Jest wiele ważnych rzeczy, których ku mojemu zadowoleniu, Lech Wałęsa nie ukrywa. Mówi o nich wprost, w sposób jasny i zrozumiały dla każdego. Ujawnia bez względu na to, czy są dla kogoś miłe, czy niewygodne. Wygarnia to, co myśli również wtedy, gdy jego propozycje, wnioski, wizje czy postulaty dla różnych ludzi mogą być kłopotliwe, a nawet bardzo nieprzyjemne. Od razu widać, że były przewodniczący „S” po osiągnięciu dojrzałego wieku stał się człowiekiem pełnym życzliwości dla innych. Jeśli koryguje ich postępowanie, to nie po to, by sprawiać im przykrość, lecz doskonalić ich samych oraz to, co robią. Krótko mówiąc, kierują nim szlachetne intencje. One pobudzają go do aktywności, mimo ogólnego zmęczenia, wynikającego po trosze z ubytku sił. Naturalnego procesu zanikania energii wraz z upływem lat.

Najważniejsze jednak, co udało mi się zaobserwować u Lecha Wałęsy, to fakt, że staje się coraz większym patriotą. Kiedyś też już był. Ale nie takim, jak w ostatnich latach. I widać, że ten patriotyzm powiększa się u niego z każdym miesiącem. A przejawia się w tym, że myśli wyłącznie o sprawach ważnych dla Polski, a nie o jakichś bzdurach. I to coraz ważniejszych Właśnie tak, jak to dzieje się na co dzień w przypadku prawdziwych patriotów. Niewątpliwie.

- Takie gołosłowne chwalenie Lecha Wałęsy. Lubi go pan, widać to z daleka. Stąd takie słodkości pan o nim opowiada - ktoś może mi zarzucić.

A właśnie, że nie.  Zaraz to udowodnię. Weźmy choćby taką kwestię posłów. Wałęsa domaga się, aby każdy kandydat na posła przechodził szczegółowe badania lekarskie. Czy się nadaje, czy nie. Tak samo nie może byle kto zostać ministrem. Aspirujesz bracie do rządu? Przedtem do przychodni. Musi cię zatwierdzić Narodowy Fundusz Zdrowia rękami swoich specjalistów określonej gałęzi medycyny. Wałęsa z delikatności nie określa specjalizacji lekarzy, którzy winni badać ministrów i posłów. Ale to oczywiste, że chodzi o psychiatrów. Żeby nie było za późno. Taki nie przebadany wcześniej poseł albo minister coś nawywija, to dziękuję. Jaki wstyd. To można przeżyć. Najgorsze, jak narobi szkód. Nawet nie można go za to winić. Mówi prawo. Nie ponosi odpowiedzialności, bo nie w pełni świadomy. Nie odpowiada za swoje czyny.

Tak więc to ważne, czego chce Wałęsa. I co zauważa. Uprzedzam lojalnie. To nieprzyjemne  sprawy. Wałęsa zauważa, że niszczony jest dorobek narodowy. Dlatego się zastanawia, nie tylko w dzień, bo i noc w noc, czy nie należałoby już teraz wydać odezwy do narodu, że trzeba tę władzę zmienić. To można zrobić w sposób demokratyczny. Władza powinna sama zarządzić referendum i zapytać Polaków, czy ta władza ma prawo dalej rządzić. Takie referendum jest dobre na zwykłe niszczenie. Ale jest taki na przykład szef MON Antoni Macierewicz, który – jak zaobserwował to Wałęsa - straszliwie szkodzi. Nie daje się tego wytrzymać. Dlatego Wałęsa bierze pod uwagę to, że będzie musiał wyjść do narodu i wezwać patriotów, żeby nie pozwolili na niszczenie narodu.

Wałęsie marzy się też, że kiedy „niszczyciele narodu” w przyszłości będą stawali przed sądem, on będzie głównym szefem aresztu i nauczy ich wszystkich porządku. Tego się nie wstydził i nie skrywał.  

Jest jednak jedna, która stanowi tajemnicę. Jest nią zagadkowa zapowiedź Lecha Wałęsy: - Wykończę Jarosława Kaczyńskiego. Już teraz wiem jak, ale nie powiem.

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl