Steven Spielberg zbrał się z misji obywatelskiej za wolność słowa w Ameryce. Jego najnowszy film „Czwarta władza” opowiada o ujawnieniu „papierów Pentagonu” przez The Washington Post. To odpowiedź maestro masowej rozrywki na „Wszystkich ludzi prezydenta” Alana Pakuli o aferze Watergate, także ujawnionej przez dziennik i z tym samym czarnym charakterem, prezydentem Nixonem. Jestem rozczarowany. Spielberg nie dorównał Pakuli.

  Papiery Pentagonu to był zbiór ściśle tajnych raportów o szansie zwycięstwa Ameryki w wojnie wietnamskiej. Zamówił je Robert McNamara bystry szef Pentagonu. I okazało się po starannych analizach, że armia amerykańska nie wygra z Vietkongiem, ponieważ żołnierze komunistów są niezłomni. Mimo to Stany Zjednoczone prowadziły dalej wojnę gdyż ani prezydent Kennedy ani Johnson ani Nixon nie chcieli być „prezydentami klęski”. Wiedzieli, że nie wygrają a mimo tego „posyłali naszych chłopców na śmierć”.    

  Raporty wykradł, skopiował i przekazał prasie Daniel Ellsberg pracownik think tanku Rand Corporation Czy w takiej sytuacji prasa miała moralne prawo ujawnić tajemnice państwowe? Film Spielberga nie zostawia wątpliwości. Prasa ma służyć rządzonym, a nie rządzącym! A o resztę mniejsza. Prawie każdy rasowy dziennikarz zgodzi się z tym poglądem. Z czym nie może się zgodzić, to pełne lekceważenie racji prezydenta Richarda Nixona, gdy chciał wstrzymać publikację wyrokiem sądowym. Dziennikarz ukrywający racje drugiej strony sporu uprawia propagandę. Dlatego uważam, że Spielberga stał się propagandzistą.  

  W filmie padają słowa o ciężkim zagrożeniu interesów Stanów Zjednoczonych, nawet o zdradzie stanu, lecz bez konkretów. Podaje się wyrok sądu zezwalający publikację a nie wiadomo co myśli rząd amerykański. A przecież trwała zimna wojna z ZSRR, który był zachwycony całą aferą. Nixon miał bardzo inteligentnego, cynicznego i już legendarnego doradcę do spraw bezpieczeństwa Henry Kissingera. Jak afera wpływała na pozycję USA w tej wojnie? Poznać opinię Kissingera byłoby cenną lekcją realnej polityki dla widowni. Ale jej nie pozna. Za to wzruszy się, że wydawczyni gazety i jej redaktor naczelny godzą się na ryzyko uwięzienia i ruinę ich korporacji, nie tylko w obronie wolności słowa ale i dla wzmocnienia pozycji dziennika na rynku.

  W centrum fabuły jest właścicielka gazety Catherine Graham i redaktor naczelny Ben Bradlee oboje ze znakomitych rodzin. Jednak Bradlee z lepszej, gdyż z tzw. braminów z Bostonu pochodzących z pierwszych kolonistów angielskich w Ameryce. Czy i jakie ma to znaczenie dla jego poczucia odpowiedzialności za państwo? Niestety, ten wątek także nie został podjęty przez Spielberga.

  Catherine musi dorosnąć do roli wydawcy na przełomie lat 1960/1970, kiedy kobiety były uważane za istoty podrzędne. A Ben chciał wyprowadzić gazetę na równego rywala The New York Timesa, głównego dziennika Ameryki od kilkudziesięciu lat. Osiągają cele pomimo ciężkiego konfliktu z Nixonem. Ale czy ich zwycięstwo odbyło się tylko kosztem prezydenta znienawidzonego przez liberalny odłam opinii? Czy uszczerbku nie poniosły także Stany Zjednoczone, jedyne mocarstwo zdolne powstrzymać komunizm? I znowu, zero refleksji.

  Główne role grają ulubieńcy publiczności. Tom Hanks, specjalista od postaci dobrego Amerykanina występuje jako redaktor naczelny dziennika. Wydawcą jest Meryl Streep, matka troska o Amerykę pod prezydenturą Trumpa. Ładna z nich para, ale niestety, nie dość rozgarnięta, jak cały ten film.

  

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl