Gdy żołnierze polskiej, błękitnej armii pod koniec I wojny światowej dotarli po raz pierwszy do południowych Mazur w Prusach Wschodnich, nie chcieli wierzyć, że tu jest polska ludność? Zaglądając do domów szukali Matki Boskiej Częstochowskiej. U  polskich Mazurów-ewangelików takich obrazów nie było. Bo nie ma u protestantów jej kultu. I jak tu wierzyć, że to Polacy, jak nie ma Najjaśniejszej z Częstochowy?

To oddaje jak skomplikowane były dzieje tych ziem zwanych obecnie Warmią i Mazurami. I jak często trudno było zrozumieć, co tu się naprawdę stało, jakie były dążenia  ludności czującej i myślącej po polsku? A  jednocześnie narażającej się co i rusz na silne rafy germanizacji. I tego bezwzględnego niszczenia tego, co polskie.  Tak, właśnie tak.  Niemcy nigdy nie rozumieli tych stosunków jako współpracy pełnoprawnych partnerów, także przecież obywateli Rzeszy tylko myślących po polsku i z polskimi sercami, tylko konfrontację z mniejszością, którą trzeba koniecznie zniszczyć. Zniszczyć i już! To dlatego  nazwy tak wielu miejscowości w 1938 r. zmieniali na bardzo niemiecko brzmiące. Mimo ich polskiego rodowodu i podkreślenia, że tu mieszka  polska ludność. W nosie mieli jakąkolwiek tradycję, uszanowanie przeszłości. Gdy chodziło o „dowalenie” Polakom, Niemcy nie mieli żadnych oporów. Polska kultura i polskość miała być zmieciona z pruskiej ziemi. Ktoś powie, że to w okresie hitlerowskim. A  owi  „hitlerowcy” to nie Niemcy?

A jeśli chodzi o Polaków z innych części zaborów? Jak nie rozumieli tych wszystkich zdarzeń ich współrodacy, Polacy z pobliskiego Mazowsza, czy Kurpiów i dalszych polskich ziem. Niby blisko siebie, ale jednocześnie tak obcy, co wielokrotnie potwierdzało się przez wieki.

By dobrze zrozumieć, co było tak ważne dla  Warmii, musimy cofnąć się aż  do roku 1243. Czyli 775 lat temu! (w tym roku arcybiskup warmiński Józef Górzyński zapowiedział uroczyste obchody 775 lecia diecezji warmińskiej). To wtedy wydarzało i zaczęło się coś, co miało znaczenie dla redaktora Seweryna Pieniężnego. A  jest wciąż aktualne także dziś w 2018 roku. Prawie 800  lat temu we  włoskim Agnani  podpisano traktat między przedstawicielem papieża Innocentego IV, a Wielkim  Mistrzem Krzyżackim. Utworzono wówczas 4 (cztery diecezje): warmińską ze stolicą we Fromborku (początkowo było Braniewo, ale pogańscy Prusowie je spalili), pomezańską z Kwidzynem, sambijską z Królewcem i potwierdzono istnienie chełmińskiej ze stolicą w Pelplinie. Oczywiście wszystkie były w państwie krzyżackim. I w ten sposób nazywano je „krzyżackimi diecezjami”. Ale dla nas współczesnych ważne było postanowienie po dominium: czyli jednej trzeciej diecezji, która miała stanowić  utrzymanie biskupa. Wszyscy biskupi, poza warmińskim  wybierali sobie  co żyźniejsze kawałki  ziemi. I oczywiście Krzyżacy im je później, kawałek po kawałku, zabierali. Najrozstropniejszy był jedynie biskup warmiński. Wybrał bowiem jedną, bardzo dużą  działkę ziemi. O powierzchni 4,2 tys. km kwadratowych. Zachodnia granica biegła obok Fromborka, wzdłuż rzeki Pasłęki i okrążając Gietrzwałd, dalej Olsztyn, Biskupiec Reszelski, Reszel, aż do Zalewu Wiślanego na wschód od Braniewa. I to jest właśnie Warmia. Na jej terytorium znalazło się 12 miast. Mimo zakusów Krzyżaków, biskup nigdy jej nie utracił.  Później w 1525 r. stało się coś bardzo ważnego.  Wielki Mistrz krzyżacki Albrecht  Hohenzollern postanowił, iż stanie się świeckim księciem. I przyjął nową religię-protestantyzm. A za nim, zgodnie z zasadą „cuius regio, eius religio” cała ludność Prus. Poza...Warmią. Która jako, że  podlegała wyłącznie katolickiemu biskupowi warmińskiemu, pozostała katolicka. W ten sposób Warmia stała się katolicką wyspą w ewangelickim morzu. Miała kształt siekiery. I tak też Niemcy ją nazywali, mówiąc, że  siekiera  wisi nad Prusami Wschodnimi.

Ale powyższa  historia zaprzeczała  stereotypom. Nie tylko Polak, Warmiak  katolik. Bo na północy  Warmii  byli też Niemcy-katolicy. I nie jak Niemiec to protestant. Tak też nie.  Bo  południową część Mazur  zamieszkiwali  Polacy-ewangelicy. To na nich, szukając obrazów z Matką Boską Częstochowską, natknęli się hallerczycy. Nie znali tych  wszystkich zawiłości.  Stąd  ich wielkie zaskoczenie. I niedowierzanie.

Dla Warmii to wszystko oznaczało jeszcze coś istotnego. Ponieważ dla tych 4  diecezji  utworzono, znowu w  1243 r., arcybiskupstwo w..Rydze, po  sekularyzacji, a dokładnie w 1566 r. arcybiskupia stolica przestała być katolicka.  I co z tą Warmią?  Od 1566 r.  do  1929  r. przysługiwało jej prawo egzempcji. To znaczy podlegała bezpośrednio...Rzymowi. A co się stało w 1929 r.? Warmię  przypisano arcybiskupstwu we Wrocławiu.

Gdy urodził się 25 lutego 1890 r. Seweryn Pieniężny junior (bo na nim skupiamy tę opowieść), syn Seweryna-seniora i Joanny z Liszewskich Pieniężnych na Warmii trwało narodowe przebudzenie.

A on od 1906 r. pracował w drukarni „Gazety Olsztyńskiej”, z którą związał całe swoje życie.  A pismo to, pod  wpływem oddolnych żądań, zakładali rdzenni Warmiacy:  Andrzej Samulowski, Franciszek Szczepański.  A pierwszym redaktorem został Jan Liszewski, też tutejszy. To ten silny przejaw polskich dążeń spowodował, że przetrwało ono od 1886 r. do 31  sierpnia 1939 r.-53  lata.  Jego ojciec i stryj byli redaktorami gazety.  Seweryn-junior nasiąkał  tym od dzieciństwa.
Podczas I wojny światowej

, wcielony do wojska, spędził na froncie 2 lata, jako żołnierz piechoty. W końcu 1918 r. , dokładnie 100 lat temu (100-lecie odzyskania Niepodległości składa się z wielu takich cząstkowych rocznic), gdy wrócił z wojaczki (a musiał służyć pod  cesarzem Wilhelmem II, polskości nie zatracił), objął kierownictwo „Gazety Olsztyńskiej”. Po przegranym przez Polaków plebiscycie 11 lipca 1920 r. (postanowienie Traktatu Wersalskiego) przejął dodatkowo wydawnictwo, zlikwidowanego w Szczytnie (Ortelsburgu) „Mazura”. Należał też do ścisłego kierownictwa IV Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech. Dzięki jego zaangażowaniu „Gazeta Olsztyńska” była jedynym polskojęzycznym czasopismem, które utrzymało się na rynku właśnie aż do 1939 r.

Seweryn-junior był głównie organizatorem i wydawcą, dziennikarstwo nie było jego najważniejszym zajęciem. Ale trafiał do serc  swoich czytelników, gdyż pozostawił napisane w gwarze warmińskiej felietony pt: „Kuba spod Wartemborka gada”.  To od nich-jako aktualnych komentarzy do tego, co tu w  małej ojczyźnie Warmii i  dalej w Polsce, Niemczech i na świecie na wsiach warmińskich zaczynano  czytanie „Gazety Olsztyńskiej”.
w okresie międzywojennym wielokrotnie sądzony przez władze niemieckie za rzekomą działalność antyniemiecką.

Pruskie sądy przez palce patrzyły na stosowanie prawa, gdy  chodziło o redaktora polskiej gazety, także z legitymacją związku niemieckich dziennikarzy.

I co najważniejsze.  Miał silne poczucie polskie narodowości. Namawiany do wyjazdu z Olsztyna powiedział: „Nie opuszczę ojcowizny i rodziny”. Oddany sprawie i jej znakowi: Rodłu. Sam Seweryn tak pisał: Moi złoci, moi kochani, Cóż to za znak, tak piękny i śmiały? To Rodło! To Wiary i Krwi naszej godło, młodości naszej znak zuchwały”.

Wiedział, że  zbliża się wojna. Trwał na stanowisku. W  wydaniu „Gazety Olsztyńskiej” z  31  sierpnia 1939 r. pisał w artykule: ”Bez trwogi bracia”: „Czasy obecne, to czasy wielkich przeobrażeń, lęku i bojaźni o dzień jutrzejszy, o dalszą przyszłość. Złowrogie przeczucia ogarniają nas i naszych najbliższych. Nieraz brakuje nam wiary i opuszcza nas ufność, gdy groźnymi wypadkami historycznymi miotami bywamy jak bałwan morski, porwany huraganem, gdy widzimy przed sobą otchłań, pełną gniewu, złości i nienawiści, gdy czarno maluje się przed nami przyszłość. Zdaje się nam nieraz jakoby wszystko sprzysięgło się na nasze życie, jakoby Bóg o nas zapomniał”.

Niemcy nazywali go: „elegancki, ale bardzo niebezpieczny redaktor Pieniężny) (Der feine aber gefaerliche Redaktor Pinezni).  Gestapo 1 września 1939 r.  otoczyło budynek na którym wciąż był napis „Gazeta Olsztyńska”, na całą rodzinę nałożono areszt domowy. W listopadzie został  rozebrany do ziemi jako „miejsce hańby”. Tak Niemcom przeszkadzało polskie słowo i tak wyrażane polskie uczucia w byłych Prusach Wschodnich.  Gazeta w Królewcu  nawet posunęła się tak daleko, iż  informowała, że na miejscu domu „Gazety Olsztyńskiej” urządzono szalet. To była nieprawda, bowiem istniał on już nieco dalej wcześniej.

Aresztowano wielu polskich działaczy, nie tylko Pieniężnego.  Działaczy polskiego Banku Ludowego, nauczycieli szkół polskich, ks. Wacława Osińskiego, prezesa IV Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech.

Zwieziono ich do obozu Hohenbruch, wśród bagien, ok. 100 km od Królewca. 24 lutego 1940 r. (w przedzień 50 urodzin Seweryna-juniora) strzałem w tył głowy Niemcy zabili polskich działaczy: Jana Mazę, Leona Włodarczaka i redaktora Seweryna Pieniężnego-juniora. Gdy wyprowadzano go z baraku miał krzyknąć: „Jeszcze Polska nie zginęła!”.

Andrzej Samulowski, Warmiak tak o nim pisał swego czasu: „Tu ciemno...chmurno...ponuro...polskim piórem któż się szczyci?”

W  Dniach 19-25 lutego 2018 r. w Olsztynie i innych miastach odbywają się V Dni Seweryna Pieniężnego na Warmii i Mazurach.  Głównym organizatorem jest ks. Irenenusz St. Bruski, prezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Warto tu przyjechać.  Red.  Stefan Truszczyński  opowiadał już i pokazywał film „Tajemnice U-Bootów”. Będzie miał inne  wystąpienie o „Polskich misjach katolickich”. Każdego dnia coś ważnego.

Gorąco zapraszamy.  25  lutego (niedziela) 2018 r. o godz. 12:00 w Muzeum Nowoczesności przy ul. R. Knosały 3 b na rozstrzygnięcie dorocznego Konkursu im. Seweryna Pieniężnego (tym razem za rok 2017).

Szczegóły na „sdpolsztynpl.wordpress.com”. Inne wydarzenie zapowiadane są aż do września 2018 r.

                        Andrzej Dramiński
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl