Autorka książki "Milionerka. Tajemnica Barbary Piaseckiej-Johnson" została laureatką trzeciej edycji Festiwalu Reportażu w Lublinie.

Ewa Winnicka to reporterka związana głównie z „Polityką”. Jest autorką książek „Londyńczycy”, „Angole”, czy napisanej wspólnie z Cezarym Łazarewiczem „1968. Czasy nadchodzą nowe”. Jednak podczas lubelskiego festiwalu została uhonorowana Kryształową Kartą Polskiego Reportażu za książkę o znanej filantropce Barbarze Piaseckiej-Johnson. Laureatka otrzymała też nagrodę pieniężną w wysokości 14 tys. zł.

Natomiast nagroda publiczności powędrowała w tym roku do Przemysława Semczuka, publicysty zajmującego się historią PRL-u. Festiwalowa publiczność doceniła go za książkę: „Kryptonim Frankenstein”.

Z kolei Nagrodę Prezesa Polskiego Radia Lublin w postaci wydania audiobooka otrzymała Aleksandra Boćkowska, autorka książki „Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL”.

Rozstrzygnięcie i wręczenie nagród nastąpiło 19 kwietnia.

Spotkania, panele, warsztaty

Trzy dni festiwalu reportażu ściągnęły do Radia Lublin, gdzie odbywała się impreza, kilkaset osób: miłośników reportażu literackiego, studentów dziennikarstwa, a nawet seniorów, którzy uczestniczyli w warsztatach prowadzonych przez Pawła P. Reszkę (laureat nagrody publiczności podczas I Festiwalu Reportażu w Lublinie).

Wśród gości pojawili się m.in. Wojciech Jagielski (Tygodnik Powszechny), Zbigniew Rokita (Nowa Europa Wschodnia), Cezary Łazarewicz (laureat nagrody Nike za książkę  „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”), czy Angelika Kuźniak („Marlene”, „Papusza”).

Poza spotkaniami autorskimi i warsztatami, reporterzy dyskutowali podczas paneli. Jeden z nich poświęcony był obowiązkom wobec bohatera reportażu. - Człowiek jest sednem reportażu, dlatego autor musi mieć wobec niego obowiązki – tłumaczyła Agata Koss-Dybała, inicjatorka festiwalu. - Zachowanie pewnych granic prywatności i intymności jest konieczne niezależnie od tego, czy bohater żyje, czy nie – podkreśliła.

Cezary Łazarewicz zdradził, że jedną z jego dziennikarskich zasad jest nie zaprzyjaźnianie się z bohaterami. - To rodzi szereg uzależnień, których wolę unikać – tłumaczył Łazarewicz. Jednocześnie przyznał, że pracując nad reportażem stara się wczuć w rozmówców, rozumieć ich. -  Kiedy piszę, mam poglądy takie jak mój ostatni rozmówca – stwierdził.

Zupełnie inne podejście ma Przemysław Semczuk. - Utożsamiam się z bohaterami, zaprzyjaźniam się – przyznał podczas panelu Semczuk.

Wszyscy uczestnicy debaty zgodzili się jednak ze słowami Agaty Koss-Dybały. - Podstawowym obowiązkiem dziennikarza, autora reportażu, wobec bohaterów jest rzetelność w zbieraniu informacji – zaznaczyła Koss-Dybała.

Ale choć rzeczywistość nie jest idealna, to i w tym przypadku reporterzy zauważyli pewne pozytywne zjawiska.

- Gdyby wszyscy dziennikarze wykonywali dobrze robotę, to pisząc swoje książki byśmy nie zarobili na sól do zupy – stwierdził Łazarewicz, autor „Sprawy Gorgonowej”, w której wraca do głośnego przed laty morderstwa.

Messi polskiego reportażu

Wieczorami w Radiu Lublin odbywały się spotkania autorskie. Jednym z najbardziej oczekiwanych gości festiwalu był Wojciech Jagielski. - Messi polskiego reportażu – tak wieloletniego dziennikarza PAP i Gazety Wyborczej, a ostatnio Tygodnika Powszechnego przedstawiła prowadząca spotkanie Agata Koss-Dybała.

Jagielski opowiadał w Lublinie o przyczynach powstania swojej najnowszej książki „Na wschód od zachodu”, która jest wynikiem jego podróży do Indii i znacząco różni się od poprzednich reporterskich książek byłego korespondenta wojennego. - Tamten rozdział mojego zawodowego życia zamknął się z trzaskiem razem ze śmiercią Krzysztofa Millera (fotoreporter, z którym Wojciech Jagielski przez lata współpracował – przyp. tn.). Odkąd przestałem być naocznym świadkiem wydarzeń politycznych, przestałem o tym pisać.  Teraz piszę inaczej, innych rzeczy szukam – mówił Wojciech Jagielski.  - Jakieś dziesięć lat temu pojawiła u mnie taka myśl: „Ile można mieć żyć? I czy warto to sprawdzać? Wtedy zrozumiałem, że to jest koniec mojej kariery w dotychczasowym wymiarze – tłumaczył.

Jagielski opowiadał też o warsztacie. - Reporter wojenny nie prowadzi pamiętnika, ale starałem się codziennie robić notatki. Należy też mieć uszy i oczy otwarte, bez względu na to, jak dobrze jest się przygotowanym do podróży – mówił dziennikarz, którego uczestnicy spotkania pytali także o dziennikarski etos. - Nie wiem też, czy jest go dzisiaj mniej niż kiedyś, bo środowisko dziennikarskie zawsze uważało się trochę za arystokrację, a ja byłem poza nim. Broniłbym się również przed tezą, że dziennikarstwo popada w jakąś zapaść. Ono się po prostu zmienia – podkreślił Jagielski.

Tomasz Nieśpiał

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl