większość - J. W.) zgadzali się  ten stan utrwalać, pielęgnować .Gdzie leży granica między zdradą ówczesnej opozycji a zdradą Polski? (…) Czy naprawdę tak trudno było zrezygnować z aspirowania do czołowych ról, nawet gdy za tę cenę przyszło żyć na marginesie socjalistycznego społeczeństwa? Gdzie w naturze ludzkiej jest to miejsce, które umożliwia jednoczesną walkę i poddanie się, a może tylko prymitywną spolegliwość? Czy decydował tu tylko interes własny, czy też jakieś inne przyczyny? Czy…?”  Nieśmiałą próbą odpowiedzi na pytanie trzecie od dołu: ...”czy trudno było zrezygnować z aspirowania…”  - może stać się książka przygotowywana do druku w oficynie kol. Jeglińskiego, która wkrótce ukaże się na rynku z zapisem wspomnień pewnego figuranta walczącego z bezpieką niemal 28 lat o utrzymanie się na powierzchni życia publicznego bez zdrady swych ideałów wyniesionych z domu rodzinnego o tradycjach piłsudczykowskich.

W części trzeciej „Konfidentów” Witold Bagieński opisuje działania XI Departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w walce z opozycją. Zaczyna tajemniczo: „Działalność wywiadu przeciwko opozycji i podziemiu należy do najmniej zbadanych fragmentów historii Służby Bezpieczeństwa w PRL…” - i dalej czyta się z wypiekami na twarzy niczym pitawal polityczny…

Ostatnia, czwarta część „Rozmowy” jest najbardziej ze wszystkich dziennikarska w najlepszym tego słowa znaczeniu. Są to wywiady przeprowadzone przez Piotra Woyciechowskiego z Janem Olszewskim, Piotrem Naimskim, szefem Urzędu Ochrony Państwa w rządzie premiera Jana Olszewskiego i Andrzejem Zalewskim, wiceministrem spraw wewnętrznych w tym samym rządzie. Dwa pierwsze to przedruki z mediów niezależnych.

Po lekturze tej obszernej książki doznaje się satysfakcji, że, po pierwsze, prawda o zbrodniczości i represyjności ustroju PZPR wciąż jest utrwalana i rozpowszechniana; po wtóre, że są wśród nas politycy, publicyści i czytelnicy, których nie da się zastraszyć żadnym kłamstwem ani zdezorientować żadnym fałszem.

Dlatego sądzę, że przekonają oni opinię publiczną o konieczności głębokiej przemiany  naszego życia publicznego: usunięcia esbeków, ich konfidentów i aktywistów pezetpeerowskich ze  stanowisk odpowiedzialnych państwowo i społecznie. Bo to nieprawda, że  już  jest za późno na takie przeobrażenia. Nie! Można i trzeba ich dokonać – właśnie teraz. I książka „Konfidenci” byłaby tu mądrym i silnym impulsem.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl