„Czy świat się kończy, tato?” – spytała mnie córka parę dni temu. To była jej reakcja na przemówienie sekretarza stanu z twardą krytyką rządu Bibi Netanjahu za sabotowanie pokoju na Bliskim Wschodzie. John Kerry wyjaśnił, czemu USA nie zawetowały rezolucji rady bezpieczeństwa ONZ. Dlatego rada mogła potępić Izrael za budowę osiedli Żydów na okupowanych terenach Palestyny. Za kadencji prezydenta Obamy przybyło tam 100 tysięcy osadników chociaż Obama nalegał, żeby powstrzymać rozbudowę, bo utrudnia rozmowy z Palestyńczykami.

  Do tej pory Izrael robił, co uważał za słuszne, a Stany Zjednoczone blokowały krytykę „najwierniejszego sojusznika” na forum ONZ. Ale Obama skorzystał z faktu, że odchodzi z Białego Domu, więc może sobie pozwolić na więcej wolności i  nie skorzystał z prawa veta w radzie bezpieczeństwa. Rozpętało się piekło. Prezydenta potępili republikanie, co zrozumiałe, bo to opozycja, ale potępili też politycy jego własnej partii demokratycznej. Zaprotestowało 88 senatorów, na 100, a więc prawie wszyscy demokraci w Senacie. Czy politycy amerykańcy Izraelowi „robią łaskę”? To raczej nie są szczere reakcje ale odruch wymuszony przez dziesięciolecia panowania lobby pro-izraelskiego w Waszyngtonie.     

  Dzięki lobby Netanjahu tak się rozzuchwalił, że parę lat temu wygłosił przemówienie na posiedzeniu obu izb Kongresu krytykujące politykę Obamy wobec Iranu. Wystąpił wbrew woli prezydenta, na zaproszenie republikańskiego spikera Izby Reprezentantów. Ta chucpa została ukarana. Irańskie przemówienie Netanjahu kosztowało Izrael siedem miliardów dolarów. Podobno o taką sumę Obama zmniejszył ostatnio pomoc wojskową na okres 10 lat. Ale i tak jest to największy pakiet pomocy w historii USA, wynosząc 38 miliardów dolarów. Mimo to prezydent został ogłoszony wrogiem Izraela za brak weta i za to, że pozwolił Kerry’emu na krytykę bez precedensu „najwierniejszego sojusznika”. Rząd Izraela twierdzi, że ma dowody, jakoby Biały Dom był zakulisowym inicjatorem rezolucji w ONZ.

  Potępienie przez radę bezpieczeństwa ma bardzo poważne skutki. Aktywność Izraela na tych terenach stała się sprzeczna z prawem międzynarodowym. Można więc pozwać obywateli państwa żydowskiego do Międzynarodowego Sądu Kryminalnego, co zresztą zapowiedzieli Palestyńczycy.  Na tę okoliczność odezwał się złotousty Alan Dershowitz, emerytowany profesor Harvardu, „prawnik ostatniego ratunku”, który wygrywa sprawy nie do wygrania. Uprzedził, że jeśli dojdzie do takiego procesu, to zmontuje „najlepszy na świecie zespół obrońców” dla Izraelczyków. Praktycznie biorąc, jest to odpowiednik opcji nuklearnej w konfliktach międzynarodowych.

  Dershowitz upamiętnił się Polakom  procesem, jaki usiłował wytoczyć prymasowi Józefowi Glempowi w 1989 roku. Prymas zarzucił sześciu Żydom nowojorskim atak na klasztor karmelitanek w Auchwitz i zasugerował, że Żydzi kontrolują światowe media, dlatego opisują konflikt wrogo wobec Polski. A zdaniem prawnika było  to oszczerstwo. Derchowitz  chwali się szczegółowym opisem sprawy w książce „Chucpa”. Jest to cecha charakteru, którą autor zaleca Żydom pielęgnować.

  Za tak znakomitym przykładem również doradzam rodakom chucpę, ktora w jidysz znaczy „stanowczość”. Mając chucpę nie puszczalibyśmy płazem oszczerstw o Polsce. Gdy w CNN ukaże się materiał z Bliskiego Wschodu nieprzychylny dla Izraela, to stacja w  godzinę otrzymuje kilka tysięcy e-maili z protestami. Ale CNN, czy The New York Times bezkarnie oczerniają Polskę. Uczmy się od lepszych. Kto ciekaw, jak działa pro-izraelskie lobby w USA, znajdzie o tym rozdział w mojej książce „Geniusz Żydów na polski rozum”. To nie tylko formalne lobby pod nazwą The American Israel Public Affairs Committee i zarejestrowane jako agentura obcego państwa. To także sieć kilkuset organizacji i legion czujnych obywateli, którzy działają bez wezwań od przywódców. Polaku, więcej chucpy!

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl