Uwielbiam prasę lokalną. Zawsze kiedy wyjeżdżam, choćby na chwilę z Lublina sięgam po miejscowe dziennikarstwo. Z ciekawości zarówno zawodowej – zawsze można coś ciekawego podpatrzeć, i z czysto ludzkiej – lubię poznawać środowisko, w którym przebywam.
Dlatego stałym elementem moich podróży po kraju są przywożone do domu stosy lokalnych pism powiatowych, gminnych, regionalnych. Nie wszystkie nawet zdążę przeczytać „od deski do deski” zanim wylądują w koszu lub piecu. Zawsze jednak targam je ze sobą, choćby przez całą Polskę. Żeby porównać, pokazać kolegom i koleżankom dziennikarzom, coś podpatrzeć i wykorzystać na swoim podwórku.
W gazetach lokalnych lubię też to, że widać w nich zarówno ludzkie tragedie i jak i codzienne radości.
To też doskonały rzut oka na stan dziennikarstwa. Gazety lokalne stanowią z jednej strony pokaz siły mediów, z drugiej obnażają ich wszelkie słabości. Mamy w nich doskonałe i ważne teksty, ale też błahe tematy w słabym wykonaniu.
Tym razem los rzucił mnie na Podhale, gdzie spędziłem przełom października i listopada. Nie mogłem więc nie sięgnąć po Tygodnik Podhalański. Ta gazeta zawsze była dla mnie odtrutką na złe, słabe dziennikarstwo.
I tym razem znów się nie zawiodłem! Mnóstwo czytania. O polityce, kulturze, górach, wystawach i morderstwach. I choć tekst otwierający jeden z numerów, był właściwie w 90 procentach przypomnieniem historii sprzed lat, to zaskakująco dobrze się go czytało. Natomiast istną perełka był z pozoru błahy artykuł o ataku na krowę siekierą, który zajął dwie trzecie strony. Swoisty, lokalny temat, w solidnym wykonaniu.
Do tego całe kolumny zapowiedzi, informacji praktycznych – dobrych na każdą okazję. Niby jest to w niemal każdej lokalnej gazecie. A jednak, Tygodnik Podhalański robi to – moim zdaniem – jeśli nie najlepiej w kraju, to na pewno bardzo dobrze.
Wszystko to okraszone porządną dawką plebiscytów, sprawozdań, nawet ogłoszenia świetnie się czyta. Wszystkiego pełno. Wiedza o Podhalu kompleksowa.
Co urzekające, graficznie Tygodnik Podhalański jest niezwykle konserwatywny. Bez wielkich infografik, wymuszonych wyimków i innych sztuczek graficznych, które mają przyciągnąć czytelnika. Powiedziałbym nawet – jest ten tygodnik zaprzeczeniem tych trendów, a wyrazem tego jest niewielka czcionka, przez którą wręcz – szczególnie przy jesiennej pogodzie i szybko zapadającym zmroku – trudno się przebić zmęczonym całodniową wędrówką po górach oczom.
I do tego jeszcze „ludzka”, ale nieprzekombinowana „jedynka” z odważnymi tematami, na której wartością są ciekawie napisane i dobrze opracowane „zajawki” przy jednoczesnej dbałości o odpowiednie wyeksponowanie stałych elementów gazety - wielka siła Tygodnika Podhalańskiego. Nie tylko zresztą tego numeru, który ostatnio miałem okazje kupić w Zakopanem.
Tomasz Nieśpiał

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl