W tej krótkiej wypowiedzi chodzić mi będzie o media elektroniczne: telewizję i radio. Można przyjąć w dzisiejszych czasach jako pewnik, że odbiór tych mediów nie musi się łączyć z posiadaniem w domu odbiornika telewizyjnego;  radio i telewizję można także odbierać w Internecie - przez telefony komórkowe, smartfony, tablety, laptopy itp. W ten sposób media elektroniczne stały się powszechnie dostępnymi mediami, z których praktycznie korzystają niemal wszyscy mieszkańcy Polski, a także – głównie Polacy – mieszkający i przebywający za granicą. Z pewnością też mają duży wpływ na kształtowanie opinii.

Jestem właśnie po lekturze ,,Do Rzeczy”, które (w numerze 24 z 12-18 czerwca) sprawę mediów potraktowało jako priorytetową (okładka, wywiad z Wojciechem Reszczyńskim, zestawienie tematów wiadomości w TVP i TVN). W ostatnim czasie też żywo dyskutowano sprawę finansowania Polskiego Radia i Telewizji Polskiej; najważniejsze było pytanie –jaki abonament?, kto ma go płacić? Jak go ściągać z powodzeniem? A może odrzucić ten ,,haracz” na ,,TVPiS”? Stawiać na bojkot ,,pisowskiej propagandy”? Oczywiście i ten pretekst dla opozycji był dobry, bo oglądanie telewizji ,,pisowskiej”, grozić może większym poparciem dla rządu… W różnych wypowiedziach wciąż pojawiał się problem ,,zawłaszczania” telewizji publicznej przez kolejne partie, które w wyborach zdobywały władzę. I tak czytam, że SLD ,,zawłaszczyło ” przed laty publiczne media; że PO zrobiło to samo i to na długie lata swoich rządów, że PiS dokonał ,,skoku” na media… Skąd te wszystkie emocje? Oczywiście stąd, że tzw. media publiczne Polskie Radio i Telewizja Polska nie chcą się przyznać do tego, że były i są w gruncie rzeczy mediami państwowymi, i to widać gołym okiem… A czy jest to naganne? Myślę, że nie.

Sto lat temu – po 123 latach niewoli– państwo polskie znów znalazło się na mapie Europy; a niepodległe państwo potrzebuje nie tylko ośrodka sprawnej władzy, ale i własnych mediów informujących o jego działaniach, potrzebuje także jako spoiwa wiedzy o tradycji, o kulturze, o historii, a kto może najlepiej to przekazać? Oczywiście własne media!

Media elektroniczne mamy młode: Polskie Radio wystartowało w 1926 roku i dobrze później został zapamiętany głos Prezydenta Starzyńskiego z września 1939 roku, dramatyczny głos słyszany właśnie przez Polskie Radio z broniącej się Warszawy.

Telewizję mamy dopiero od lat pięćdziesiątych, jest to ,,dziecko PRL-u” – ze wspaniałym Teatrem Telewizji, Kabaretem Starszych Panów….Ale główny przekaz polityczny był od PZPR, bo w systemie jednopartyjnym to PZPR dbała o telewizję i posługiwała się nią dla własnych politycznych celów. Teraz, gdy mamy ustrój demokratyczny (Kukiz poprawia: ,,partiokrację”), gdy w demokratycznych wyborach dochodzi do nowego układu sił na szczytach władzy, a wraz ze zmianą rządów do wymiany elit – oczywiste jest, że każda nowa władza potrzebuje radia i telewizji, a do zadań tych mediów musi należeć informacja o tym co robi prezydent oraz rząd; musi należeć przedstawianie programów działań, tłumaczenie i obrona ,,polskiej racji stanu” – takiej właśnie, którą określa aktualna władza. 

W mediach państwowych i tak właśnie nazwanych - sytuacja po każdych nowych wyborach byłaby jasna: ten kto kieruje państwem musi mieć swoje media i wszyscy rozumieją, że jest to niezbędne, by rządzić.

Nie może być przecież tak, że działania rządu i osoby z kręgu władzy są w tych mediach dyskredytowane, że w codziennych dziennikach informacyjnych pomijane są ważne wizyty państwowe, przemilczane istotne inicjatywy rządu, nie mówi się o sukcesach, planach i trudnościach.

Oczywiście polityczny wątek powiązany z polityką państwa – to w czasie antenowym – niewielki, lecz ważny wycinek programu; to wizytówka polityczna telewizji. Ale tak jak państwo kieruje różnymi dziedzinami życia (centralnie i przez władze lokalne); w jego gestii jest kultura, oświata, nauka,  sport itd. - media elektroniczne mają podobne zakresy tematyczne w swoich ramówkach. A ,,misja” mediów państwowych to twórcze rozwijanie ważnych tematów z różnych dziedzin, docieranie do widza poprzez dostępne, atrakcyjne środki przekazu. To wszystko jest konieczne, by państwo dobrze działało, by odbiorcy mediów stawali się mądrzejsi i dobrze się w swoim państwie czuli, a jeśli coś jest nie tak jak być powinno, by szybko władze o tym wiedziały i mogły temu zaradzić. Brzmi optymistycznie? A czemu być tylko pesymistą?

Gdy się zgodzimy, że potrzebne są media państwowe,  pozostaje ważne pytanie– kto za to ma zapłacić? Odpowiedź jest prosta – za media państwowe powinno płacić państwo.

Przecież nie płacimy ,,abonamentu” za szkoły, sądy, ministerstwa, wojsko itp. Więc czemu akurat za  media ma być abonament?

Na wszystkie potrzeby państwa płacimy podatki, ich część powinna iść na utrzymanie mediów! I dobrze byłoby od razu określić jaka część. Aż się prosi by pochodziła z części 23-procentowego VAT od gospodarstw domowych za elektryczność, opłaty za Internet, telefony. A może wprowadzić stały specjalny podatek na media państwowe od Spółek Skarbu Państwa i banków – w zamian te instytucje miałyby swój czas antenowy na reklamy oraz na informację o działaniach, zamierzeniach czy trudnościach (a to są wiadomości cenne także dla widzów oraz słuchaczy!). 

Natomiast twórcze pomysły – na teatr telewizyjny, programy popularno- naukowe, filmy dokumentalne, seriale historyczne – powinny uczestniczyć w konkursach odpowiednich ministerstw, tak jak uczestniczą w nich instytuty naukowe czy wydawnictwa.

Na zakończenie tego tekstu, pisanego w atmosferze  medialno-abonamentowej gorączki, pragnę jeszcze raz podkreślić:  przestańmy udawać, że ,,media publiczne” nie są ,,mediami państwowymi”, bo nie tylko są to media państwowe, ale są potrzebne w tej właśnie roli państwu!

Barbara Petrozolin-Skowrońska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl