Program telewizji publicznej, tak zdawałoby się czytelny we wszystkich  tygodniowych wydaniach (papierowych), okazuje się niekiedy labiryntem, który ma swoje nieuwidocznione fragmenty. Oto od października ubiegłego roku w TVP 3 w niedziele, w tzw. „prajm tajmie”, bo o godzinie 20.10, emitowane są filmy dokumentalne Aliny Czerniakowskiej, z poprzedzającą emisję rozmową z Autorką, która daje do nich niezwykle interesujący, rozszerzający wiedzę widza, komentarz. Jest to ewenement, drugi taki akt łaski w ponad piętnastoletnim okresie zmagań wybitnej dokumentalistki (autorki ok. 100 filmów dokumentalnych i programów telewizyjnych) z telewizją publiczną, od czasu gdy została z niej usunięta (w ramach zwolnień zbiorowych dla niepoznaki) decyzją Roberta Kwiatkowskiego  w 2001 roku po emisji filmu o roku 1920 pt. „Musieli zwyciężyć”.

Pierwszy taki „akt łaski” miał miejsce kilka lat temu, gdy ktoś w TVP Alinie Czerniakowskiej przyjazny postanowił, że dziesięć jej najważniejszych filmów otrzyma angielską wersję językową i zostaną one wydane i puszczone w obieg  na kilku krążkach, z bardzo interesującą okładką Lecha Majewskiego, który również do obecnego projektu naszkicował postać dokumentalistki w czołówce programu.

Ale dlaczego napisałem o ciemnych miejscach w labiryncie programu telewizyjnego? Otóż najważniejsza jest zawsze informacja, a tej właśnie brak, bo TVP 3 to telewizja regionalna i we wszystkich programach w przestrzeni czasu od godziny 17.30 do 22.30  mamy napisane po prostu: program lokalny i zabij się deską: wiadomości o niedzielnych emisjach filmów dokumentalnych Czerniakowskiej nie uświadczysz. Widocznie już tak jest w TVP, że jeśli nawet ktoś się znajdzie i zrobi dla tej autorki co dobrego, to mało kto może się o tym dowiedzieć. Jedynie Internet jest pod tym względem niezawodny, bo można w nim znaleźć nawet godziny emisji we wszystkich regionalnych ośrodkach (które są zróżnicowane, rzecz jasna). Ale tutaj też dotyczy to jedynie ostatnich dwu emisji!

A teraz do rzeczy. W niedzielę 7 stycznia w ramach cyklu telewizja wyemitowała film pt. „My wszyscy z Niego”, poświęcony św. Janowi Pawłowi II, a właściwiej byłoby napisać – Karolowi Wojtyle, ponieważ spora część filmu dotyczy, że tak powiem, okresu przedpapieskiego, a nawet przedkapłańskiego. Film jest w dużej części oparty na zapisie świadectw osób związanych z Wielkim Papieżem, zrealizowanym w studiu telewizyjnym czasopisma „Niedziela”, na podstawie rozmów przeprowadzonych przez ks. infułata Ireneusza Skubisia, wieloletniego redaktora naczelnego tygodnika, obecnie jego honorowego redaktora naczelnego. Są to rozmowy z hierarchami, z kardynałami Stanisławem Nagy, Stanisławem Dziwiszem, Marianem Jaworskim i innymi. Wypowiadają się też, (niezwykle uroczo, emocjonalnie, w ujęciu, że tak powiem, Bożo-ludzkim) siostra prof. Zofia Zdybicka, filozof, jedyna siostra zakonna, która uzyskała w 1971 r. prawo uprawiania filozofii pod egidą niezapomnianego o. prof. Mieczysława Alberta Marii Krąpca, zawdzięczając to interwencji ks. prof. Karola Wojtyły; oraz (surowo i zasadniczo, ale interesująco) prof. Wanda Półtawska, dr nauk medycznych, psychiatra, przyjaciółka Wojtyły od wczesnych czasów powojennych. Wypowiada się także świadek lat szkolnych Karola Wojtyły, Eugeniusz Mróz.

Nie jest to bynajmniej pierwszy film dokumentalny o Janie Pawle II wyreżyserowany przez Alinę Czerniakowską. Zrobiła ich kilka, a przede wszystkim niezwykły film pt. „Papież Polak”, opatrzony genialnym komentarzem jej pióra. W filmie tym autorka ponadto wykorzystała doskonale obszerne sekwencje z pielgrzymki 1979 roku, których cenzura komunistyczna nie pozwoliła transmitować w telewizji. Dotyczyło to szczególnie niekonwencjonalnych zachowań Papieża, jego ponadprogramowych spotkań i rozmów z młodzieżą,  wszystkich takich sytuacji, w których Jan Paweł II uczył Polaków, szczególnie tych młodszych, odwagi bycia ludźmi wolnymi.

W ogóle film ten dokumentował precyzyjnie rolę Karola Wojtyły jako budziciela polskiej wolności, uskrzydlającego do niej wspólnotę Polaków, która dzięki niemu odnajdywała samą siebie, policzyła się i poczuła swoją siłę, swoje nowe, jak gdyby zapomniane przedtem, możliwości działania.

Może to zabrzmi samochwalczo, ale nie oprę się temu, by napisać, jak po miesiącach ktoś mi przypomniał, że po pielgrzymce Ojca św. powiedziałem: „Przyjechał i zasiał, coś z tego wyrośnie.” I wyrosła… Solidarność. Czy trzeba mówić więcej? Alina Czerniakowska, w słowach komentarza, które można by wykuć w granicie lub odlać w spiżu, dała syntezę tego, co się wówczas z Polakami stało. Że mówiąc poniekąd „norwidem” – zolbrzymieli duchowo, by wkrótce zmienić świat.

Film „My wszyscy z Niego” w jakiejś mierze, w niektórych sekwencjach, nawiązuje do tamtego obrazu, ale jego zadanie jest inne. Ukazuje on przede wszystkim w y j ą t k o w o ś ć  Osoby Karola Wojtyły, począwszy od moralnej postawy młodzieńca, który nie podpowiadał kolegom i nie pozwalał im ściągać, ale chętnie im pomagał. Nawiasem mówiąc, to nie jest taka bagatelna sprawa, poruszył nią w latach 90. całą medialną Polskę hrabia Zygmunt Zamoyski, absolwent Uniwersytetu Londyńskiego, wykładowca Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych w Zamościu, niestety bez trwałych konsekwencji: wciąż różnimy się pod tym względem od Zachodu. A potem widzimy wikarego w Niegowici, o którym mówią, że jak chodzi po kolędzie i dostanie w jednym domu jakiś grosz na kościół, to oddaje go zaraz jakiejś ubogiej rodzinie, którą spotka w kolejnym domu. To samo zrobił, o ile wiem (o tym akurat w filmie się nie mówi) z kołdrą czy z płaszczem, których nie miał, a podarowane mu, oddał za chwilę spotkanym ubogim. Jak przystało na autora sztuki o św. Albercie pt. „Brat naszego Boga”, w myśl jego słów: „Trzeba być dobrym jak chleb”.

 

Sporo miejsca poświęcono omówieniu i ocenie dwudziestokilkoletniego okresu życia Karola Wojtyły jako profesora teologii Wydziału Filozoficznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Mowa jest o wysokiej jakości jego niełatwych wykładów, o jego pracy nad stworzeniem antropologii człowieka, o tym, że jako dydaktyk i wychowawca studentów był niezwykle wymagający, ale zarazem dla każdego, kto go potrzebował, zawsze znajdował czas i okazywał przychylność (ta cecha nie ograniczała się, jak mówią świadkowie, do tego, profesorskiego okresu życia Wojtyły). Kolega szkolny Karola przypomniał też, że do jego decyzji, by zostać kapłanem, musiał doprowadzić jakiś długi proces wewnętrznych zmagań i przemian, bo przecież pierwotnie wstąpił na wydział polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim i ukończył pierwszy rok tych studiów, był bardzo silnie związany z Teatrem Rapsodycznym Mieczysława Kotlarczyka (który był także od 1931 r. dyrektorem stałego Teatru Powszechnego w Wadowicach) i jak ktoś mówi w filmie, gdyby nie kapłaństwo, zostałby wybitnym aktorem teatralnym.

 

Można powiedzieć i nie bez racji, że wszystko to są rzeczy znane i wielokrotnie opowiedziane, ale zestawienie tych świadectw, ich kompozycja, pewien ich ciąg zaproponowany przez Autorkę, wytwarzają jak gdyby nową jakość, co może nie nazbyt wyraziście wygląda w mojej relacji. Dochodzi do tego sporo nieznanych lub mniej znanych zdjęć Karola Wojtyły z omawianego okresu, wzbogacających   jego wizerunek.

Istotną rolę – trudną tutaj do przekazania – gra osobisty stosunek każdej z wypowiadających się osób do bohatera tych relacji, ich własne oceny i refleksje, a także znaczenie, jakie dla każdej z tych postaci miało spotkanie lub zwłaszcza stała współpraca i długoletnia znajomość z Karolem Wojtyłą. Również w okresie, gdy był metropolitą krakowskim. Ukazano także, jak rosła w tym czasie pozycja kardynała Wojtyły w sferach watykańskich, aż do konklawe w październiku 1978 roku. Niezwykłe jest świadectwo Jana Pawła I, przekazane przez jednego z hierarchów: Albino Luciani, biskup wenecki, wybrany na Stolicę Piotrową w sierpniu 1978 r (i zmarły po jednomiesięcznym pontyfikacie), nie mógł zrozumieć, dlaczego został papieżem i mówił: – „Powinni byli wybrać człowieka, który siedział vis à vis mnie.” A jak szybko stwierdzono naprzeciwko Lucianiego siedział… Karol Wojtyła.

Świadkowie mówią też (a najpiękniej s. Zdybicka) o wierze Karola Wojtyły, która była, jak sam zresztą Papież mówił o tym, wiarą nigdy niezachwianą, bez jednej szczeliny. Nasuwa to od razu myśl, wyrażoną przez Antonio Socciego w jednej z jego książek, że Papież nie tylko wierzył, ale  w i e d z i a ł, po prostu z natchnienia Ducha Świętego.

Uczestnicy 104 podróży apostolskich Jana Pawła II, a szczególnie Polacy, przyjmujący Papieża Polaka w kraju, instynktownie zdawali sobie sprawę z jego wielkości i wyjątkowości, jako duchownego najwyższej rangi Kościoła Powszechnego, a jednocześnie jako polskiego patrioty, którego cechowała niezwykła intensywność miłości do Ojczyzny.  Rzecz w tym, że dzisiaj, kilkanaście lat po Jego śmierci, po dwóch następnych pontyfikatach (drugi z nich wciąż trwa), nie jest to już dla wszystkich takie oczywiste i należało o tym przypomnieć. Natomiast słowa tytułu: My wszyscy z Niego (kiedyś odnoszące się do Adama Mickiewicza – chociaż w zmienionej kolejności: my z niego wszyscy, co jest także subtelną zmianą sensu) są raczej jedynie postulatem, a nie – jak mogłoby się wydawać – stwierdzeniem faktu.

 

Jerzy Biernacki

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl