„Postaw się, a zastaw się”. Ta niegdysiejsza polska zasada by się postawić „do oporu” nawet jakbyś miał się zadłużyć jest aktualna do dziś. Nie ustępować, więcej, pokazać na co mnie stać. Niezwykle jest to aktualne szczególnie wtedy, gdy się widzi skłócone strony w różnych procesach przed salami sądowymi. Ludzie zdenerwowani, rozjątrzeni,  czerwoni na twarzy, patrzący z wściekłością w oku. Z  oczu widać, że  życzą jak najgorzej swojemu przeciwnikowi. Po wyjściu z  sal sądowych, obojętnie, czy jest nowy termin, czy właśnie zapadł wyrok, idą w przeciwne strony. Nie ma mowy o podawaniu rąk. Nie chcą nawet wzrokiem ogarnąć tych, którzy niedawno stali naprzeciwko. Udają, że  są  tak zajęci  rozmową  z  pełnomocnikiem i  wskazówkami, których im udziela, byle nie spojrzeć w drugą stronę.

Smutne to, ale w pełni prawdziwe. Wizytę w sądzie  traktujemy jak olbrzymi stres.  Wielu zdarza się nie spać, ogromnie denerwować. Często biorą urlop na 2-3  dni by odreagować.  Choć  to i tak niewiele pomaga, bo dalej są wkurzeni.

Czy tak musi być? Czy warto tak się spierać, do końca, aż tak szczerze, tak by tylko „dowalić” tym z którymi przecież łączyły nas jakieś  relacje, skoro  doszło do sporu sądowego? Czy nie lepiej, a może i łatwiej dogadać się, z może  chociaż  spróbować  dogadać się?  Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale zapisy w polskim prawie  o „mediacji i postępowaniu pojednawczym” w kodeksie postępowania cywilnego obowiązują już  od  grudnia 2005 r. To one właśnie miały spowodować by zamiast „zapiekłego sporu”  strony mogły  siąść do wspólnego stołu (nawet  nazwijmy go okrągłym stołem dla stron) i wysuwając  wzajemne roszczenia, czy żądania  znaleźć w tym wszystkim watek do porozumienia się i jak najszybszego zakończenia sporu.  Uwaga: „jak najszybszego zakończenia sporu”.  Bo mediacja, pojednanie się, czy  zawieranie  ugód  sądowych to nie tylko podejmowanie wysiłku by nie tracić energii na kłótnie i sądowe  swawole.  Bardzo ważny czynnik  to tracenie w ten sposób jak najmniej czasu.  I  „tertium non datur”  własnej energii tak nam potrzebnej na załatwianie innych istotnych, życiowych spraw.

Skąd ten pomysł, aby jednak się porozumiewać, a nie spierać?

Źródło to bardzo znane swego czasu na Zachodzie metody alternatywnego rozwiązywania sporów (Alternative Dispute Resolution/ADR). Postępowanie prowadzone w tym wypadku jest z wyłączeniem udziału sądu, a jego kompetencje przejmuje niezależna osoba trzecia: mediator lub arbiter. Metody te są często tańsze, szybsze i nie wymagają zatrudnienia wyspecjalizowanego prawnika. Najważniejsze z nich to:

1.Mediacja w której neutralna i bezstronna (zaakceptowana przez obie strony sporu) osoba trzecia, pomaga w komunikacji, określeniu interesów i kwestii do dyskusji oraz stara się doprowadzić do wspólnie akceptowalnego porozumienia. Proces ten ma charakter dobrowolny, nieformalny, a co najważniejsze poufny.

2.Arbitraż – jest to sposób rozstrzygania sporu bez udziału sądu w oparciu o arbitra. Rozstrzyganie sporów przeprowadzane zazwyczaj w oparciu o zasady prawa cywilnego, szczególnie gospodarczego, przez bezstronnych specjalistów, powołanych do tej roli przez strony sporu. Prawo polskie w stosunku do arbitrażu posługuje się pojęciem sądu polubownego. Arbitraż występuje w trzech podstawowych formach:

a)Arbitraż „ad hoc” - sąd powoływany przez strony do rozstrzygnięcia konkretnej sprawy.

W przypadku arbitrażu ad hoc, to do stron należy kształtowanie zasad wyboru arbitrów oraz reguł, wedle których toczy się postępowanie.

b)Arbitraż instytucjonalny, sąd arbitrażowy działający w ramach określonej instytucji arbitrażowej. Posiada własny regulamin, zawierający regulacje dotyczące samego postępowania, wyboru arbitrów, wyrokowania, listę arbitrów oraz taryfikator. Strony muszą zaakceptować regulamin stałego sądu arbitrażowego

c)Arbitraż administrowany, sąd ad hoc, korzystający jednak z usług infrastruktury stałego sądu arbitrażowego. Łączy zalety obu powyższych typów.

Wszędzie chodzi o to samo: by się  dogadać, bez  zbędnego formalizmu, nie tracić czasu na jałowe spory.

Czy mediacja w polskim prawie, ale i praktyce  zdała egzamin? Czy szerokie rzesze toczących różne spory, ale także przedsiębiorcy chcą z niego korzystać na co dzień? Okazuje się, że  tylko połowicznie. Jednym z najważniejszych specjalistów jest Maciej Bobrowicz, obecny prezes Krajowej Izby Radców Prawnych (poprzednio 2 kadencje). Posiada certyfikat mediatora Time Limited Mediation Devon&Exeter Law Society oraz certyfikat Wirtschaftsmediator - Akademie fur Wirtschaftsmediation und Verhandlungsmanagement. Członek  The Centre for Effective Dispute Resolution w Londynie. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Mediacji Gospodarczej. Do 2010 roku Prezes Centrum Mediacji przy Sądzie Polubownym działającym przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Współzałożyciel Centrum Mediacji przy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Od 2007 roku (dwie kadencje) zasiada w Społecznej Radzie ds. Alternatywnych Metod Rozwiązywania Sporów przy Ministrze Sprawiedliwości. Członek Rady Ekspertów programu Obywatel i Prawo Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolności. Członek-założyciel European Mediation Networking Initiative (EMNI).

I co bardzo istotne: tworzył założenia do zmian kodeksu postępowania cywilnego wprowadzającego mediację cywilną.

W dwumiesięczniku „Radca Prawny” nr marzec-kwiecień 2017 Nr 170 zamieścił felieton „Mediacja w Polsce nie wyszła”. Jest to polemika z jednym z oficjeli, który właśnie tak powiedział. A  co mówią liczby? W 2016 r. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy skierował do mediacji 26,8 % spraw gospodarczych, Sąd Okręgowy w Warszawie 23,8 %, a w Poznaniu 20,7 %.  Czyli jedna  czwarta, a w ostatnim przypadku jedna piąta. Dużo, czy mało? Oczywistym jest, że zdecydowana większość ludzi biznesu woli się jednak spierać, czasami aż  do oporu. Dużo ważniejszym wskaźnikiem jest liczba  zawartych ugód. Bo to także pokazuje  jak skuteczni są mediatorzy. Czyli ci od których w dużej mierze zależy sukces.  I  odpowiednio zawarto ich w Bydgoszczy 61,7 %, w Poznaniu 50%, a w stolicy 33,9 %.  Czyli nie wszystkie kierowane sprawy zakończyły się pozytywnie.

 Jak widać po 12  latach aż tak-jak byśmy chcieli-wielkich osiągnięć nie ma.
Co najważniejsze dla rynku polskiego, iż  mediacja nie jest obowiązkowa.  Wynika z dobrej woli i rozwagi stron.  Właśnie tej rozwagi przede wszystkim.

Obecnie w polskim kodeksie postępowania cywilnego obowiązuje zapis, iż strony, gdy kierują sprawę do sądu są  zobowiązane wykazać, czy podjęły próbę mediacji, porozumienia się zamiast kłótni.

Natomiast, co ciekawe, we Włoszech do niedawna na wyrok czekało się 6 (sześć) lat.  Dokonano zmiany w prawie i w  12  kategoriach właśnie mediacja przede wszystkim, gdyż ex lege jest ona konieczna.  Za  takie spotkanie płaci się 60 euro (ok. 250,- zł). I już na Półwyspie Apenińskim jest sukces.

A  u nas  nawet  stawki mediatorów są śmieszne: 150,- zł za jedną sesję. Sprawa mediacji, czy porozumiewania się jest niezwykle ważna. Bowiem wychodzi poza spory, świadczy też o tym jakim społeczeństwem jesteśmy. Jak sami siebie traktujemy i jak chcemy być traktowani.

I wydaje się, że wciąż za mało wiedzy na ten temat. A  próby mediacji z  tak zwanymi „naszymi przeciwnikami”, czy dogadywania się to wciąż za mało znany temat. A jak się czegoś nie zna, to człowiek się boi i nie chce się na to zgodzić. Sama zmiana prawa nie wystarczy. Jak widać ważna jest także mentalność, którą należałoby jednocześnie zmieniać.  Rola dziennikarzy jest także nie do przecenienia. Inaczej pozostanie nam tylko ta jedna czwarta, czy jedna piąta?

                        Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl