Wczoraj rano włoska policja aresztowała 20-letniego przywódcę bandy, która tydzień wcześniej dokonała zbiorowego gwałtu na Polce na plaży w Rimini i dotkliwie pobiła jej partnera. Chodzi o imigranta z Konga, Guerlina Butungu, jedynego pełnoletniego w gangu. Akcja miała miejsce na dworcu kolejowym w Rimini, skąd napastnik zamierzał wyjechać do Mediolanu. A więc cała czwórka bandytów w areszcie. Okazuje się, że trzech z nich, to niepełnoletni, zostali przewiezieni do ośrodka dla młodocianych przestępców w Bolonii,  a Kongijczyk wylądował w więzieniu. Dwaj najmłodsi, 15 i 16-latkowie, to Marokańczycy, których rodzice przybyli do Włoch i tam uzyskali pomoc i warunki  godniejszego życia. A 20-letni Guerlin Butungu, gdy w 2015 roku przybył z Afryki na wyspę Lampedusa, otrzymał prawo pobytu we Włoszech ze względów humanitarnych. Szkoda, że humanitaryzm obowiązuje tylko nas, Europejczyków w stosunku do przybyszów z Afryki czy Bliskiego i Dalekiego Wschodu, ale  my sami nie podlegamy temu samemu „kryterium humanitaryzmu”. Wielokrotny gwałt, rozbój, dotkliwe pobicie.Zobaczymy, jak policja włoska poprowadzi dalej śledztwo, i czy sprawiedliwości stanie się zadość?

Już w tej chwili mamy w Europie zachodniej ok. 20 mln muzułmanów. We Francji 6 mln / 10% populacji/, w Hiszpanii ponad milion, w Niemczech 5 mln / 7%/, a w Wielkiej Brytanii około 2.5 miliona / 4% populacji/. Niższe od przeciętnego wskaźniki aktywności zawodowej, brak wykształcenia, nieznajomość języka, za to wyższy wskaźnik bezrobocia i znacznie wyższy procent korzystających z instytucji pomocy socjalnej – nawet w porównaniu z imigrantami z innych kręgów cywilizacyjnych. Wyższy odsetek muzułmanów w więzieniach. Z uwagi na terror poprawności politycznej mówi się o tym mało, w istocie prawie wcale, więc najwyższy czas, by poinformować Polaków, że muzułmanie zaimportowali ze swoich krajów pochodzenia, lub też wyprodukowali nowe formy? rodzaje przestępstw, które dziś nękają Europę, Stany Zjednoczone i Australię. Pozostańmy przy Europie.

    Przez wiele lat mojej korespondentury w Londynie, wiele się o tym nasłuchałam i na wiele napatrzyłam. A więc „forcedmarriages”, małżeństwa z przymusu – nie mylić z „arrangedmarriages”, małżeństwami aranżowanymi, występującymi najczęściej w społecznościach indyjskich, które jednak zakładają zgodę obu stron.  Schemat jest zwykle ten sam.  Rodzina Pakistańczyka z Midlandów szuka mu żony w kraju pochodzenia, ta przybywa nad Tamizę, podczas obrządku ślubnego poznaje swojego męża, itd. Albo – dziewczyna, jak wykształcona w Wielkiej Brytanii dr Humayra Abedin, jedzie z wizytą do rodziców w Bangladeszu, którzy tam znajdują jej męża. Kiedy córka nie zgodziła się na kandydata, była przez nich więziona przez 4 miesiące! Porwanie i więzienie opornej narzeczonej „do skutku”, to kolejne przestępstwo z importu z Pakistanu, Afganistanu czy Bangladeszu. Powiązane jest z tym inne, nazywane, nie wiadomo czemu, „crime of honour”, „zbrodnie honoru”. Brytyjskie media od czasu do czasu donoszą o procesach, powiązanych ze zbrodniami honoru, co najmniej kilka razy  w roku – a przecież to tylko czubek góry lodowej. Ile dziewcząt – muzułmanek zostało zamordowanych przez swoich ojców, braci, rodzinę odrzuconego kandydata, nigdy się nie dowiemy, bo przecież rejony, zamieszkane przez nich, to „no go area”. Wszystkie one rozgrywają się w sercu Europy i cywilizowanego kraju, w Birmingham, Manchesterze czy Londynie. Opiszę tylko jedna z nich, tyleż drastyczną, co typową. Oskarżonym był Ali Goren i jego kuzyn, rodem z Kosowa, którzy okrutnie zamordowali córkę Gorena, Tulay. Wielkim grzechem dorosłej przecież dziewczyny było to, że opuściła dom i zamieszkała ze swoim chłopakiem. Zeznania matki Tulay, Hanim Goren, były wstrząsające. Podobno rocznie jedynie w Wielkiej Brytanii, notuje się ponad setkę takich zbrodni, nie wiadomo czemu nazywanych honorowymi. Lecz nie tylko tam, na kanale ID widziałam kilka dokumentów amerykańskich, odtwarzających śledztwa z podobnych zabójstw.

 Dalej, „mother-in-law crimes”, „zbrodnie teściowych”.  We wspólnotach muzułmańskich zasada jest taka, że panna młoda wnosi do rodziny pana młodego posag, wiano. I zdarza się – na London Film Festival widziałam na ten temat kilka dokumentów – że dziewczyna po kilku miesiącach czy latach, ginie od rozległych poparzeń, wywołanych oblaniem jej prawie zawsze przez niechętna teściową, gorącym olejem.  Inna wersja, to oblanie młodej kobiety olejem i podpalenie. A kiedy  synowa umiera, zawsze można ożenić syna jeszcze raz i kolejnym posagiem  wzmocnić domowy budżet. W więzieniach Pakistanu, Bangladeszu, Afganistanu, ale także Indiiwidać wiele takich więźniarek. Kolejne przestępstwo, charakterystyczne dla wspólnot islamskich w Europie, a na pewno w Wielkiej Brytanii. „White meatgangs”, to gangi zajmujące się „handlem żywym towarem”, przysposabianiem do prostytucji białych nastolatek, często nie starszych niż 13-14-letnich. Kilka tygodni temu wybuchł związany z tym kolejny skandal. Mówię kolejny, bo ten proceder, uprawiany przez mężczyzn – muzułmanów, kwitł od dobrych kilkunastu lat, już dziś wiadomo, że w 16 brytyjskich miastach. I choć przed sądem w Newcastle stanęło tylko 17 oskarżonych, w  siatkę uwikłanych było dziesiątki mężczyzn – muzułmanów, a w burdelach wylądowało kilka setek młodziutkich białych kobiet.  Następny  sort, kwalifikujący się pod jakiś paragraf  KK, to „woman organs mutilation”, rytualne okaleczanie kobiecych części intymnych. Zwykle chodzi tu o imigrantów z Etiopii, Sudanu i Somalii, ze Wschodniej Afryki. W Londynie jest duża społeczność etiopska i proceder ten, choć media od czasu do czasu o tym piszą, nic się nie zmienia. 8 – 10-letnie dziewczynki nadal są okaleczane, a od czasu zdarza się, że operacja, wykonywana w domu, w fatalnych warunkach higienicznych, komplikuje się i dziewczynka umiera.

   Ostatnio do tych „przestępstw z importu” dodajemy kolejne, gwałty na białych kobietach, rdzennych mieszkankach Europy, przez muzułmanów, w miejscach publicznych.W Kolonii i innych niemieckich miastach w ubiegłoroczną noc sylwestrową, w Rimini, gdzie gwałty i rozboje podobno zdarzały się i przedtem. Statystyki mówią, że w Niemczech w ciągu ostatnich dwóch lat liczba przestępstw, popełnionych przez imigrantów, wzrosła o 50%. Wzrosła liczba przestępstw na tle seksualnym w Szwecji. Podobno w krajach zachodniej Europy już 2/3 ogólnej liczby gwałtów, to sprawka młodych muzułmańskich imigrantów. A policja, z powodu political correctness, a więc bojąc szaleństwa lewicowo-liberalnych mediów i posądzenia o rasizm, faszyzm i co tam jeszcze, w przypadkach młodych muzułmanów reaguje bardzo opieszale.  I tak jak w przypadku 14-letniej Szwedki, zgwałconej przez Irakijczyka, od razu pojawiają się biegli sądowi, a potem sami sędziowie i biegną w sukurs imigrantowi. Stwierdzono, że  „Irakijczyk ma zespół nadpobudliwości, z deficytem uwagi”, a  potem, że „nastolatka została zgwałcona, ponieważ imigrant nie znal szwedzkiego i nie zrozumiał słowa >nie<”. I nie wpakowano go do więzienia, ale zasądzono grzywnę.

   I na koniec, wiele z tych nowych „przestępstw z importu” łączy się z kobietami, których pozycja w społecznościach islamskich jest  bardzo niska. Więc musi paść pytanie – gdzie są głosy feministek? Nie widzę, nie słyszę. Tak dzielnie walczyły o prawa białych kobiet, a co z prawami muzułmanek? Czy to nie są kobiety, istoty ludzkie, którym także należy się pomoc? A co ze wsparciem dla białych kobiet, gwałconych w miejscach publicznych w samym sercu Europy?  Jakoś nie słychać  głosów Germaine Greer ani  Magdaleny Środy, upominających się o sprawiedliwość. Przybycie imigrantów islamskich do Europy, Ameryki i Australii uruchomiło lawinę nowych patologii, a kolejne fale jeszcze je  intensyfikują. Te  nowe przestępstwa i zbrodnie, transplantowane na grunt europejski, albo generowane na miejscu, już są, awciąż wyłaniają się nowe.

    Elżbieta Królikowska-Avis. 4 września 2017

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl