Niedawno wpadła mi w ręce książka „Zainspirowany Konecznym” Wojciecha Reszczyńskiego. Pamiętam, że będąc studentką zetknęłam się z publikacjami Feliksa Konecznego, lecz albo komuna robiła wszystko, żeby tego  katolickiego historyka i filozofa zamieść pod dywan, albo nie dojrzałam jeszcze do takich lektur, albo jedno i drugie, dość że na wiele lat straciłam  z tym nazwiskiem kontakt.

  Kiedy po długiej przerwie czytałam teksty Konecznego, zaskoczyła mnie nie tylko odwaga i głębia jego myśli, ale i oryginalność koncepcji, zwłaszcza tych  dotyczących pojęcia cywilizacji oraz podziałów i dynamiki samych procesów cywilizacyjnych. Np. definicja – inna niż znamy – iż „to nie poziom rozwoju techniki, ale sposób organizowania życia społecznego”. I dalej: „życie społeczne, to nie tylko polityka, lecz i system wartości, jakimi się obywatele tej konkretnej cywilizacji kierują”. Dalej jest o różnicach, jakie między tymi cywilizacjami  występują, o konkurencji do jakiej dochodzi, jeśli pojawiają się na tych samych terenach.  Dowodów na trafność tej tezy mamy bez liku. Przecież Brytyjczycy zawojowali pół świata „w imię misji cywilizacyjnej”, uznając oczywiście tę europejską za lepszą od liczących 5 tys. lat indyjskiej czy egipskiej.  Potem,  właściwie w ciągu ostatnich 40 lat, zmienił się ton podobnych dociekań, i w ekspiacyjnej mea culpa byli kolonizatorzy najpierw uznali, że „wszystkie cywilizacje są sobie równe”, a ostatnio, że „ethnic is beautiful”, czyli piękne jest wszystko, co jeszcze niedawno uchodziło za prymitywne, barbarzyńskie i do poprawki. Tak więc Brytyjczycy, wraz z pakistańską panną młodą, przyjmowali do siebie  i finansowali pół jej wioski, a Szwedzi girlandami kwiatów witali na dworcach i brali na państwowy garnuszek liczne rodziny z Pakistanu i z Kosowa w błogiej nadziei, że ci odpłacą im szybką integracją i wdzięcznością do ostatniego pokolenia. A tu nie! Inne wartości, inne priorytety, inny stosunek do prawdy, sprawiedliwości, solidaryzmu,  poczucia przynależności, nawet samego pojęcia wdzięczności.  Koneczny miał rację, jeśli dwie konkurencyjne cywilizacje występują na tym samym terenie, zawsze dochodzi ostatecznie do clashu, jest to nieuniknione, i należało o tym pomyśleć zanim zaczęło się przyjmowanie imigrantów z daleka na skalę  przemysłową.

  Patrząc na bieg wypadków w Europie, Ameryce, Australii, widać jak bardzo Koneczny miał rację – właśnie trwa wojna cywilizacji. I jeśli  XVI - XX wiek należał do cywilizacji zachodniej, która podporządkowała sobie świat, teraz – sytuacja się zmienia.  Zwłaszcza Europa - na skutek ingerencji  ideologii  lewicowych, które zainfekowały część europejskich i amerykańskich elit - wkroczyła na drogę, której końca jeszcze nie znamy.  Ale przedtem była Rewolucja Francuska, z której  rewolucja sowiecka, meksykańska, kubańska i chińska czerpały pełnymi garściami. Podczas lektury pism Konecznego nie trafiłam wprawdzie na motyw „Rewolucja Francuska a dzisiejsza lewica”, lecz albo nie czytałam wszystkiego, albo też  ten trop stał się wyrazisty dopiero niedawno, kiedy Konecznego nie było już wśród nas.  Ale  już w XVIII wieku ojciec konserwatyzmu Edmund Burke, obserwując to, co działo się za Kanałem La Manche,  wskazywał  w swoich „Rozważaniach o rewolucji we Francji”: ”nadmierną ideologizację wszystkich dziedzin życia, manipulację umysłami i skłonności autorytarne”.  Wycięcie w pień dwóch klas społecznych, a jeśli brać pod uwagę Wandeę, to niemal trzech,  pozbawienie ludzi religii i wiary,  zatrzaśnięcie się na ich potrzeby, wolności,  bezpieczeństwa, szans gospodarczego i kulturowego rozwoju,  zmieniły tradycyjny „pejzaż cywilizacyjny” Europy.  A potem dokładnie  to samo można było powiedzieć  o  lewicowych porządkach w Rosji, w Meksyku, na Kubie czy  w Chinach podczas „rewolucji kulturalnej”. Lecz dziś, choć grożba  lewicowej despotii, tym razem w wykonaniu Brukseli,  wciąż wisi nad Europą,  światu  zagraża inna – jak kwalifikował  Koneczny - „arabska”, muzułmańska cywilizacja, zawsze tej  łacińskiej wroga.  Ze przypomnę  Maurów na półwyspie Pirenejskim od VIII do XV wieku,  Mongołów pod Legnicą w XIII, Turków pod Wiedniem czy teraz  islamistów w Europie i w Ameryce,  mordujących i chrześcijan i ateistów po równo.

  Feliks Koneczny był umysłem wybitnym i niezwykle wszechstronnym,  historykiem i filozofem, publicystą kulturalnym i działaczem społecznym – ale mnie najbardziej interesuje właśnie jego koncepcja cywilizacji, podział, hierarchizacja, konkurencja, walka, elementy cywilizacji a jej szanse na zwycięstwo. Otóż podzielił je na siedem różnych kategorii: łacińska, bizantyńska, turańska /mongolska/, żydowska, arabska, bramińska, chińska. A każda z nich – to już dotknięcie geniuszu! – ma inne rozumienie człowieka i jego poglądów na moralność, wiedzę, zdrowie i majątek, jak rozumiem, stosunek do pieniądza. Dowodził też, że cywilizacje ani nie muszą ginąć, ani nie mają pewności trwania w nieskończoność – a o ich trwałości decydują pewne ich elementy, oraz „ich zgodność z naturą ludzką”.  Aby to lepiej wyjaśnić, znowu sięgnę do Edmunda Burke’a, który o założeniach i postulatach Rewolucji Francuskiej i ich przeciwieństwie  z naturą ludzką, pisał :  ”zbyt abstrakcyjna, wykalkulowana, pełna pogardy dla człowieka”.  Tak więc od dawna  istnieje  nurt  filozoficzny, myślowy, który dostrzega związek między ideologią  a  potrzebami człowieka, i inny, dla którego człowiek się nie liczy. Jeden jest  human being friendly, a inny,  ten spod znaku Rewolucji Francuskiej, nieprzyjazny człowiekowi, lub przyjazny jedynie dla części elit.

  Kiedy Feliks Koneczny  dowodzi, że dzieje ludzkości można zrozumieć dopiero podczas obserwacji walki cywilizacji – które są główna przyczyną konfliktów światowych – nie może mieć więcej racji!  W czasach nowożytnych zaczęło się to bodaj podbojem Nowego Swiata, continuum, to 400 lat Brytyjskiego Imperium – a i jedno i drugie zmieniło oblicze cywilizacyjne  całego naszego globu.  Mniej więcej od zakończenia I wojny światowej  / wybuchu sowieckiej rewolucji/ trwały próby transplantacji komunizmu  na tereny Europy wschodniej i środkowej, a więc  wojna cywilizacji łacińskiej z turańską / mongolską/.  Z kolei od zakończenia II  wojny, lata 1940. do 1960., na terenach Afryki, Bliskiego Wschodu i  Azji  dochodzi do emancypacji krajów post – kolonialnych, która  także zmienia „krajobraz cywilizacyjny” całych połaci  kontynentów.  Np. Afryka: z  jednej strony – próby powrotu do korzeni, z drugiej  korzystania z systemów organizacji państwa kolonialnego, a po ich  odrzuceniu nędza, chaos i zanik państwa, patrz: Angola, Mozambik, Zimbabwe, republiki  środkowo-afrykańskie, pewnie wkrótce RPA.  W tym samym okresie mamy próby transplantacji komunizmu w Chinach, Kambodży, Angoli, Wenezueli  - kolejny przykład „walki różnych cywilizacji o dominację,  główną przyczyną światowych konfliktów”, o których pisze Koneczny.  

   Natomiast  po zakończeniu II wojny światowej i rozpoczęciu procesów dekolonizacyjnych, z Azji, Afryki, Bliskiego Wschodu i Karaibów rozpoczął się exodus rdzennej ludności do „macierzy”. Do Wielkiej Brytanii,  Niemiec, Belgii, Holandii, Hiszpanii, Portugalii – i to był powód kolejnego „chaosu cywilizacyjnego”, który trwa do dziś.   A nawet się intensyfikuje. I od zawsze było wiadomo, że to ludzkie tsunami przybywa do Europy/ Ameryki/ Australii ze swoim bagażem cywilizacyjnym, religijnym i kulturowym. Nie wiedziała jedynie lewica – jak zwykle oderwana od życia –  która sądziła, że ta druga strona na gościnność, mieszkanie, socjal, „punkty za pochodzenie” czyli szybką ścieżkę awansu odpłaci im  szacunkiem  oraz integracją. Tyle, że ci przybysze mieli inne pojęcie o wdzięczności i roszczeniowości, słabości i sile, sprawiedliwości i anarchii, mądrości oraz głupocie.  A już ostatnia rzeczą, jakiej chcieli, była integracja. I to były  te „inne czynniki cywilizacyjne, od których zależą i wartości i polityka i prawo i formy życia społecznego i rodzinnego”, o których wspominał Koneczny. O ile jednak  „ta łacińska opiera się na kreacjonizmie, personalizmie, dualizmie prawa publicznego i prywatnego,  jest dziełem Kościoła, który wychowywał w duchu Ewangelii i etyki katolickiej” – cywilizacja bizantyńska, żydowska czy turańska, to  inna moralność, inne priorytety,  zapisy religijne i prawne.  Nawet lojalność w stosunku do własnej społeczności, która nie pozwala wspólnotom muzułmańskim informować o przygotowaniach do zamachu terrorystycznego czy kobietom – choć prawo europejskie jest dla nich o niebo korzystniejsze - protestować przeciw szariatowi.  Tyle, że Koneczny zmarł niedługo po wojnie i nie mógł już śledzić dalszego rozwoju tego zjawiska.  

  Koneczny podejmował wiele wątków, które są wciąż aktualne,  głównie dlatego, że  do tej pory nie zostały rozwiązane. Np. konieczność stosowania wartości moralnych przez  agendy państwa, w życiu społeczeństwa, w polityce, w planie  publicznym, rodzinnym i  jednostkowym. Twierdził, że „nieprawość w życiu publicznym jest równie szkodliwa, jak w życiu prywatnym – a „wszelkie nierówności”, intelektualne, pozycji społecznej i majątkowej, „mogą być wyrównywane tylko przez >równanie do góry<, nigdy przez działania  mechaniczne, państwowe, >równające do dołu<”. Żeby docenić wagę tej myśli, warto przypomnieć sobie instytucję „les citoyens” podczas Rewolucji Francuskiej, „proletariuszy” za czasów komunizmu,  command  economy,  całą nędzę tej odgórnie sterowanej „urawniłowki”.  Dalej, stosunek do wartości prywatnej, rewolucji  oraz  „walki klas”. Już Burke w XVIII wieku tak pisał  o  rewolucji: ”Rewolucja, to niedozwolone zerwanie ciągłości historycznej. Naród jest dziełem wielu generacji i żadna z nich nie ma prawa podejmować decyzji w imieniu pozostałych”.  I sprzeciwiał się  grożnemu pomysłowi „walki klas”. Państwo w cywilizacji łacińskiej  według Konecznego, ma charakter obywatelski, opiera się na obywatelu i ruchach obywatelskich, sprzeciwia się  biurokratyzmowi i centralizacji. Jakże dalekie jest to myślenie od lewicowej koncepcji państwa wszechmocnego, omnipotentnego, stojącego poza, w istocie, ponad  kontrolą i oceną obywateli!  Albo rozważania  o  „sumienności, uczciwości tych, którzy państwo organizują”, a więc elit politycznych.  Tu Koneczny najwyraźniej zgadzał  się z Platonem, który  2500 lat  pisał w swoim „Państwie”: ”rządy winni sprawować ludzie odważni,  mężni i uczciwi”.  Koneczny był podobnego zdania. Ci, którzy  są po lekturach  Konecznego rozumieją cały sens rozmów polityków  z PO, zarejestrowanych na „taśmach  hańby”:  „to państwo  istnieje teoretycznie”, te „ch…, d… i kamieni kupa”, ten powszechny cynizm i korupcja lub choćby przyzwolenie na korupcję. Koneczny w swoich pismach powtarza: w państwie, w społeczeństwie, w polityce jest miejsce na etykę – i to jest jedna z jego najważniejszych tez, sytuująca go w długim historycznym ciągu filozofów – moralistów.  Wskazówka dla naszych aktualnych władz, że dopóki będą się tej linii trzymały, mają rację.

   Kiedy czytałam  teksty Feliksa Konecznego,  nie mogłam oprzeć się myśli – cóż to za wybitny umysł, na miarę naszych najpotężniejszych  teoretyków państwa i prawa!  Jeszcze jednym walorem publikacji Konecznego i zarazem dowodem aktualności jego przemyśleń jest to, że wciąż „inspiruje”.  A  jeśli damy  mu szanse na popularyzację,  oficyny wydawnicze,  telewizja, istnieje możliwość , że będzie  inspirować  nie tylko paru dziennikarzy, ale  i  elity polityczne,  sprawujące  władzę.  To dobry,  użyteczny i  zweryfikowany  przez  historię  drogowskaz.

                                                                      Elżbieta Królikowska-Avis. 11 kwietnia 2017  

  

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl