Nie pamiętam, kto sformułował tę medialną „prawdę” („dobra wiadomość to żadna wiadomość”), która – mimo swej ewidentnej kontrowersyjności! – przyjęła się wszędzie tam, gdzie media są drugim albo trzecim „bogiem” (po władzy i pieniądzu). Dziś ta zasada, która ewokuje w prosty sposób fascynację krwią, przemocą, przewrotnością, uwielbieniem dla wojen, katastrof i w ogóle ludzkich dramatów, zdaje się obowiązywać w świecie rządzonym przez media par excellence potężne, wpływowe i opiniotwórcze.

Nasze skromne wciąż podwóreczko medialne nie jest od opisanej wyżej tendencji wolne. Pewien medialny magnat nadwiślański z nieodległej przeszłości raczył swoich pracowników i współpracowników następującą zasadą: „Informacja, że pies pogryzł człowieka to jest żadna informacja. Informacją jest, kiedy człowiek pogryzł psa.” Słowem – świat wart medialnej relacji to świat wywrócony na nice.

Chcemy zresztą, czy nie chcemy, jest w nas, konsumentach mediów, jakieś dziwne zaciekawienie dla złych wiadomości: ludzkich tragedii, katastrof, wypadków (najlepiej ze śmiertelnymi ofiarami), tragedii rodzinnych, wieści o cudzych klęskach. W takich wypadkach oglądalność czy słuchalność wzrasta, co powyższe potwierdza.

Czy to tylko schadenfreude? Chyba nie. To coś drapieżnego, skażonego w naturze ludzkiej. Odwracamy twarz od telewizyjnego ekranu, który podobne obrazy pokazuje, ale kątem oka, między palcami jednak popatrujemy… I nie jest to sprawa nowa – przypomnijmy sobie różne historyczne relacje sprzed stuleci, kiedy to publiczne egzekucje gromadziły na miejskich placach tłumy gapiów…

Nasi dziennikarze pilnie odrobili zachodnie medialne lekcje. Toteż nie znajdzie się programu informacyjnego (ogólnego czy lokalnego) bez różnych informacyjnych katastroficznych dziwolągów. To nie musi być zaraz krwawa jatka, takich u nas na szczęście niewiele. Ale kraksa, w której zderzyła się furgonetka z samochodem osobowym, złamane drzewo, które przygniotło dziecko w jakiejś Pipidówce, pożar gospodarskich zabudowań w byle zapadłej wiosze – można być pewnym, że nasze media nas o tym skrzętne poinformują! Zresztą – po co zaraz krew i ogień? Wystarczy legendarny już mały kotek, co wlazł na drzewo i bał się zejść. Ale przyjechali dzielni strażacy i kotka zdjęli… Bobma!

A jak nie znajdzie się nic atrakcyjnego, zawsze można – jak w niedawnym TELEEXPRESSIE – powrócić do ogranych, do znudzenia przypominanych wyłudzeń od naiwnych pieniędzy metodą „na wnuczka” lub „na policjanta”. „To ważna misja – powie autor materiału. – Trzeba wciąż przestrzegać”. Nie pomyśli, że skoro tysiące podobnych materiałów już emitowano, a mimo to oszustwa wciąż się zdarzają, to znaczy, że tak musi być, bo nie brak nad Wisłą gamoni, frajerów, naiwniaków, którzy zawsze będą idealnym materiałem dla oszustów i wydrwigroszów. I przestrogi nic nie dają…

TVP Info nie omieszkało właśnie poinformować, że jakaś ciężarówka wpadła na policyjny radiowóz, obsługujący jakieś drogowe zdarzenie…

Jednak najciekawszy z tego, co widziałem, był materiał o samcu sarny, który zaplątał się w jakieś ogrodzeniowe druty i różne ekipy musiały go wyplątywać…

W tej sytuacji informacja (bodaj czy nie PANORAMY) o facecie z Bydgoszczy, który podłożył bombę pod samochód żony, urasta do miana newsa nr 1.

Ciekawe rzeczy (tak uważa TVN) dzieją się także na świecie. Oto w Holandii wmontowano w pobocza szosy czujniki emitujące muzykę w chwili, gdy pojazd zbyt zboczy na prawo. Kierowcy się cieszą, okoliczni mieszkańcy przeklinają, bo muzyka jest wciąż ta sama… Co za wstyd!

Bardzo interesujący jest też… Festiwal Sztuki Banana. „Artyści” biorą owoce i wykonują „prace artystyczne” na skórkach lub wykorzystują do rzeźb miąższ. Fantastyczne rzeczy wychodzą…

Czasem to nie jest wina samych dziennikarzy, a wydawców, naczelnych i innych decydentów. Są nawet specjalni dziennikarze – reporterzy z kategorii „pan każe, ja łażę”. Wysyła się takich „na miasto”, żeby przywieźli jakieś „michałki”. To co oni mają robić? Skąd wziąć „michałka”? Jeżdżą po ulicach albo mają układy z policją lub strażą miejską i zawsze jakieś „wydarzenie” sfilmują…

Że w tym czasie mogą dziać się naprawdę ważne rzeczy? Trudno. Że w dziennikarstwie ważną umiejętnością jest selekcja? Nie jego sprawa. On ma szefa – niech się szef martwi…

A widz czy słuchacz zanurzany jest nieustannie w morzu nieszczęścia, cudzego pecha, straszony jest licznymi czyhającymi nań pułapkami.

I jak tu wyjść z domu?

 

Wojciech Piotr Kwiatek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl