Odpowiedź brzmi jednoznacznie - tak. W obronę status quo aparatu wymiaru sprawiedliwości pierwsze skrzypce gra kwiat dziennikarskiej elity o poglądach lewicowo-liberalnych. Z Danielem Passentem, Ewą Siedlecką, Jackiem Żakowskim i Tomaszem Lisem na pierwszej linii batalii toczonej na łamach prasy.

Poglądy koleżanek i kolegów po piórze nie dziwią. Są znane od lat. Zastanawia bezrefleksyjność, brak obiektywizmu, determinacja i zacietrzewienie w wytaczaniu coraz bardziej absurdalnych argumentów na potwierdzenie głoszonych tez. Mówiąc wprost, otwarta zmiana ról publicystów w agitatorów politycznych, realizując w praktyce apel szefa opozycyjnej partii Grzegorza Schetyny, by polskiej racji stanu broniła ulica i zagranica.

Pierwszym złamaniem alfabetu dziennikarskiej rzetelności i obiektywizmu jest udział publicystów w protestach organizowanych przez partie polityczne. Nawoływanie do jawnego bojkotu zmierzającego do obalenia rządu, który ma demokratyczną legitymację do realizowania programu wyborczego.

Już pod koniec listopada Tomasz Lis wzywał do protestów przeciwko zmianom w Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. - Jutro początek dobijania sądów. Protestujmy do cholery. (…) Jarosław Kaczyński zgromadził już ciąg zabawek, żeby zamontować pełną dyktaturę – agitował redaktor naczelny tygodnika „Newsweek”. A  w swoim programie internetowym pochylał się nad trudną sytuacją rzecznika Krajowej Rady Sądownictwa Waldemara Żurka. Słowem nie zająknął się natomiast o niestosowności afiszowania się sędziego z politykami opozycji, czym ostentacyjnie łamał zasadę niezawisłości sędziego. Chwilę później sędzia klarownie wyłożył powody swojej determinacji:  - Będę dawał świadectwo prawdzie, będę mówił, co myślę, będę dobrym sędzią, jeśli trzeba będzie pójść do Strasburga czy do sądu w Luksemburgu, to zgodnie z prawem pójdę tam. Mam żonę, 3 dzieci i kredyt – wytłumaczył swoje powody Waldemar Żurek.

Ewa Siedlecka uderza celniej, i przywołuje najczarniejsze skojarzenia z najnowszej historii Polski . Przyznaje wprawdzie, że  - PiS stanu wojennego nie wprowadził, ale -  dodaje – Jak w stanie wojennym sparaliżował lub zlikwidował mechanizmy kontroli władzy, konieczne w każdym demokratycznym państwie prawa.  Nie dostrzega potrzeby wymiany pokoleniowej w sądach. Powołuje się  dane Ministerstwa Sprawiedliwości, z których wynika, że: PRL-owskich sędziów pozostało  w resorcie wymiaru sprawiedliwości raptem „9 proc. Tylu przynajmniej do 2020 roku osiągnie wiek nowego stanu spoczynku, czyli 65 lat. Przemilcza pamiętne słowa I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf o „specjalnej kaście”. I przekazywaniu wiedzy i postaw ideologicznych młodszej generacji palestry przez PRL-owskie autorytety sędziowskie. Wiadomo, że najważniejsze jest to, „kto komu mebluje głowy”, bo to jest bagaż kształtujący tożsamość i sposób widzenia rzeczywistości. To banał, ale prawdziwy.

Publicystyka niepewna zachowaniu większości sędziów, czy przypadkiem nie zdecydują się jednak przyjąć i stosować nowe ustawodawstwo, ucieka się do pobudek moralnych, zaciągniętego „wielkiego długu zaufania u ludzi, którzy protestowali w obronie niezależności sądów”. Tyle zaangażowania, i wszystko na nic. Presją na „uległych” sędziów ma być prowadzona przez Stowarzyszenie Iustitia na swojej stronie internetowej lista nazwisk prezesów odwołanych i sędziów, którzy zgodzą się objąć po nich stanowiska. Ewę Siedlecką nie uspokaja raczej zapewnienia rzecznika Stowarzyszenia, sędziego Bartłomiej Przymusiński, że aż 90 proc. sędziów opowiada się przeciw reformom PiS. I tyluż ma stawić opór. Ale, czy wśród sędziów nie zwycięży jednak postawa oportunistyczna, gotowa poświęcić ideały i wierność sumienia na rzecz własnych interesów, takiej pewności mieć nie można. Dlatego stawia na liderów oporu, wymieniając ich z nazwiska. Pierwszym jest wspomniany już sędzia Waldemar Żurek. Dalej sędzia Agnieszka Pilarczyk z krakowskiego Sądu Rejonowego, która uniewinniła lekarza  w sprawie śmierci ojca ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Czy sędzia Monika Smaga-Leśniewska z Wrocławia, która nie zgodziła się na areszt tymczasowy dla Józefa Piniora i liczni działacze stowarzyszeń sędziowskich. Ostatnią deską ratunku pozostają sędziowie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dokąd polscy sędziowie mogą kierować pytania prawne co do zgodności rodzimego prawa z unijnym prawodawstwem.

Na skuteczny nacisk zagraniczny liczy też Daniel Passent. Z troską pochyla się nad niepokojem naszego najważniejszego sojusznika w Stanach Zjednoczonych wywołanym „upadkiem praworządności w Polsce”. Przed bliżej nieokreślonymi konsekwencjami miał nas ostrzegać już były prezydent USA Barack Obama i jego sekretarz stanu John Kerry.  Z troską pochylił się nad oświadczeniami na temat zagrożeń praworządności i wolnych mediów w Polsce obecnego Departamentu Stanu w administracji Donalda Trumpa, Parlamentu Europejskiego, Komisji Weneckiej oraz licznych organizacji i stowarzyszeń  prawniczych w Polsce i za granicą. W końcu światowe media, od „The Economist” po „Wall  Street Journal”. Te ostatnie apelują do polskich władz o zawrócenie z fatalnej drogi „prowadzącej do Budapesztu do Stambułu”.

W ostrej retoryce przebił wszystkich Jacek Żakowski. Otwarcie zganił lenistwo polityków opozycji, którzy nie dołączyli do świątecznego protestu obrońców status quo  w sądownictwie pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Wezwał swoje środowisko do nazywania obecnego ładu społeczno-politycznego „rewolucją”. Ponieważ – dowodzi – Dopóki się tego słowa boimy, póki się łudzimy, że to tylko patologiczny odchył wcześniejszej normalności, dopóty jesteśmy skazani na błędy i porażki, które z czasem sumują się w klęskę.  Próbuje zaklinać rzeczywistość, ale nie kryje zawodu małą skutecznością apeli polityków opozycji i sprzyjającym im ekspertów. Bo kiedy politycy mówią: „Obywatele nie pozwolą odebrać sobie wolności -  protestuje 3 proc. obywateli. Kiedy ekonomiści mówią: Od 500+ budżet się zawali – a się nie wali. Kiedy finansiści mówią: Jak bank emisyjny będzie drukował biliony bez pokrycia, to wybuchnie inflacja – a nie wybucha nawet w strefie euro. Kiedy prawnicy mówią: Konstytucja na to nie pozwala – a ona nie umie się obronić”. Dlatego w obliczu rewolucji wymiana demokratycznych elit jest kluczowym wyzwaniem. Powstanie nowych liderów musi trochę potrwać, ale stare elity nie chcą abdykować. Chcą bronić dorobku i starego sytemu. Trwają, bo mają wyznawców, którzy w nie wierzą, i klientów, którzy im wiele zawdzięczają.  I tu jest clou całej sprawy. Wszystko zmierza do obrony za wszelką cenę starego ładu społeczno-politycznego. Przez całą dekadę XX wieku w „Tygodniku Solidarność” opisywaliśmy patologie związane z rozgrabianiem majątku narodowego, złodziejską prywatyzacją, uwłaszczaniem się byłych działaczy PZPR wespół-w-zespół z przedstawicielami oświeconych liderów Solidarności, którzy zdradzili kolegów z opozycji i 21 postulatów Sierpnia. Podawaliśmy konkretne przykłady, nazwiska, zaniżone wyceny, szemranych ekspertów. Były to ewidentne działania na szkodę państwa. Słaliśmy następnie te materiały do przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i skarbu państwa. I nic . Nigdy żadna sprawa nie została podjęta. W najlepszym wypadku były  one umarzane. Stąd takie niezadowolenie wzbudza idea skargi nadzwyczajnej. Za sprawą której Izba Kontroli Nadzwyczajnej będzie mogła weryfikować wyroki wydane prawomocnie nawet 20 lat temu. To jest w mojej opinii najgroźniejszy zapis ustawy o Sądzie Najwyższym, którego obawia się tak wiele osób. Bo Temida miała pozostać już na zawsze ślepa.

Marzanna Stychlerz-Kłucińska

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl