"Hej, Mazury, jak wy cudne! Gdzie jest taki drugi kraj! Tu zapomnisz chwile trudne, Tu przeżyjesz życia maj”. Tak śpiewali harcerze, tak powtarzają ci, którzy tutaj przybywają każdego roku.

Dwoje szwajcarskich dziennikarzy, których miałem ogromną przyjemność obwozić właśnie teraz po Mazurach z każdym kilometrem zachwycali się coraz bardziej. Nie tylko samym krajobrazem i częstymi, gęstymi lasami i bajecznie pofałdowanym terenem ze wzgórzami. Spośród których co i rusz wyglądało jezioro, jeziorko lub kolejny mniejszy akwen wodny. Lasy i jeziora, zielone tereny, świeże powietrze. Tak, to prawda to się samo sprzedaje. I jeszcze ta informacja, że  tu jest 10.000 akwenów wodnych, a może nawet więcej. Woda jest im bliska, bo pochodzą z Locarno. Promenada ciągnąca się wzdłuż jeziora Maggiore, kąpieliska oraz budynki sądów, gdzie zostały parafowane traktaty lokarneńskie-to tamtejsze atrakcje. Ponadto miasto stanowi dobrą bazę wypadową w góry. Warte polecenia są również trasy wokół jeziora. Do sanktuarium Madonna del Sasso prowadzi trasa kolei linowo-terenowej Orselina.  

Co chcą  zobaczyć przede wszystkim? Wolfschanze, byłą wojenną kwaterę  Hitlera.  O Gierłoży każdy turysta słyszał. Obok bazyliki w Świętej Lipce to zazwyczaj główny punkt programu wycieczek na Warmię i Mazury. Przedziwny melanż: niezwykłe piękno i bestia.

Kwatera Główna Hitlera rozciągała się na obszarze 250 hektarów. Była bardzo dobrze zamaskowana. Alianci nie odkryli jej istnienia przez całą wojnę! W Gierłoży od 1941 roku- roku inwazji Niemców na ZSRR-znajdowała się polowa kwatera Adolfa Hitlera. W jej pobliżu rozlokowano stanowiska dowodzenia innych rodzajów wojsk. W Gierłoży obejrzymy mniej lub bardziej zniszczone schrony przydzielone poszczególnym nazistowskim notablom.

Realizujemy program obowiązkowy schrony: Bormanna (ten ze ścianą podpartą patykami), Hitlera z możliwością zajrzenia do dawnej kuchni (wegetariańskiej!) Hitlera, Goeringa - ładnie zachowany, z drabiną na dach – by wejść tylko dla odważnych! W sumie w latach 1940 - 1944 na terenie "Wilczego Szańca" zbudowano kilkadziesiąt bunkrów. Najmocniejsze schrony miały ściany o grubości 4-6 m i strop gruby do 8 m.

W Gierłoży 20 lipca 1944 roku dokonano zamachu na Adolfa Hitlera. 20 lipca 1944 roku Claus Schenk von Stauffenberg przyniósł bombę do baraku, gdzie odbywała się narada. Przed godziną 13 Stauffenberg wsiadał do samolotu odlatującego do Berlina, a bomba eksplodowała. Hitler wyszedł z zamachu przygłuchy, ranny w rękę, z poszarpanymi portkami. Na pamiątkę tamtego wydarzenia w kwaterze umieszczono tablicę pamiątkową.  Hitler opuścił ją dokładnie 20 listopada 1944 r. Wyjeżdżając powiedział: „gdy ja opuszczam Prusy Wschodnie oznacza to, że są one stracone”.

Bunkry zostały przez Niemców zaminowane. Wysadzono je 24 stycznia 1945 roku. Nie do końca skutecznie, jak widać teraz w 2017 r.  

Szwajcarscy goście zwracali uwagę na bezsens wylewania mnóstwa ton betonu i siedzenia przez wodza i dowódców armii w lesie z komarami!  A  potem, gdy  kwatera  została wzmocniona dodatkowymi betonowymi dachami o grubości do 2 m i jej budowa została zakończona i kwatera była w pełni gotowa po prostu ją wysadzono.  Jeden ze  szwajcarskich  dziennikarzy, który jest fotoreporterem miał niesamowitą frajdę wykonując  zdjęcia porozwalanych kawałów betonu, powyginanych stalowych prętów. Tylko tam, gdzie  były stalowe  szyny beton rozwalony trotylem trzymał się ich tworząc niesamowite zupełnie nowe, nieoczekiwane formy.  Za  to nowe obiekty do fotografowania.

Zatrzymujemy się przy pomniku: w  kształcie otwartej książki poświęconemu Staffenbergowi, wykonawcy nieudanego zamachu. Wyjaśniam, co zapisał w swoich pamiętnikach, gdy wyruszył z  Wehrmachtem na sowiecką Rosję. Opisując prymitywne życie  wskazywał na wyższość niemieckiej kultury i rasy.  I mówię, że  chodziło tylko o zabicie Hitlera, a Wielkie Niemcy miały  zawrzeć pokój, maksymalnie korzystny dla nich. Polska byłaby przedmiotem, a tak, czy inaczej poniosłaby tylko olbrzymie straty.

Wiozę ich do mojego magicznego miejsca na Mazurach-wzgórza nad jez. Święcajty. Stąd nie tylko widok daleko hen aż po samo Giżycko nad  wodami właśnie Święcajt, Mamr właściwych (jako jednego z basenów kompleksu Mamr jakim właściwie jest drugi akwen w Polsce), Kirsajt, Darginu i Kisajna. I  tylko wody i lasy. I nic więcej. Prawie. Bo jedynym śladem cywilizacji jest komin byłej cegielni w Harszu. Nie muszę dodawać, że tu Szwajcarów kompletnie zatkało. Wzgórze jest dość  wysokie, widok niepowtarzalny.  I  jeszcze cmentarz 234 rosyjskich i 344 niemieckich żołnierzy poległych w wojnie światowej 1914/18. Z  napisem jakże wymownym: „umarli-a przecież żyją, drzemią-a jednak czuwają, odpoczywają nim podejmą nowe czyny, są ziarnem przyszłości” (Sie starben-und leben noch, sie schlummern-und wachen doch, się ruhen-zu neuer tat, der zukunft saat).  Sami Szwajcarzy  zwracają uwagę na odwetowy charakter tablicy zawieszonej tu w latach 30-tych XX wieku. Dalej 3,5 km przed Pozezdrzem odwiedzamy inny cmentarz będący miejscem spoczynku 521 żołnierzy rosyjskich i 82 niemieckich poległych we  wrześniu 1914 r. Przy zachodzącym słońcu szwajcarscy przyjaciele wykonują niesamowite zdjęcia dużego krzyża, małych krzyży oświetlonych czerwonych blaskiem. Znowu superlatywy na temat Mazur i tego, co tu można zobaczyć i sfotografować.  I  jeszcze ta świeża, majowa, mazurska zieleń, fantastycznie ciesząca oko. U nich w obszarach podgórskich i górzystych takiej nie ma.

Ale Szwajcarzy dziwią się z kolei czemuś innemu. Tuż przed samym Pozezdrzem, po lewej stronie jadąc od Węgorzewa na Giżycko  jest  drogowskaz 0,5 km do wojennej kwatery Himmlera.

-Po co oznaczacie  aż  tyle  hitlerowskich-niemieckich bunkrów i  zapraszacie do ich zwiedzania-pytają. -Jaki to ma sens?  Czy  jedna  to olbrzymia była kwatera Hitlera nie wystarczy? Piękno i niezwykłość Mazur na czymś innym przecież polega!

Tak samo niezrozumiałe dla nich jest  robienie atrakcji turystycznej z  kompleksu 40 bunkrów Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH) w Mamerkach, zaraz przy wejściu do nieskończonego Kanału Mazurskiego. Co ciekawe, kanał ten po obecnej rosyjskiej stronie był już gotowy. Wystarczyło zakończyć prace po polskiej stronie. Zamiast korzyści gospodarczych, mamy turystyczne (zabytki hydrotechniki) z  jedną śluzą Leśniewo Górne z miejscem w betonie na hitlerowską „gapę” (ok. 5 km spacerem od Mamr).

W  Giżycku zajeżdżamy na kawę do hotelu w byłym zamku krzyżackim nad Kanałem Łuczańskim, łączącym Niegocin i Kisajno 2,1 km długości. Z Mazur  rozmowa schodzi na trudy dziennikarskiego zawodu.  I na to, jak właściciele pism w Szwajcarii niechętnie płacą dziennikarzom za artykuły. A niektórzy wręcz  długo rozmawiają  o szczegółach publikacji, by na końcu stwierdzić: „ale ja nic nie płacę”. Na szczęście  to zdecydowana mniejszość.

 

 

                        Andrzej Dramiński

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl