-Informacja o Polsce w zachodniej części Europy jest zerowa-przekonywała niedawno na spotkaniu znana dziennikarka.

I  mówiła dalej i to  dosadnie:

-Zagranica nic o Polsce nie wie!

Jeśli nic się nie wie, to  łatwo o stereotypy. O powielanie poglądów utrwalonych w minionych latach. Zachód nie ma pojęcia o zaszłościach historycznych w tej części Europy.  Jeszcze do niedawna, by określać, że  to jakieś „antypody” koło Rosji nazywali ją „wschodnią Europą”.  A nie centralną Europą.  Co dla nas Polaków jest  oczywiste i nie budzi wątpliwości!  A  dla Zachodu?  Owa  „wschodnia”, którą  wciąż  rzucona daleko „obcość”.  Tak, zupełnie obca część  lądu  zwanego w  całości Europą. Przesada?  Wystarczyło poczytać  brytyjską prasę w końcu XX  wieku.  Polska w  mniemaniu uznanych brytyjskich gazet to zacofany zaścianek. Rolniczy kraj. Bez postępu. I uwikłany w konflikty z sąsiadami. Nikt na Zachodzie nie pytał o sedno tych konfliktów.  Bo tak naprawdę, to co to ich obchodzi.

W  wydanej teraz książce  Anthony McCartena „Czas mroku” (Darkest hour), jak Churchill zawrócił świat znad krawędzi, na str. 225 przedstawiającej chwilę  wielkiego zwrotu w kwestii podejmowanych decyzji cytuje się samego Churchilla:

„Jeśli Hitler jest gotów zawrzeć pokój na warunkach przywrócenia niemieckich kolonii i jego władania Europą  Środkową, to jedno...

Na chwilę zatrzymajmy się w tym miejscu.

To już wyglądało na znaczne przyzwolenie. Winston raczył w tym miejscu powiedzieć-przy protokolancie-że przeżyłby nie tylko okoliczność, w której Wielka Brytania zawiera porozumienie pokojowe ze  zwycięskimi na kontynencie nazistowskimi Niemcami, lecz także taką, w której przyznaje Hitlerowi władanie nad Europą Środkową...”.

W maju 1940 r., w tej najczarniejszej godzinie brytyjskiej polityki i brytyjskiego narodu ich przywódca gotów  jest oddać-w  imię swoich interesów-„Hitlerowi władanie nad Europą Środkową”.

A  czemu nie?  Byle  ratować  nasze, pardon, wyspiarskie interesy.

No właśnie, jak się dba o własne interesy?  I  tylko własne. A  sojusznik z drugiego końca Europy?  Niech się z nim dzieje, co chce!  Dosłownie.

16 września 1939 r. pułkownik Józef Jaklicz, zastępca szefa sztabu do spraw operacyjnych, u naczelnego wodza Edwarda Rydza-Śmigłego otwierał szampana. Pierwszy raz od wybuchu wojny można było mówić o odprężeniu. Oficerowie byli przekonani, że najgorsze dni mają za sobą. Udało się zrealizować podstawowy cel-wytrwać przez 16 dni.  Teraz przyjdą  sojusznicy:  Anglicy i Francuzi.  Przecież wypowiedzieli wojnę Hitlerowi  już 3  września 1939 r.  Ale czaiła się zdrada.

W Abbeville, na północy Francji 12 września 1939 r. doszło do pierwszego spotkania francusko-brytyjskiej Najwyższej Rady Wojennej. Udział w naradzie wzięli premierzy obu państw: Eduard Daladier i Neville Chamberlain. Był to moment, gdy w Polsce rozpoczynała się wielka bitwa nad Bzurą i losy kampanii nie były jeszcze rozstrzygnięte. Mimo to Francuzi i Brytyjczycy postanowili, że Rzeczypospolitej pomocy nie udzielą.

Stenograf zapisał stanowisko przedstawione przez francuskiego głównodowodzącego generała Maurice’a a Gamelina:

„ [Powiedział, że] wcale nie nosi się z zamiarem rzucenia całej swej armii przeciwko głównym siłom obronnym Niemiec. W istocie wydał specjalne rozkazy zabraniające czegokolwiek w tym rodzaju. Odnośnie do użycia sojuszniczych Sił Powietrznych stwierdził, że zgadza się z poglądami głoszonymi przez sztab Brytyjskich Sił Powietrznych, że siły powietrzne nie powinny być w chwili obecnej użyte przeciwko obiektom w Niemczech. Uniknie się w ten sposób strat i usunie niebezpieczeństwo trafienia celów cywilnych oraz ewentualnych reperkusji. Polacy chcą, aby Francuzi czynili więcej, lecz Francuzi czynią wszystko, co w ich mocy”.

W tym momencie do rozmowy wtrącił się Chamberlain: „jest rzeczą jasną, że sojusznicy nie mogą uczynić tego, co mogłoby zapobiec opanowaniu Polski”. Gamelin zapytany o to, czy nie planuje jednak zmienić planów i uderzyć na Rzeszę, gdyby „Polska zdołała utrzymać się dłużej, niż to pierwotnie zakładano”, odparł: „Nie. Zaoszczędzi to jedynie więcej drogocennego czasu Francji i Wielkiej Brytanii na przygotowania i przeszkodzi Niemcom w przerzuceniu swych sił z frontu wschodniego na zachodni”.

A 5 dni później dnia 17 września 1939 r.  weszła na wschodnie połacie sowiecka armia...i nie było mowy o żadnych  sojuszach.  Polska została rozdarta, jak biało-czerwona flaga na pół!

To wtedy, gdy  wykrwawiały się polskie armie, a  Sowieci  mordowali żołnierzy  KOPu na wschodnich rubieżach, Francuzi  spokojnie zajadali w paryskich restauracjach żaby.  I  popijali wino. To wszystko było przecież tak daleko, gdzieś po tamtej strony Europy!

Ten sam Hitler, któremu  owi zachodni „sojusznicy”  pozwolili dokończyć  dzieła z Polskim sojusznikiem, 8 miesięcy, w 1940 r., później dokończył dzieła. I zniszczył Francję. A  Brytyjczycy mieli najczarniejszą godzinę swojej historii.

Gorzką ironią  historii było to, że to samo Abbeville w 1944 r.  wyzwolili...Polacy! Polak potrafi?! I to jeszcze jak!

A propos Abbeville. Komunistyczna propaganda wskazyła tę naradę jako przykład, że Zachód nas  zawsze zdradzi...i mamy trzymać ze Związkiem Radzieckim!
Znając powyższe fakty nie dziwi, iż tak zachodnie kraje, łącznie z Izraelem tak się rzucili na Polskę po nowelizacji ustawy o IPN. I wprowadzeniu zmiany-nowelizacji w postaci art. 55 a. Bo to właśnie od  wielu lat, właśnie na zachodzie Europy,  ale także w Rosji  pojawiają się te haniebne określenia: ”polskie obozy zagłady”.
Można by zadać najbardziej oczywiste pytanie:  dlaczego opinia publiczna na Zachodzie w ogóle nie reagowała (i nie reaguje) na takie kłamstwo?  Bo my wiemy po tej stronie Europy na pewno, że w  Holokauście nie brał udziału naród polski!  I ani Izrael, ani zachodnia Europa, ani  środowiska żydowskie w USA nie są w stanie nam tego wmówić! Niemiecki tygodnik „Die Zeit” (wpływowy i opiniotwórczy) potwierdza, że każdego roku  takie nieprawdziwe określenia pojawiają się na całym świecie  130 razy.  Czyli na pewno co 3 dzień!  Co trzeci  dzień i to każdego roku.
Czy  ktoś  słyszał,  by jakieś  organizacje pozarządowe, czy  obywatele  upominali się o prawdę?  I to różnych krajach! I różnych częściach globu. Popierali  Polski naród w  budowaniu prawdy (tak prawdy!), a nie upowszechnianiu obrzydliwych kłamstw.
Tu się kłania  słabość  naszych służb  dyplomatycznych oraz  brak skutecznej (uwaga! skutecznej!)  polskiej polityki historycznej.  I nie o to chodzi, że obecne „starcie” z  Izraelem przyschnie.   My powinniśmy  robić  to dalej,  konsekwentnie. No właśnie-k o n s e k w e n t n i e!  Czy potrafimy?
Nie ma co liczyć na „łaskawość” Zachodu. Syty głodnego nie zrozumie. Gdy Amerykanie  wyzwolili Paryż w sierpniu 1944 r., wielu Francuzów jakby tego nie zauważyło. Owszem, byli niemieccy okupanci, ale na paryskim bruku życie trwało jak co dzień. Łapanek nie było. Wino i żaby  pałaszowano  dokładnie tak samo, jak we wrześniu 1939 r., gdy zdradzano Polskę.
Jeśli teraz, gdy  tak się rozbuchała  dyskusja z Izraelem, nic nie zrobimy, to straciliśmy czas.  Tak cenny dla nas Polaków czas! Bo obojętność Zachodu i niewiedza będzie dalej trwała! Czy o to nam chodzi?

Andrzej Dramiński

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl