Kilka dni temu byłem na konferencji naukowej dotyczącej postprawdy i fake newsów. I przypomniała mi się fraszka Jana Kochanowskiego o doktorze Hiszpanie, w której doktor poszedł spać trzeźwy, a wstał pijany. Zamiast rozjaśnić sobie w głowie, tylko uzyskałem „pomroczność jasną”.

Konferencja zorganizowana została wzorowo przez Akademię Ignatianum w Krakowie. Zestaw prelegentów i tytułów referatów mógł imponować. Dyskusja również, bo była prowadzona na wysokim poziomie. Temat został wybrany najlepiej jak można było, bo był aktualny, interesujący i kontrowersyjny, a na dodatek potraktowany w sposób interdyscyplinarny – w Krakowie zebrali się przedstawiciele wielu nauk, w tym filozofii, psychologii, socjologii, politologii i medioznawstwa. Jednakże, jak to w naukach społecznych i humanistycznych bywa, więcej postawiono pytań niż uzyskano odpowiedzi, a sprawy są bardziej kontrowersyjne niż mogłoby się wydawać.

Oczywiście istnieje definicja postprawdy, według której oznacza ona „okoliczności, w których obiektywne fakty mają mniejszy wpływ na kształtowanie opinii publicznej niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań”. Inaczej mówiąc – jak dla mnie – postprawda jest to po prostu „moja prawda”, niezależna od faktów, cudzych argumentów i opinii, ufundowana na subiektywnie mocnym i emocjonalnym przeświadczeniu. Postprawda nie może zatem mieć charakteru ani obiektywnego, ani absolutnego. W zasadzie w takim ujęciu prawda w postprawdzie się rozmywa, traci swój walor prawdziwości, pozostaje mniemaniem, gdybaniem, moim przekonaniem, a nie czymś, czemu można byłoby przypisać walor uniwersalności. To sprawia, że komunikacja, dyskurs publiczny stają trudne, jeśli nie niemożliwe.

W czasie Konferencji wskazywano na rozmaite trudności związane z pojęciem postprawdy. Na przykład, niektórzy z prelegentów zauważyli, że owo „post” w tym pojęciu sugeruje, że prawda już była, a teraz mamy do czynienia z czymś innym, co następuje po prawdzie. Ale w takim ujęciu postprawda nie jest już prawdą, tylko zupełnie nowym zjawiskiem. Profesor Tadeusz Borkowski z AIK w Krakowie postulował, żeby zastosować filozoficzną „brzytwę Ockhama”, czyli, jeżeli istniejące wcześniej pojęcia opisują to zjawisko, któremu nadano nową nazwę, to nie należy mnożyć bytów ponad miarę. Z dokonanej przez Profesora analizy definicji postprawdy wynikało, że ma ona taki sam definiens jak definiens pojęcia kłamstwo, fałsz czy manipulacja: „pojęcie postprawda nie określa żadnego nowego bytu, nieznanego w naukach humanistycznych”. Nie określa, z tym piszący te słowa zgadza się, ale uważam też, że postprawda oznacza upowszechnienie się wspomnianych zjawisk w Internecie na skalę dotąd nieznaną. Zagrożenia, jakie z tym jest związane, przecenić nie sposób. Zwłaszcza z tego powodu, że trudno weryfikować oparte na niej fake newsy, które stają się prawdziwą plagą Internetu.

 

Owocem Konferencji będzie publikacja monografii naukowej poświęconej postprawdzie i fake newsom. Na razie streszczenia referatów można znaleźć na stronie http://ignatianum.edu.pl/nauka/konferencje/postprawda-w-dyskursie-publicznym

Summa summarum, z dyskusji na temat postprawdy i fake newsa wypływają na ogół pesymistyczne wnioski: są to zjawiska od dawna istniejące, o szerokim zasięgu, z którymi trudno walczyć, i z którymi prawdopodobnie musimy nauczyć się współżyć. Według mnie, naszym pancerzem chroniącym przed postprawdą w życiu codziennym może być etyczne postępowanie, a w dziedzinie dziennikarstwa – dążenie do podtrzymania i rozwijania jakościowego dziennikarstwa, opartego na faktach i starannym, wszechstronnym weryfikowaniu źródeł informacji.

 

Marek Palczewski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl