W Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 17 listopada 2017 r. odbędzie się sympozjum  „Anna Pawełczyńska. Samotna bitwa z hydrą”. Kim była prof. Anna Pawełczyńska?

No właśnie, i to jest bardzo dobre pytanie. Była kobietą, która przeżyła cztery epoki: II RP, okres II wojny, w tym udział w podziemiu (AK, NSZ, Pawiak, Oświęcim), PRL i tzw. III RP. Pamiętała wszystko, i to „wszystko” potrafiła, za pomocą socjologicznego aparatu, zsyntetyzować. Na polskim rynku, obojętnie jak go interpretować, to rzadkość. Była kobietą mądrą – w pełni tego słowa znaczeniu, kochająca ludzi i czującą odpowiedzialność za ich los. Odpowiedzialna czuła się też za los polskiej kultury i państwa. Jej książki pisało życie, a diagnozy, jakie stawiała były porażająco trafne. Dziś proporcje nakładu jej pracy dla ludzi i ludzki odzew, są zawstydzająco nieproporcjonalne. Pawełczyńska nie była jednak wyjątkiem. Takich kobiet, jak ona, było znacznie więcej. Ale dziś o Pawełczyńskiej.

Seminarium popularyzatorskie

Zebrała się grupa ludzi, która zamierza, oddać sprawiedliwość mrówczej pracy, ciągłemu napięciu w kierunku dobra i przerwać zasłonę milczenia przysłaniającą dorobek prof. Anny Pawełczyńskiej. Oto kilka fragmentów z wystąpienia autora projektu całego przedsięwzięcia:

  1.  Wyjątkowość postaci widać na przykładzie poniższego cytatu. Autorka Wartości a przemoc pisze: Zdecydowana większość polskiego społeczeństwa w okresie 1939–1945 została wychowana w tradycjach patriotycznych i chrześcijańskich. […] System tych wartości umożliwił fizyczne przetrwanie wielu więźniom i zachowanie postawy sprzeciwu wobec gwałtu i przemocy. Więzień, który nie dokonał żadnej rewizji w hierarchii norm poprzednio uznawanych […] musiał zginąć, jeśli stosował się do nich w sposób bezwzględny. Dziewiętnastowieczne hasło „najwięcej szczęścia dla największej liczby ludzi” [musiał zminimalizować] do „najmniej cierpienia”. […] Z hasła rewolucji francuskiej „wolność, równość, braterstwo” musiał pozostawić tylko „braterstwo”. […] Najpiękniejsze hasło Dekalogu „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” w praktyce wymagałoby postawy męczennika z epoki wczesnego chrześcijaństwa. W języku człowieka walczącego o wartości brzmiało ono: „Nie krzywdź bliźniego swego i ratuj go jeśli tylko możesz”. Człowiek, który przeżył Oświęcim stosując się tylko do tej jednej zasady ocalił najwyższe wartości.[…] „Nie zabijaj” odnosiło się tylko do tych, którzy byli zabijani […] „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu” ograniczało zasadniczo konieczność solidarnej obrony. […] Nie pożądaj żony bliźniego twego ani żadnej rzeczy, która jest jego” była całkowicie sprzeczna z układem warunków obozowych. […] „Nie kradnij”. W zależności od tego, co było przedmiotem kradzieży i gdzie tę kradzież popełniono, uznawano ją za wykroczenie lub za czyn wartościowany moralnie bardzo wysoko. […] Kradzieże dokonywane bezinteresownie, dla dobra innych więźniów, stanowiły realizację najwyższych wartości. […] Dlatego też wszelkie oceny moralności więźniów są uzasadnione tylko wtedy, gdy odnosimy je do takich norm, które mogły funkcjonować w obozach warunkach i były w tych warunkach najważniejsze.

Eksperyment oświęcimski, to próba poprawiania samego Boga i zdobycia przewagi nad nim przez człowieka. Metodą prowadzącą do celu okazała się zbrodnia. W opisie Pawełczyńskiej nie ma bojaźni czy kalkulacji kupieckiej, jest natomiast pouczający realizm.

Doświadczenia z II wojny nie zostały otorbione, one żyją na wolności i nadal są groźne i wykorzystywane w warunkach pokojowych, oczywiście w łagodnej formie. Ludzkie słabości wykorzystywane są w przemyśle reklamy, w polityce, programach manipulacji człowiekiem i w dużym biznesie. Świat sam się nie brutalizuje, świat jest brutalizowany przez człowieka – na wszystkie sposoby: za pomocą filmu (coraz bardziej brutalnego), internetu (biznes porno, pedofilii itd.), języka, który jest nafaszerowany gangsterskimi lub knajackimi terminami, sztuki, która zamiast zachwycać szokuje. To wszystko buduje czas apokalipsy, który zapowiada wyjątkowy wybuch morderczego szału, w którym człowiek pada ofiarą własnych zaniedbań. I nie ma się co oszukiwać, takie rozumowanie, to nie efekt spiskowej teorii dziejów, lecz przedłużenie logiki oświęcimskiej. Postać Josefa Mengelego pozostawiła wciąż nierozwiązywalny dylemat: czy zdobytą przez niego wiedzę medyczną odrzucić, jako niemoralną, czy przyjąć, jako pomocną w dzisiejszym leczeniu? Niedomknięcie tej furtki, uchyla kolejne, i w końcu dochodzimy do przekonania, że zło wciska się w dobro z taką siłą, iż staje się niemożliwe do wyeliminowania. Pawełczyńska pisze: W świecie zbrodni rósł świat solidarności, umacniały się postawy niepokornych, zdolnych do walki w najcięższych warunkach. Tylko człowiek jest więc zdolny do walki ze złem.

  1. Wyjazdy studentów i naukowców, w tak zwany „teren”, podczas wakacji, czy w trakcie prowadzonych prac naukowych, były w czasach powojennych studiów jeszcze rzeczą normalną, i jednocześnie nie do przecenienia. Prowadzili je przedwojenni naukowcy: prof. Ossowski, prof. Zygmunt Wojciechowski itd. Ostatnim z nich był chyba prof. Tomasz Strzembosz. Socjolog, historyk, filozof, dziennikarz, ba, każdy humanista, który zamknie się w gabinecie traci kontakt z rzeczywistością. Jego praca przestaje mieć wartość ponadczasową i uniwersalną, a z czasem może stać się wręcz producentem wirtualnej rzeczywistości. Twórca „starej daty” odwołuje się do kontaktów społecznych i praktycznych doświadczeń, twórca „nowej daty” – przeważnie do internetu. Cezura ta decyduje o jakości dzieła, a także kwalifikuje je do poziomu uniwersalnego lub prowincjonalnego. Ta sama zasada dotyczy polskich mediów i dziennikarzy. Brak  kontaktu ze społeczeństwem każdą pracę czyni oderwaną od rzeczywistości. Pawełczyńska wiedziała, co pisze i o czym pisze.

Napisanie Czasu człowieka zajęło Pawełczyńskiej 40 lat. Warto zatrzymać się nad materią tej książki. Gdy Autorka zaczęła ją pisać, miała już za sobą przeżycia wojenne i obozowe, a także zawodowe – nie przyznała się do tego, ale w 1965 r. została zwolniona z Ośrodka Badania Opinii Publicznej przy Polskim Radiu i TV i stała się bezrobotna. I teraz sposób, w jaki Pawełczyńska zaczyna odnajdywać poczucie własnego czasu – tak istotnego dla każdego życia? W swojej książce życia pisze: Zanurzyłam się w czasie dzięki temu, że w mojej pracy zawodowej nastąpiła przerwa. Blisko rok spędziłam w chałupie w otulinie Puszczy Augustowskiej, nad jeziorem Sejenek. Dni wypełniały głosy i oddechy przyrody. Noce powracały w rytmie płynących nad jeziorem chmur lub księżyca. Siedziałam lub leżałam często w łodzi zaklinowanej w sitowiu […] I ta łódź kołysała jej myśli, kołysała jej niezabliźnione rany i kołysała nagromadzony ból, aż do wewnętrznego uspokojenia. I dalej: izolowana od wszelkich udogodnień cywilizacji, odnalazłam mój czas. Do mojego poczucia czasu włączyła się nieco później świadomość czasu oceanicznego. Dotarła do mnie w całej pełni wyobraźnia czasu, miejsca, małości i wielkości człowieka włączonego w czasoprzestrzeń nieba i wody. Doznawanie czasu oraz jego wizje wzbogaciły moją codzienność. W Sejenkach Pawełczyńska odzyskiwała siły, równowagę duchową i dystans do życia codziennego. Ba, Sejenki okazały się, dla niej kolejnym „darem losu”. I teraz refleksja: jak mówił Jan Paweł II, każdy z nas ma swoje Westerplatte, ale ilu z nas ma swoje Sejenki?

Ryszard Surmacz

Katedra Filozofii Prawa i Praw Człowieka KUL; Katedra Świata Hiszpańskiego, Polityki i Relacji Międzynarodowych KUL; Klub Dyskusyjny przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich O/Lublin oraz Fundacja Inicjatyw Społecznych „Barwy Ziemi” zapraszają na interdyscyplinarne sympozjum pt. Anna Pawełczyńska. Samotna bitwa z hydrą, które odbędzie się 17.11.2017 r. w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (ul. Aleje Racławickie 14) o godz. 10.00 (Msza św. o godz. 9.00 w Kościele Akademickim). Spotkanie w sali nr.114 Centrum Transferu Wiedzy (I p.).

Mecenat: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Narodowe Centrum Kultury

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl