„Możesz powiedzieć, że jestem marzycielem, ale nie jestem tylko tym jedynym”, a oryginalnie po hiszpańsku to: "Dirás que soy un soñador pero no soy el único". Taki napis jest u stóp pomnika Johna Lennona w Hawanie, stolicy Kuby, w parku jego imienia. To fragment refrenu słynnej „Wyobraź sobie” (Imagine), nagranej przez niego w 1971 r. po rozpadnięciu się The Beatles, najsłynniejszego zespołu muzycznego świata (Beatels nagrał to jako: "You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one,"). John z długimi włosami, odziany w rozpiętą koszulę, luźne spodnie (autorem tego niesamowitego dzieła był Jose Villa Soberon). Noga niedbale założona na nogę, jedną rękę trzyma na oparciu. Patrzy gdzieś w bok, daleko, szukając spełnienia jego pragnień. A przede wszystkim wolności. Bo bez niej nie ma sztuki, muzyki przez duże „S” i „M”. Nie ma też społeczeństwa mogącego swobodnie wyrażać swoje poglądy i dążenia. Społeczeństwa przez duże „S”. A nie zniewolonego, pognębionego, gdzie nie ma mowy o wolnych wyborach, decyzjach bez przymusu! Czy Fidel Castro, komunistyczny dyktator wyspy rozumiał to, gdy odsłaniał pomnik 8 grudnia 2000 r. ? Dokładnie w 20 rocznicę zamordowania muzyka przed Dakota House w Nowym Yorku?

„Imagine” stała się hymnem pokolenia. I to nie tylko jednego. „Wyobraź sobie, że nie ma niebios, to łatwe jeśli spróbujesz, pod nami nie ma piekieł, ponad nami tylko niebo, wyobraź sobie tych wszystkich ludzi żyjących do dziś”.

To dopiero wstęp. „Wyobraź sobie, że nie ma państw, to nie takie trudne do wykonania. Nie ma kogoś by go zabijać, ani umierać za coś. Nie ma także religii”. To ostatnie, to jak ateistyczne przesłanie.  A  po nim refren:

„Możesz powiedzieć, że jestem marzycielem, ale nie jestem tylko tym jedynym, mam nadzieję, że pewnego dnia się przyłączysz do nas, a świat będzie tworzył jedno”.

I dalej gorzkie o tym, że nie ma własności. Tu John dodaje-jakby od siebie-zastanawiam się, czy potrafisz? Nie ma potrzeby do chciwości, ani do głodu, tylko braterstwo między ludźmi. Wyobraź sobie tych wszystkich ludzi dzielących między sobą taki świat”?

I ostatni wers: „a świat będzie istniał jako jeden i ten sam”.

Może, gdy bierze się dosłownie tekst piosenki Lennona, to brzmi to jako wezwanie do i rywalizacji i pogoni za pozornymi ideami?

John wielokrotnie zastrzegał się, by nie grać jego tekstów dosłownie. Zwykł mawiać: „to tylko piosenka, nie ma za tym żadnego podtekstu. Ja opisuję świat, sytuacje, ale ich nie kreuję”. No tak, ale marzyć może każdy. A  gdy się połączy marzenia, to nie tworzymy  czegoś lepszego, bardziej doskonałego? W końcu komunistyczny przywódca też  chciał innego świata i to lepszego dla wszystkich.

Rewolucjonista spotkał innego rewolucjonistę? W  2001  r. kubański autor Ernesto Juan Castellanos napisał książkę: „John Lennon en La Habana with a little help from my friends”. Wydano ją 4 lata później.  To on organizował imprezy-spotkania  

w  latach 1996-1999 przywracające mieszkańcom wyspy tę wspaniałą muzykę.  Bo przecież  była ona zakazana przez przywódcę Kuby w latach 60 do 90-tych.  Tak samo jak zresztą w Chinach.  Gdy cały świat dosłownie ogarnęła beatlemania, tych utworów nie można było słuchać w komunistycznych krajach.
A  jak Castro przeprosił się w Beatlesami? Przecież był to symbol imperializmu. A  długowłosi  zwolennicy muzyki rockowej byli zdecydowanymi wrogami rewolucji. Podczas odsłonięcia pomnika-ławeczki miał stwierdzić: „istnieją roszczenia, które uznać trzeba za bardzo słuszne”.

Słuszne dla kogo i w jakiej sytuacji kraju? Wracam  właśnie z Kuby. Żywność  jest w dalszym ciągu na kartki. Z tym, że ci z miast dostają trochę więcej od tych ze  wsi. Zarobki to nawet nie niezbędne minimum. Bo co to jest 20-30 dolarów na miesiąc.  Raul Castro, następca zmarłego w tamtym roku Fidela trochę „popuścił”.  I  wolno pracować na 2, a jak ktoś  daje rade to i na 3 etatach.  Każdy się  ratuje i swoją rodzinę jak może.  Ale nie ma mowy o wyjeździe z wyspy. Rosjanki, czy Ukrainki, które spotykałem, a które wyszły za Kubańczyków nie chcą  słyszeć o kubańskim obywatelstwie. Bo to by oznaczało  zgodę na niewolę na wyspie.

Czy o takiej wolności śpiewał Lennon? Czy Fidel Castro  chowając niewolę za szczytnymi ideami sądził, że  zbliżył się do wolności, której obywatele Kuby także  Anno Domini 2017 bardzo potrzebują.

Na pewno nie. Takie spojrzenie Fidela Castro to kolejna jego obłuda. Bo i tak trzymał narów w niewoli. Zresztą mieszkańcy Hawany  wcale się z tym pomnikiem nie utożsamiają.  Po pierwsze dlatego, że nie znają  tych tekstów, ani tej muzyki. Mimo, że to pięknie brzmi, dla nich to coś obcego.  Tak samo jak ustrój do którego ich się przymusza, a którego oni po prostu nie chcą. Chociaż-jak na razie-nie ma widoków na obalenie tego, co nazywa się „socjalizmem” na Kubie.

Fidel Castro się mylił, co do Lennona. Ten ostatni faktycznie napisał  piosenkę „Rewolucja” (Revolution). „Mówisz, że chcesz rewolucji, cóż powinieneś wiedzieć, że wszyscy chcemy zmienić świat. To ma być tylko ewolucja, my wszyscy  chcemy zmiany świata. Ale kiedy mówisz o destrukcji, to wiedz, że na mnie nie możesz liczyć”. Na białym albumie (White Album wydanym w 1968 r.) Lennon był jeszcze  bardziej przewrotny, bo najpierw śpiewał, że „możecie na mnie liczyć” (you can count me in), ale zaraz potem dodawał „out”-nie liczcie na mnie.  A  dalej śpiewa, że zanim przystąpisz do naprawy świata, to najpierw uwolnij samego świata. Bo prawdziwa wolność przyjdzie wtedy, gdy ty będziesz wolny.

Mieszkańcy Kuby AD  2017  wcale nie są wolni. A  ławeczka-pomnik Lennona w komunistycznej Hawanie i Parque John Lennon to kolejny przykład na to, że wolność najczęściej bywa wielkim złudzeniem. A w ustroju totalitarnym na pewno!

                            Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl