Każdy naród ma w sobie „zadry” z przeszłości. Zdarzenia do których często się wraca w różnych formach i dyskusjach. A które są ciężarem, czasem trudnym do zniesienia. Ma to szczególne znaczenie, gdy dziś  dyskutujemy o przyszłości Unii Europejskiej.  I  wyraźnej tendencji, by ją podzielić na państwa o  szybszym i wolniejszym rozwoju. Nazwijmy to po imieniu.  Chodzi o Europę „A” i tę  gorszą „B”.  Ta pierwsza  to  duże  państwa, a ta druga to pozostałe, mniejsze i zupełnie małe. Te wymienione w drugiej kolejności mają w swej historii wiele  zaszłości, których kompletnie nie rozumieją większe państwa, które w dziejach atakowały i grabiły niż  odwrotnie. To tym małym stale coś  zabierano, pozbawiano je czegoś.

Wróciłem właśnie z konferencji poświęconej pomocy i wspieraniu samobójców, osobom w  depresji, stresie. W  Polsce ta linia nazywa się „Telefonem Zaufania”, a  na Węgrzech „Telefon Pomocy Psychologicznej”. Gdy jechaliśmy pociągiem z Budapesztu na miejsce czyli do Zalaegerszeg, moja węgierska opiekunka Erika, psycholog, specjalistka od terapii relaksacyjnej otwiera  swojego tableta  i pokazuje mi te Wielkie Węgry

i długo, długo na nie patrzy. A  nie te małe współczesne okrojone do jednej trzeciej o powierzchni „tylko” 93  tys.  km kwadratowych.  I  długo stara mi się wytłumaczyć  dokładnie, co się wtedy stało, gdy 30 procent populacji Królestwa Węgierskiego znalazło się poza jego granicami.
Węgrów do dziś wciąż boli to, co się zdarzyło w 1920 r., już 97 lat temu.  Rok w którym Polska odniosła wielki tryumf bijąc bolszewików na przedpolach Warszawy, Węgrzy jako przegrani razem z Austrią w I wojnie światowej musieli podpisać traktat w Trianon (nazwa pałacu w Wersalu) 4 czerwca 1920 r.
Aby jeszcze raz dokładnie zobaczyć, co Węgrom zabrano, sięgam w domu po „Historię Węgier” Wacława Felczaka, wydawnictwa „Ossolineum” (wyd. II, poprawione i uzupełnione 1983). Na str. 333 od północy widać Słowację z Bratysławą i Koszycami, dalej na wschód Ukraina Zakarpacka z Użhorodem, olbrzymia połać  Rumunii od Cisy z  Sighet, aż po Timoşoarę i dalej krainę  Banat i hen po Dunaj. I dalej tereny byłej Jugosławii:  Baczka z  Subiticą i Novim Sadem (obecnie Serbia) i olbrzymie terytorium od Drawy, a dalej Sawy na południe po  szeroki pas  morza z portem Rijeką.  Doprawdy olbrzymie wrażenie. I szok ile Węgrzy stracili jako część przegranego w I wojnie światowej cesarstwa austro-węgierskiego.
W czasie podpisywania traktatu złożenia podpisu odmówił przewodniczący delegacji węgierskiej, hr. Albert Apponyi. Ostatecznie ze strony węgierskiej podpisali porozumienie minister zdrowia i ambasador w Paryżu, którzy zaraz potem zrezygnowali ze stanowisk i wycofali się z życia publicznego.
4 czerwca 1920 roku, w dniu podpisania traktatu, w całym kraju bito w dzwony i odprawiano nabożeństwa żałobne, a gazety ukazały się w czarnych obwódkach; zamknięto szkoły, urzędy i sklepy. Na 5 minut stanął transport publiczny. Flagi państwowe opuszczono i pozostawiono je tak do 1938 roku. W rocznicę Trianon żałobę przywdziewał parlament, urzędnicy i miliony obywateli.
Rewizja traktatu stała się głównym celem polityki zagranicznej Węgier w okresie międzywojennym i przyczyniła się do zbliżenia z III Rzeszą
W czerwcu 2008 w południowej części Budapesztu otwarty został Park Trianon, który ma upamiętniać ziemie dawnej monarchii węgierskiej, utracone w wyniku traktatu. W parku znajduje się m.in. dzwon, który dzwoni każdego dnia o godz. 16:32 - kiedy to w dniu 4 czerwca 1920 podpisano traktat w Trianon.
-My tu na Węgrzech mamy wrażenie, a nawet pewność, że  duże  państwa Unii, tak zwanej starej Unii  jak Niemcy i Francja  kompletnie nie rozumieją  doświadczeń  takich narodów jak my 10 milionów Węgrów-mówi Erika Dudas. -Bo co znaczą próby utworzenia  federacji z państw  europejskich?  My  jesteśmy przeciw, bo nie chcemy hegemonii innych, większych od nas. Ale przede wszystkim wynika to z naszych doświadczeń i przeszłości. Dla  nas Tranion to wciąż  krwawiąca, otwarta rana. I ci  więksi  powinni przede wszystkim brać to, co w nas wciąż tkwi pod uwagę.
Orsolya Török jest  węgierską  wolontariuszką na Zakarpackiej Ukrainie.  Prowadzi tę  wyjątkową służbę  dla  węgierskiej mniejszości, blisko węgiersko-ukraińskiej granicy. Mieszka w  Beregovie, w łącznie z  Mukachevem i Użgorodem daje to populację  150 tys. osób. Tu mniejszość węgierska często  dyskutuje o bólu  zadanym traktatem w Trianion.  To  wciąż  bardzo żywe i aktualne  wydarzenie dla nich. Mimo tak długiego upływu czasu.  Nowiem nie  to się liczy jak dawno to było, ale  co (!)  się stało.  Zresztą  wielu Węgrów  się ukrywa przed  ukraińskimi władzami.  Uważają, że  wojna z Rosją nie jest ich  wojną  i nie chcą  iść  do wojska i ginąć.
A  może bardziej jest to przekonanie, że choć mieszkają na ziemiach niegdyś należących do Węgier, to jednak nie  są  u siebie?  I  stąd  ten opór.
Ale o niezrozumieniu  sytuacji w  Europie  przez  władze  Unii Europejskiej potwierdza Tina Duvivier z którą  rozmawiałem.  Jest ona  Prezydentem IFOTES-Międzynarodowej Federacji Telefonów Zaufania z siedzibą w  Szwajcarii. Organizacja ta sprawuje opiekę na placówkami  na całym kontynencie, pomaga w  szkoleniach, daje fundusze na wiele przedsięwzięć.
-Kierujący Unią  chcieliby  przekazywać pieniądze i tworzyć  nowe  biblioteki, parki, tereny  rekreacyjne, czy sprzyjające  ekologii-podkreśla. -A  w  Walii, która  jest przecież jedną z mniejszych, europejskich populacji ludzie nie o tym mówią i nie tego chcą. Walijczycy marzą o  sytuacji sprzed lat.  Gdy  budowano nowe  stadiony piłkarskie, inwestowano w przemysł stalowy.  I co ciekawe.  Dlatego Walijczycy  byli  przeciwko Unii, a  za  Brexitem.  Cała  Walia  chciała wyjść  z Unii. Nikt jej nie będzie chciał, gdy nie ma porozumienia.
-Ja jestem  Angielką, ale  wyszłam za Francuza, mieszkam w Paryżu-dopowiada. –Mam porównanie, co się mówi nad  Tamizą i nad  Sekwaną. To jest tak, że władze europejskie sobie, a  zwłaszcza  małe narody w Europie myślą  zupełnie inaczej. Rozumiemy się na opak, mówiąc o tym samym we współczesnej Europie, w  Wlk. Brytanii, Węgrzech, czy Polsce?!  Unia powinna zmienić  tę  swoją politykę  i wsłuchiwać się w głos  członkowskich państw i ludności.  Ale  czy to zrobi?


                            Andrzej Dramiński

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl