Jeszcze kilka dni temu toczyła się w mediach namiętna dyskusja wokół wezwania do prokuratury operatora w roli dziennikarza Piotra Wacowskiego z TVN. Broniły go niektóre środowiska dziennikarskie (np. Gazety Wyborczej, Newsweeka i oczywiście TVN), atakowały, i to zajadle, inne (np. wPolityce.pl). Abstrahując od wnikania w tę dyskusję, chciałbym zwrócić uwagę na inny aspekt: co się stało ze środowiskiem dziennikarskim. A ów aspekt poddam analizie w kontekście reakcji władz na dziennikarstwo śledcze.

   Dwa lata temu napisałem na ten temat artykuł naukowy, który ukaże się w przyszłym roku. Nie narzekam, bo moja koleżanka czekała na publikację swojego 4 lata. Na marginesie: jak ma się rozwijać dyskusja naukowa, kiedy pies z kulawą nogą nie wie, że ktoś coś o tym napisał. A dodatkowo jedyne miejsca dyskusji – konferencje naukowe – mają stracić swoje znaczenie. Nieważne, na naszym portalu myśli mogę wyrażać szybko i w ogólnym zarysie napiszę, o co chodzi z tym wpływem władzy na dziennikarstwo śledcze. Najbardziej znaną wypowiedzią polityka o dziennikarzach śledczych jest mowa prezydenta USA Theodore’a Roosevelta, w której nazwał tych dziennikarzy „rozgrzebywaczami brudów” – muckrakers. Później dziennikarze byli dumni z tej etykietki, I tak zostało do dziś. I do dziś władza różnymi sposobami próbuje zwalczać dziennikarzy śledczych. Najbrutalniej w państwach niedemokratycznych, dyktatorskich i totalitarnych, gdzie dziennikarzom zamyka się usta, wsadzając ich do więzienia, porywając lub po prostu zabijając (zaginął be śladu) na zlecenie władzy lub mafii.

   Znany z literatury amerykańskiej model muckrakingu przedstawia się następująco: dziennikarstwo śledcze – publikacja (ujawnienie problemu) – mobilizacja opinii publicznej – inicjatywy polityczne – polityczne konsekwencje. We wspomnianym artykule analizowałem kilka bardzo głośnych dziennikarskich śledztw i w niewielkim stopniu reakcja na nie odbiegała od tego schematu. Zwykle brakowało któregoś z wymienionych elementów. Jednakże charakterystyczne było to, że władza (przynajmniej na początku) odrzucała zarzuty (nawet w aferze Watergate, w której zostało skazanych prawomocnie kilkudziesięciu polityków i urzędników z otoczenia Nixona) i atakowała dziennikarzy. Często tak skutecznie, że stawiała im zarzuty i wsadzała do więzienia.

   W sprawie z ostatnich dni władza (prokuratura) również chciała postawić zarzuty operatorowi (dziennikarzowi) TVN, ale się z nich wycofała. Zarzut był - w mojej ocenie - absurdalny: propagowanie nazizmu wobec kogoś, kto propagowanie nazizmu ujawnia. Nie to jednak jest moim zdaniem najbardziej bulwersujące. Bulwersujący (najbardziej) jest atak na dziennikarza nie ze strony władzy, lecz ze strony innych dziennikarzy. I to jest ten wkład nasz rodzimy do schematów reakcji władz na dziennikarstwo śledcze – wkład, którego nie zauważyłem ani w Stanach Zjednoczonych, ani w Wielkiej Brytanii, czy w jakimś demokratycznym kraju Zachodu. Ale widoczny w krajach niedemokratycznego Wschodu.

   Kiedy amerykański rząd zaatakował New York Times za ujawnienie tajnych dokumentów Pentagonu, całe środowisko dziennikarskie stanęło za NYT murem. Po kolei kilkanaście gazet przedrukowało, jedna po drugiej, te dokumenty. Kiedy w Polsce ABW dokonało najazdu na redakcję Wprost za ujawnienie afery podsłuchowej, to niemal całe środowisko stanęło za redakcją murem. A teraz? Co się stało z domniemaniem niewinności, zrozumieniem metod wcieleniówek, dziennikarską solidarnością? Hej, panowie i panie, czy naprawdę chodzi o „hajlowanie”?

Marek Palczewski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl