Dziennikarzy ci u nas dostatek. A że dużo, to i można ich posegregować. Właściwie na dwie główne grupy: apolitycznych i zaangażowanych politycznie.

Pierwsza grupa jest proeuropejska, światła i inteligenta, błyskotliwa, obyta i wiedząca prawie wszystko aż sagan, ten co na szyi zamocowany, rozsadza. Są bezstronni, nie wspierają ani nie wspierali nigdy żadnej partii, nie mieli koneksji i jako jedyni rzeczywistość odczytują w sposób prawidłowy. Przecież chyba nikt nie wierzy, że ktoś im pomagał w drodze do kariery, żaden protoplasta nie był i oni zresztą też nie byli w żadnej PZPR, nawet ni razu nie zaśpiewali Avanti Popolo, Bandiera Rossa, a jeżeli nawet byli to tylko po to, żeby tę partię od środka rozwalić. Ktoś musiał ją rozwalić, przecież nie zwykli ludzie. Trafnie wszystko przewidują i wypowiadają się prawie zawżdy w imieniu całego narodu. Że nie sprawdza się to w żadnym calu, to już inna sprawa. Ale o to właśnie chodzi. Przecież to wielki wysiłek tak codziennie wpadać w derwiszowski wir, miotając na lewo i prawo fake newsami. To się we łbie może zakręcić! Właśnie fake newsami, a nie kłamstwami, bo używając kosmopolitycznego języka, ładniej to wybrzmiewa i można liczyć na niezrozumienie tubylczego ludu. To tak, jak z Głównym Specjalistą ds Konserwacji Powierzchni Płaskich - zawsze lepiej zapodane niż Sprzątacz.

W tej grupie jest jeszcze podgrupa – dziennikarzy-celebrytów. To nadzwyczajna socjeta, która, jak mawia mój zacny kolega, jak idzie po schodach, to nie wiadomo czy schodzi czy wychodzi.  Oni to w ogóle mają fajnie, bo to i żonami, i mężami się powymieniają, na wizji sobie wygarną, co w łożnicy się stało, czy np. facet, z lekka już zgrzybiały, dochodzi do wniosku, że „Pie....ę nie rodzę” lub zaakcentuje swoją wolę: „Ręce przecz od mojej macicy”  i przynajmniej szary obywatel wie, o co chodzi. Tak wie, jak wszyscy wiedzieli, onegdaj, o sprawie Tuwima, jak mu buchnęli zegarek.

Druga grupa to dziennikarze politycznie zaangażowani. Dziennikarze, ogólnie rzecz ujmując, z prawego skrzydła. Kiedyś, po 2007 roku, w jeden dzień pozamiatani z wszystkich redakcji. I przecież nikt ich nie krzywdził, a wszyscy apolityczni dziennikarze wstawili się za nimi, choć powinno chyba być: „wstawili się” (emotikon radośnie zanietrzeźwiony). A ci zaczęli się tułać po portalach, portalikach, coś zaczęli tworzyć od zera. Co bardziej przedsiębiorczy stworzyli i dzienniki, i tygodniki, a i radia, i telewizje. Czasami też coś się trafiło - że niby warto rozmawiać, ale czy warto rozmawiać koło północy, a jak dosadnie, to w ogóle? I jakaś przeciwwaga powstała, przede wszystkim dla tych, którzy pisali i piszą jeszcze na „der komputerach” i są oczywiście apolityczni. I nie, że ktoś zezowaty jest, ale przecherą często tak.

To grupa zdeklarowana jednoznacznie. Wspierają konkretną partię, promują konkretne wartości i czasami powtarzając to samo w kółko robią propagandę, która krzywdy nie robi, ale po co na aviomarinie jechać. Mimo wszystko, lepiej wiedzieć z kim ma się do czynienia, bo jakby podszedł do mnie jegomość i powiedział mi, że za chwilę trzepnie mnie z liścia, to bym się jakoś przygotował, gorzej jakby się pięknie ukłonił i zrazu odbił mi swoje linie papilarne na facjacie.

I jeszcze jedna, szczególna grupa dziennikarzy. Niektórzy dziennikarze radiowi, częstotliwości wiodących. Oni to, codziennie rano, gdzieś między 7.00 a 8.00, dostarczają swoistego rodzaju erudycyjnego przekazu dnia, oczywiście, takiego, który powstał spontanicznie i nie układali go przez parę godzin, pocąc się przy tym jak ongiś pewien polityk, co go na cmentarzu podsłuchali. Prawie każdy z nich zboczonym lekko musi być, bo te błyskotliwości prawie zawsze są z pogranicza pornografii albo obśmiewające Kościół. No i oczywiście, zachowują pełny szacunek do wszystkich i wszystkiego, i nikt absolutnie nie wie komu przyfastrygowali. Nie po to słuchasz radia, żeby się czegoś dowiedzieć, tylko po to, byś zapamiętał Jego Błyskotliwość Redaktora. I nie ma się czemu dziwić, bo jak on ma zbudować własną pozycję na przyszłość, kiedy zmieni się linia programowa i przyjdzie zdać etacik, przecież nie było go widać na falach fm, ani jego trwałej ondulacji, ani serdecznie pięknego tatuażu - serca ze strzałą między otworem gębowym a wydalniczym, bo przecież zwykła uczciwość w przekazywaniu informacji to żaden kapitał na przyszłość. A tak ma – ma się czym pochwalić: to on wygłosił pastisz i co z tego, że impertynencki. I tak już do wieczora, co godzinę, urzekają tym leadem swoich słuchaczy, wszak słuchacz to synonim fornala.

Ergo:

Dziennikarzy mamy mnóstwo. I jak tu rozróżnić kto jest kim? Nawypisywałem tu, stawiając ponad 5000 znaków i nie wiem czy coś posegregowałem. A może tak po prostu sklasyfikować, cytując słowa pewnego mecenasa, który chyba bardziej grafomanem jest: kto nie skacze ten jest z PiS-em hop, hop, hop...bo przecież dziennikarzem może być każdy i każdy na dziennikarstwie zna się najlepiej.

No i ten co to pisał także...

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl