Biedne, zagubione dzieci (o dziennikarzach też będzie). Biedni, zagubieni młodzi ludzie. Wypiliście, popaliliście i poćpaliście. Jedni się na tym już przejechali. Inni mają to przed sobą.  Pełny luz. Fajno. Ale co dalej?

   Siedzimy sobie i pijemy piwo. Wszak ono patriotyczne, bo z browaru Pana posła bardzo krytycznego wobec wszystkiego co było. Teraz jest super. Jest wolność. Alkohol na okrągło i wszędzie. Całą dobę i tuż za rogiem. Dopalacze też są, bo władza tylko udaje, że z tą śmiertelną trucizną walczy. Policjanci tną karteczki na confetti, albo jeżdżą na koniach poprzebierani za aniołki (tak, tak wcale tego nie wymyśliłem). Zebrali się nawet ostatnio do kupy i 20 tysięczny pochód mundurowych przeszedł Nowym Światem. To był protest przeciwko niskim zarobkom, ale nie tylko. Warszawa zobaczyła, a telewidzowie tylko trochę, bo informacja w mediach była skromna wobec sensacji: policja i inni mundurowi proszą o wsparcie!

   Dziennikarze też nie mają się najlepiej. Widziały gały co brały. Po co było się pchać. Kariera prezentera TV może się marzyć. Każdemu to robić wolno. Ale telewizja nie z gumy, nawet bardzo szerokoekranowe pudła wszystkich chętnych nie pomieszczą. Więc (i dwója bęc) tu się przyjmuje, tam wyrzuca. Młodzi zaczynają ostro, a rura szybko mięknie. Naczelny się skrzywi, wydawca nie puści. I nic z wierszówki. Pisze się tak jak posłuszne ucho wyłapie intencje pracodawcy, a wszyscy będą zadowoleni – „pilnowacze” poprawności politycznej i wyrobnicy. Może tylko telewidz i czytelnik będzie zawiedziony i zły. Ale pokrzyczy, pokrzyczy, a i tak uwali się wieczorem przed pudłem żeby posłuchać i zobaczyć buźki. Człowiek, po prostu, się przyzwyczaja. Tak jak do „Klosa”, czy psa i jego czterech towarzyszy. Hau, Hau. Nie ma wprawdzie musu z tym oglądaniem, ale i wyboru też.

   W studio telewizji, o zobowiązującej nazwie, czterej dziennikarze. Temat: taśmy z podsłuchanym onegdaj w „studio Sowy” Mateuszem Morawieckim. Prowadzący i dwaj komentatorzy owych nagrań w całości nie przesłuchali. Choć są dostępne w internecie. Tylko jeden (młody, z radia Wnet Łukasz Jankowski stracił na to nockę choć zapewne mógłby ją przyjemniej spędzić, bo chłopak dorodny). Ostrożność w wypowiedziach powielających to co wszyscy już na okrągło klepią, dostojność i powaga wysokiego czoła. Tyle, że nie wiadomo po co takie asekuranckie dziennikarstwo i zwykłe lenistwo przychodzących na dyskusję bez przygotowania.

   Dziekan uniwersyteckiego wydziału dziennikarstwa mówi w wywiadzie, że pchają się nań nieprzebrane tłumy po indeks. Dziani rodzice zapłacą każde pieniądze, bo liczą, że „ten, ta ich” to przyszły Lis-Ziemiec, Holecka-Olejnik albo ostatecznie i Kraśko. Mierz siły na zamiary – i do przodu. Tyle, że guzik z tego będzie. Najwyżej etat w jakiejś nie mającej skrupułów przy zarabianiu agencji PR. Tam zresztą nawet dobrze zarobić można. Tyle, że wyrzucone państwowe pieniądze „na dziennikarza”, to tak jak z kształceniem medyków, którzy potem bezkarnie emigrują „za marcepanem”, tfu – Mercedesem do Szwecji. Za ich studia zapłacił już polski podatnik.

   Może jeszcze tli się nadzieja obserwując rozwój zawodowy takich jak Łukasz Jankowski. Oczywiście nie nauczy się zawodu w uczelnianej ławie. Zresztą w wypadku żurnalistyki to się to ma lub nie. Widać po oczach.

   W naszym ciągle pszenno-buraczanym kraju płacimy wszyscy frycowe na głupków, leni i cwaniaków.  

   Kurski klnie na Nilsena. I rzeczywiście gołym okiem widać, że nawet za pieniądze można robić sobie z klienta jaja. Ale przecież Pan Jacek to odważny chłopczyk, powinien sobie poradzić.

   W telewizji w ogóle są sami odważni. Już nawet jako korespondenci stacji zaczynają się pojawiać tam gdzie niebezpiecznie – gdzie się pali, wali i w łeb można dostać. Ale to taki zawód. Zredukowałbym tych studyjnych (np. komentatorów, którym nawet nie chce się obejrzeć, wysłuchać materiałów), a dofinansował znacząco prawdziwych reporterów i publicystów mających poza stękaniem rzeczywiście coś do powiedzenia, zachowujących neutralność polityczną. Po prostu mądrych i odważnych.

   P.S.: A na wojny to lepiej wysyłać starych a nie młodych. Będzie – gdyby co – mniej płaczu.

 Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl