Mnie strasznie irytuje Łukasz Warzecha, który mówi, że w każdym momencie należy krytykować władzę. Nie! Jeżeli władza realizuje aspiracje narodu, sprawia, że ten naród jest coraz majętniejszy, bogatszy, światlejszy, ma wyższe poczucie własnej godności, to dlaczego krytykować?! To jest bez sensu!” – powiedziała pani Elżbieta Królikowska-Avis podczas niedawnej dyskusji w Klubie Ronina. Nie zamierzam zajmować się tym, kogo moja skromna osoba irytuje. Mogę jedynie zapewnić panią Królikowską-Avis, że jest w – o ile mogę ocenić – dość dużej grupie, do której zaliczają się i twardzi zwolennicy władzy, i opozycji, i różnej maści socjaliści, i aktywiści miejscy, i cykliści, i jeszcze wiele, wiele innych osób.

   Chciałbym natomiast potraktować tę wypowiedź jako punkt wyjścia do rozważań nad rolą publicysty, bo mam wrażenie, że wiele osób myśli o tym podobnie jak pani Królikowska-Avis, a jest to myślenie całkowicie błędne.

   Na początek jednak muszę sprostować: nigdy i nigdzie nie mówiłem ani nie pisałem, że „w każdym momencie należy krytykować władzę”. Mówię co innego: że publicysta powinien, po pierwsze, być wobec każdej władzy krytycznie nastawiony; po drugie – że każdą powinien oceniać według tych samych kryteriów. Jest zasadnicza różnica między „krytykowaniem” a „krytycznym nastawieniem”. Krytykowanie oznacza, że z góry nastawiamy się na złe ocenianie władzy. Krytyczne nastawienie oznacza, że ze szczególną uwagą się jej przyglądamy, szukając także błędów.

   A teraz spójrzmy, jak sprawy widzi pani Królikowska-Avis. Uważa, że irytujące jest, iż ktoś (z kontekstu można wywnioskować, że nie mówimy o każdym Kowalskim, ale o dziennikarzach, a w szczególności publicystach) krytykuje władzę, która – jak można wywnioskować z jej wypowiedzi – jej zdaniem jest dobra, a nawet świetna. Obawiam się jednak, że wygłaszająca ten pogląd sądzi, iż jej własna opinia – i nic więcej niż opinia – jest stwierdzeniem obiektywnych faktów, więc wszyscy powinni sytuację widzieć tak jak ona. No jednak nie.

   Gdyby rozłożyć wypowiedź, o której mowa, na części, nic nie trzyma się kupy. Co to są „aspiracje narodu”? Jakiej jego części? Wszystkich czy wspierających tę czy inną partię? Co z tymi, którzy mają inne aspiracje i życzą sobie czego innego niż to, co robi władza? Nie są częścią narodu? Według jakich kryteriów mamy oceniać, czy te aspiracje są realizowane czy nie? I tak dalej, i tak dalej.

   Kwestia tego, jakie są skutki rządów tej czy innej partii to sprawa indywidualnej oceny, nawet jeśli podstawą tej oceny są obiektywne wskaźniki. Załóżmy, że można na przykład pokazać na liczbach, że wzrósł poziom zamożności. Ale jakim kosztem? Wskutek jakich działań? Czy długoterminowo taka sytuacja się utrzyma czy może mamy do czynienia z życiem na kredyt?

   Podobnie można analizować dowolny aspekt polityki, o miękkich dziedzinach lub tych, gdzie efekty są odłożone w czasie, jak polityka zagraniczna czy obronność, nie mówiąc. Niezależnie więc od tego, że pani Królikowska-Avis może być sytuacją zachwycona, nie ma prawa oczekiwać, że zachwycony nią będzie każdy. Ten przydługi być może wywód służy pokazaniu sprawy w gruncie rzeczy bardzo prostej: że normalną rzeczą wśród publicystów (i obywateli w ogóle) jest różnorodność ocen i fakt, że ktoś coś ocenia dobrze nie znaczy, że tę ocenę muszą podzielać wszyscy. Niby truizm, ale, jak się okazuje, nie dla każdego.

   I drugi aspekt sprawy. W słowach pani Królikowskiej-Avis pobrzmiewa niestety to, co jest przekleństwem dużej części polskich mediów: przekonanie, że recenzent życia publicznego, jakim jest publicysta, powinien wykazywać się jakąś polityczną lojalnością. To przekonanie ma także duża część odbiorców, którzy nierzadko pytają mnie w mediach społecznościowych: to za kim pan jest, komu pan kibicuje? Zawsze wówczas odpowiadam, że kibicuję własnym poglądom.

   Publicysta nie ma być obiektywny. Ma mieć poglądy, nawet wyraziste. Nie wolno mu jednak mieć sympatii partyjnych. Jeśli takimi się kieruje, przestaje być publicystą, a staje się propagandystą jednego z ugrupowań. Szczególnie zaś słabo to wygląda, jeżeli jest to propaganda aktualnej władzy, a z jej głoszeniem wiążą się profity dla osoby czy redakcji.

   Jak zatem działać? To bardzo proste: kryterium oceny powinny być zawsze poglądy publicysty, identycznie przykładane jako miara do każdej władzy. Jeżeli w czasie rządów partii A pisało się, że podwyższanie podatków jest złe i niszczy gospodarkę, to podczas rządów partii B należy pisać to samo, gdyby partia ta zdecydowała się podnosić podatki. No i chyba jasne jest, że szczególnie należy przyglądać się tym, którzy w danym momencie rządzą, bo to oni decydują i to od nich wszystko zależy – nie zaś od opozycji. Wiem – znów truizm, ale najwyraźniej dla wielu jednak nie.

   Proponowałbym zatem, aby szukając powodów do irytacji pani Królikowska-Avis przyjrzała się raczej tym publicystom, którzy dostosowali swoje poglądy do bieżących politycznych lub nawet finansowych potrzeb.

Łukasz Warzecha

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl