Ludzie, jak to ludzie bardzo boją się prawa. Wiem to z praktyki. Z  wielu spraw sądowych. A przede wszystkim w sytuacjach, gdy mają być świadkami.  Już  samo zawiadomienie z sądową pieczątką budzi grozę.  I  najczęściej pierwszy odruch: „nie, nie pójdę do sądu, nie będę  zeznawać”. Może jakoś się uda, może sąd  zapomni i nic się nie stanie? To bardzo błędne myślenie. I szkodliwe dla samego siebie. Sądy nie straszą i nie możemy się bać!  Lepiej najpierw  zastanowić się, co ma się do powiedzenia, spokojnie na luzie. I to przed obliczem sędziego wyjawić. I tyle. Nic więcej. Czego się bać? Wielu nie zdaje sobie z tego sprawy, lub pełnomocnik im tego nie przekazuje, że świadek zawsze może odpowiedzieć: „nie wiem”, „nie przypominam sobie”, „nic takiego nie pamiętam”.  Oczywiście o ile to jest zgodne z prawdą, ze stanem faktycznym. Bo nie należy zapominać, by zawsze  potwierdzać jak było naprawdę. Czyli na pytanie, czy stawiać się w sądzie na wezwanie, odpowiedź jest tylko jedna: tak, jak najbardziej. Nie zapominajmy, że za niestawiennictwo na wyznaczoną rozprawę grozi grzywna. Po co w taki niemądry sposób tracić pieniądze!

W tym, o czym piszę powyżej, jest pewien bardzo ważny czynnik psychologiczny. Strach przed sądami, czy szerzej przez kontaktem z prawem. To fakt, że zdecydowana większość osób nie jest w nim zorientowana. To jeden z czynników. Ale także przed skutkami jakie niesie prawo, wyroki, postanowienia i decyzje.  A wielu zapomina, że mamy system dwuinstancyjny.  Czyli zawsze  warto walczyć. Bo może okazać się, że to my mamy rację.

I na tym czynniku psychologicznym żerują oszuści rozmaitej maści. Taki telefon, że umowa jest ważna, dlaczego nie zapłaciło się za usługi, proszę zrobić przelew jak najszybciej, na co czekamy, najczęściej rozpoczyna tę prawną „balangę”. I jako przykład można podać lekarzy. Jak wiadomo szeroko  ogłaszają swoje usługi, można ich znaleźć w  wielu pisemkach reklamowych. I  to ze wszelkimi danymi, włączając adres gabinetu, dokładnie opisaną specjalizację i kontakt, a krótko mówiąc numer telefonu komórkowego. Czyli wszystko jak na tacy.  Łatwo określić, co robi i na koniec jak się łatwo zgłosić.  I  to właśnie wykorzystują oszuści, naciągacze.  Opisuję  fakt  autentyczny.  Dana lekarka, czy lekarz, ni stąd ni zowąd, otrzymuje  telefon od  „słodkiej” panienki. Ta szybko  wymawia  nazwę  firmy i oznajmia, że  czas  najwyższy przedłużyć  umowę. Czyli nie tylko chodzi o to by podpisać  aneks czy załącznik do  rzeczonej umowy. Do przesyłki dołączona jest  faktura. Za co?  Za  wykonane usługi? Panienka nie mówi szczegółowo o jakie usługi chodzi.  Za to informuje, że  właśnie wysłano dokument przedłużenia umowy i fakturę.  Kurier, a  jakże, za  chwilę  zapuka do drzwi. I teraz najważniejsze! By odebrać  n a j p i e r w   trzeba zapłacić. I to najpierw jest jak topór kata. Bo jeśli zapłacę, to pozwolą mi zajrzeć, co tam jest w tej kopercie naprawdę.  I to jest ten „numer”. Nie zapłacisz, nie zajrzysz, nie wiesz o co chodzi. A może jednak w tym wszystkim jest jakaś  zagwostka? I lepiej uniknąć  niebezpieczeństwa!

I  tu jest ten tak istotny psychologiczny, newralgiczny punkt.  Jak  delikwent  „miękki” i wystarczająco się  boi, to nie docieka, co to za umowa (którą  należy przedłużyć), ale jak była to  aneks jest konieczny. No i ta  faktura.  Zaraz, zaraz, jakie usługi? I jak szybko  sobie nie przypomni o co tu chodzi...puka zapowiedziany kurier. Co robić? Skoro to „tylko” aneks do umowy i „wykonane usługi”, to może  warto przyjąć, zapłacić i mieć święty spokój?

Ale dlaczego?  Zaraz, czy naprawdę była zawarta umowa?  A  usługi?  Gdzie i kiedy wykonane?  I  co ja  właściwie mam z  tych usług?  Czy przyszło więcej pacjentów-klientów, czy mi też to się opłacało?

Kolejny „krytyczny moment”, to odmowa. I to już od razu, przez telefon. Po prostu panience się mówi: umowy nie było, nie ma mowy o żadnym aneksie. A i o wykonanych usługach też nic mi nie wiadomo?  Oczywiście panienka  straszy, karnymi odsetkami, karami umownymi, czyli dodatkowymi kosztami.  Ale nic już więcej nie może.  Wystarczy odmówić też kurierowi. I nie poddaliśmy się.  A  i kasa  zostaje nam w kieszeni.

Ale najważniejsze, to nie bać się tych prawnych zakusów, które są w pełni...bezprawne. Tym bardziej, że tak „się nabiera” nie tylko lekarzy. Właściwie może  spotkać to każdego, w różnej formie. Najlepiej od  razu skontaktować się z prawnikiem: adwokatem, radca prawnym Każdy z nich chętnie wesprze. Tu nie ma mowy o jakichś  olbrzymich opłatach. A każda taka panienka zupełnie inaczej rozmawia, gdy usłyszy: „słucham, pełnomocnik osoby takiej, a takiej”.

Wiele osób powinno też wiedzieć, że panienki potrafią być uciążliwe. I dzwonią wiele razy, przypominając się i stosując różne „środki nacisku”.  A  to już  stalking, czyli uciążliwe narzucanie. I jest karane prawnie na podstawie zapisów kodeksu karnego.  Warto też o tym panience od razu przypomnieć.

To, co najistotniejsze, to przebrnąć przez ten słowotok panienki i zapytać ja  wprost: po pierwsze: skoro mowa o  przedłużeniu umowy, to kiedy zawarto pierwotną?  I  tu  rozmówczyni od razu polegnie! Nawet jak się „będzie rzucała”: „to pani, pan wie”, czy „to pani, pan powinien wiedzieć lepiej”. Usługi? „A kiedy zostały wykonane, bo ja nic o tym nie wiem!”. Nie, absolutnie nie!  Stawiać się i już. To panienka dzwoni, i skoro już zawraca głowę, to ona ma być zorientowana. Tom p[odstawowa zasada wynikająca z kodeksu cywilnego.  Kto się powołuje na jakiś fakt, ten musi ten fakt udowodnić. I nie bać się. I sukces zapewniony. Bo sukces...to jest kasa-jak kiedyś śpiewała Maryla Rodowicz. W  naszej kieszeni.
                        Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl