Wczoraj z Wysp Brytyjskich dotarły do Polaków dwa sprzeczne sygnały:  gratulacje szefa brytyjskiej dyplomacji Borisa Johnsona z okazji naszego Dnia Niepodległości, oraz przygana od konserwatywnego, jakby nie było, tabloidu Daily Mail.  „Dziesiątki faszystów, prawicowych ekstremistów z całej Europy będą protestować w Polsce „w obronie zachodniej cywilizacji”. Nasz kolega Wojciech Wybranowski umieścił nawet na Tweecie mało uprzejmy komentarz, gdzie przewijało się słowo „whore”, „k…”, co jednak nie rozwiązuje sprawy. Polacy mogą czuć się zagubieni w chaosie tych ambiwalentnych reakcji z Wysp, i być może pomocne będzie kilka słów wyjaśnienia.

  Żeby odpowiedzieć w sposób sensowny na zaczepkę Daily Maila, trzeba zadać sobie pytanie – czym jest Daily Mail? Jaką opcje reprezentuje? I na ile jest opiniotwórczy?  Jeśli powiem, że codziennie rozchodzi się w liczbie 2.1 mln egzemplarzy plus wydanie niedzielne Mail On Sunday, od razu widać, że to tabloid bardzo opiniotwórczy. Ale czy wiarygodny? Otóż w tym roku nawet angielska Wikipedia uznała, że ani gazeta, ani jej wydanie on-line nie spełniają standardów, stawianych źródłom. Zważywszy niskie oczekiwania samej Wikipedii, ta opinia kompletnie dyskredytuje tabloid. Dalej, obraz świata, jaki prezentuje jest na ogół mało skomplikowany, a na słownictwie, jakim operuje, mogą uczyć się studenci języka angielskiego stopnia pierwszego, bo jest przystępny i nie zawiera zbyt wiele skomplikowanych słów. Na pierwszy rzut oka widać, że kierowany jest do lower middle class, bo  podobny przekaz światopoglądowy, konserwatywny, w bardziej skomplikowanej wersji, middle class oraz sfery rządowe i armia urzędników państwowych, znajdą w Times’ie oraz The Daily Telegraph. Jaki to przekaz? Wartości konserwatywne, w tym szacunek dla historii, tradycji, roli kościoła anglikańskiego, czyli wszystko, co mieści się w pojęciu „British way of life”. Daily Mail jest konserwatywny i bardzo anty-imigrancki. I z równą pasją piętnuje skandale we wspólnotach muzułmańskich, np. imamów, posługujących się w East End Mosque „mową nienawiści”, czy rodzinę Abu Hamzy, kleryka skazanego za kontakty z Państwem Islamskim, zajmującą elegancki dom, za który podatnicy przez 8 lat płacili  ponad 1 mln rocznie, co nieliczne grzechy przybyszów z „nowej Europy”, w tym Polaków.

Jeszcze w połowie lat 90. brytyjski rynek prasowy był jednoznaczny:  po lewej stronie Guardian /dla inteligencji/, The Morning Star / twardogłowi komuniści/, gazety z Mirror Group, po prawej – The Times, Daily Telegraph, tabloid Daily Mail i Sun, a w centrum – The Observer, Independent, Financial Times. Ale potem grupa Guardiana wykupiła Observera, który natychmiast pożeglował w lewo, Independent przestał być „niezależny”, a Partia Konserwatywna zaczęła szukać sobie lidera, który by w niczym nie przypominał Margaret Thatcher i pomógł jej pozbyć się ksywki, nadanej przez lewicę, ”that nasty party”, „ta wstrętna partia”.  Już wtedy  Labour Party i liberalni demokraci stosowali etykietowanie, które miało na celu dyskredytacje przeciwnika. Bowiem – i tu przechodzę do sedna sprawy – byliśmy już w połowie rewolucji kontr-kulturowej, która przeorała wszystkie segmenty życia kraju i przesunęła myślenie o państwie, prawie, edukacji, rodzinie, kościele – w lewo. W tym długim procesie nie tylko media lewicowe, lecz  także prasa konserwatywna doznała „ukąszenia heglowskiego”, została zainfekowana bakcylem lewicowo-liberalnym, także w ocenie … konserwatyzmu.  W Wielkiej Brytanii  lewica także zastosowała – jak w innych krajach, jak w Polsce – słynną pedagogikę wstydu, i  środowisko  konserwatywne, niestety, nie potrafiło skutecznie z tym zjawiskiem walczyć.

Podczas tej rewolucji kontr-kulturowej dokonano m.in. operacji na conservative values, wartościach konserwatywnych  oraz rewizji językowej. Dwa przykłady: pojęcie populizmu. Oryginalne znaczenie, to „władza, służąca ludowi”, co jest przecież jednym z podstawowych haseł demokracji.  Jednak w ciągu ostatnich kilku dekad pojęcie to uległo podwójnej manipulacji. Po pierwsze – przypisano  mu konotację pejoratywną, a po drugie przetransferowano na teren prawicy.  Podobnej manipulacji uległo  słowo patriotyzm, o pozytywnej, u nas do dziś, konotacji emocjonalnej.  W Wielkiej Brytanii, Niemczech, we Francji zniknęło ono z potocznego języka, z języka debaty publicznej, a następnie zastąpiono je innymi - nacjonalizm, szowinizm, skąd już było blisko do faszyzmu. I tak Daily Mail, gazeta jakby nie było konserwatywna, dołączyła do chóru, najpierw złożonego z mediów lewicowo-liberalnych, a dziś także części konserwatywnych, bezrozumnie powtarzających lewicowe mantry. Przecież nawet w Timesie i Daily Telegraphie, ulubionym dzienniku Elżbiety II,  znaleźć można podobne kwiatki. A więc Daily  Mail, jako ofiara lewicowo-liberalnej wojny kulturowej. Hm, niestety widać w tym pewien szerszy, globalny projekt. Oczywiście, nie możemy się temu zjawisku, zabijającemu obiektywizm i deformującemu fakty, biernie przyglądać. W tej akcji uczestniczy rząd – poprzez ambasady, konsulaty, instytuty kultury czy choćby wielkie przedsięwzięcie bilateralne Polsko-Brytyjskie Forum Belvedere – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Reduta Obrony Dobrego Imienia Polski, inne organizacje pozarządowe, środowiska akademickie i protesty indywidualne. Na dezinformację – informacja.

    No i przekaz drugi, sympatyczna reakcja szefa brytyjskiej dyplomacji, Borisa Johnsona, składającego nam życzenia z okazji Dnia Niepodległości. Jeśli dodamy do tego życzenia dla Polski z tej samej okazji od Ambasady Stanów Zjednoczonych w Warszawie oraz inne, które spłynęły na ręce Prezydenta i premier Beaty Szydło, widać jasno, że a/ nigdy przedtem nie byliśmy świadkami podobnych gestów, nie liczę  życzeń Kremla z okazji  9 maja czy 7 listopada, i b/ jak bardzo mija się z prawdą opozycja totalna, opowiadając nonsensy o „osamotnieniu Polski”. Dalej, te dwa message’e pokazują pewien rozdźwięk między oficjalnym stosunkiem rządu Zjednoczonego Królestwa do Polski, oraz tamtejszymi mediami – o czym należałoby poinformować stronę brytyjską.  Już raz, po śmierci Polaka z Harlow, wyegzekwowaliśmy, przy dużej pomocy ambasadora Arkadego Rzegockiego, dużą kampanię informacyjną w tamtejszych mediach. Jeśli dodamy kompletną ignorancję Independenta, który właśnie napisał, że „to LPR jest odpowiedzialna za wzrost tendencji nacjonalistycznych w Polsce”, podczas gdy ta partia od lat nie istnieje,  widać, że koniecznie potrzebna jest kolejna. A może i podobna – w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Stanach Zjednoczonych?

   Czy pamiętają Państwo skandaliczne potknięcie ówczesnego premiera Davida Camerona, sięgającego po przykład Polaków, by pokazać nadużywanie przez imigrantów budżetu państwa? Jednak od tego czasu minęły dwa lata, obfite w niespodziewane wypadki – korzystne dla Polski, znacznie mniej korzystne dla Wielkiej Brytanii. I już dziś żaden z brytyjskich ministrów nie użyłby podobnego przykładu. Dziś  Wielka Brytania potrzebuje Polski przynajmniej równie mocno co my Brytyjczyków – stąd te wizyty Theresy May u premier Szydło, ministra ds. Brexitu Davida Davisa u ministra Waszczykowskiego i Szymańskiego, serdeczne przyjęcie naszego Komitetu Sterującego Forum Belvedere w Londynie. I dogadywanie koncepcji okresu przejściowego po opuszczeniu UE przez Wyspiarzy, obustronnych oczekiwań, międzynarodowej ochrony dla kontroli przestrzegania praw obywateli Unii w Wielkiej Brytanii po wygaśnięciu okresu przejściowego, wreszcie nasze stosunki bilateralne potem. A i sytuacja wewnętrzna Zjednoczonego Królestwa nie jest  różowa. Podczas kilku ostatnich pobytów nad Tamizą, widziałam kraj podzielony jak nigdy dotąd przez gabinet, Pałac Westminsterski oraz elektorat. Podzielony dokładnie jak Polska czy Stany Zjednoczone. I z wyższym niż jeszcze dwa lata temu poziomem społecznej agresji. Wciąż brak klarownej koncepcji „rozwodu” z Unią, wciąż nad relacjami Michel Barnier – David Davis unosi się duch  braku zrozumienia, z jednej strony słyszymy „albo przełom, albo dziki Brexit”, z drugiej „nasze warunki lub odchodzimy od stolika negocjacyjnego”. Polska potrzebuje sojuszników – każde państwo ich potrzebuje – ale dziś możemy z Brytyjczykami negocjować śmielej i uzyskiwać więcej. Także w sprawie nowej akcji informacyjnej w brytyjskich mediach, również konserwatywnych.To jest nasz czas, wykorzystajmy go.

Elżbieta Królikowska-Avis

14 listopada 2017 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl