Mam świadomość, że ten i ów uzna ten tekst za co najmniej przedwczesny, jeśli nie wręcz szkodliwy. Trudno – ryzyko zawodowe. Ale stan spraw „na dziś” jest taki, że Andrzej Duda wszedł najwyraźniej na (ambicjonalną!) wojenną ścieżkę z rządem, a przynajmniej z niektórymi jego członkami (co zresztą na jedno wychodzi).

I to jest, niestety, niepokojące. Bo za wcześnie na „rysy na monolicie”. Bo Pan Prezydent powinien mieć więcej politycznego rozumu i wyczucia tzw. momentu i swoje ambicje (bo to, uważam, wyłącznie sprawa ambicji człowieka „pomijanego”, „niedocenianego”) poddać trzeźwej samoocenie. W przeciwnym razie rząd i tak zrobi swoje, nie tak, to inaczej, a PAD stanie się „prezydentem tamtej strony”. Myślę, że zablokowanie pełnej reformy aparatu sprawiedliwości, a także odmowa mianowania nowych generałów, o co wnioskował Antoni Macierewicz, pozwala już powoli sięgać do kieszonki po żółtą kartkę.

Coś takiego chcę właśnie zrobić, tzn. zaproponować jakiś zawiązek dyskusji nad tym, czy PiS miałby prezydencką alternatywę. Bo mieć – w zaistniałej sytuacji – musi, dalekowzroczność to u polityków, zwłaszcza u liderów, jedna z cech najważniejszych. Zawsze trzeba być kilka kroków „przed”, bo inaczej można znaleźć się kilkanaście kroków „za”. Jestem pewien, że Jarosław Kaczyński to wie.

Mnie podobał się pomysł, zrodzony przed blisko 3 laty w środowisku Radia Wnet – pomysł wystawienia na prezydenta kandydatury prof. Andrzeja Nowaka – historyka, pisarza, eseisty, intelektualisty najwyższej próby, przy tym obywatela par exellence, człowieka mądrego, zrównoważonego, odpowiedzialnego. Radio Wnet rozpoczęło nawet kampanię prezydencką na rzecz Profesora, żeby było jasne – z akceptacją „Nowogrodzkiej”.

Ale krótko po starcie tej „kampanii” owa „Nowogrodzka” wysunęła swojego kandydata – Andrzeja Dudę. W tej sytuacji Radio Wnet, rzecz jasna, „odpuściło”.

Przeciw kandydaturze prof. Andrzeja Nowaka wysuwano właściwie tylko jedno zastrzeżenie – że to naukowiec, bez doświadczenia politycznego. Jak znam życie, gdyby dziś ponownie wystawiono kandydaturę Profesora, kontrargument podstawowy byłby ten sam. W tej sytuacji zapytam tylko: pierwszy prezydent wolnych Czech Vaclaw Havel był politykiem? A może politykiem był pierwszy po obaleniu muru berlińskiego prezydent Niemiec pastor Gauck? Przykłady można mnożyć, ale niech te dwa, jakże wymowne, wystarczą.

Prof. Nowak jest naukowcem i intelektualistą, ale czy to znaczy, że politycznie jest jak tabaka w rogu? Żyje dość długo, by te i inne meandry codzienności widzieć i rozumieć. Jest przy tym nienagannie uczciwy i ma odwagę mieć własne zdanie, a jego sporadyczne wypowiedzi w publicystyce TV dowodzą, że jest świadom bieżącej sytuacji politycznej tak w kraju, jaki w UE.

Prof. Andrzej Nowak ma tylko jedną wadę: nie jest podległy decydenckim kręgom politycznym Dobrej Zmiany, co nie znaczy, by był ich przeciwnikiem. Osobiście jestem przekonany, że byłby świetnym prezydentem na te czasy, bo chyba lepiej od obecnego prezydenta rozumie sytuację hic et nunc i różne zachodzące z dnia na dzień okoliczności. Natomiast jego wadą, wadą ludzką, byłaby – jak znam życie – samodzielność intelektualna, która jednak – wierzę w to – nie rwałaby nici, nie niszczyłaby projektów władzy wykonawczej.

Być może owa cohabitation z kierownictwem politycznym Dobrej Zmiany przyniosłaby jedną czy drugą różnicę zdań, ale per saldo układ byłby bardziej czytelny, niż to ma miejsce ostatnio po kontrowersjach na linii Duda – Ziobro czy Duda – Macierewicz, a ostatnio także na linii Prezydent – Premier. Tu wszystko wskazuje na cichą wojnę kompetencyjną, a przecież to chyba jest najmniej ważne. W sytuacji narastającego „przewężenia” najważniejsze są merytoryczny program zmian i jedność.

Ta jedność właśnie na naszych oczach pęka – powoli, ale niewątpliwie. Obserwujmy to uważnie.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl