Moja radość, że pani Elżbieta Królikowska-Avis odniosła się do mojego poprzedniego felietonu, trwała krótko. Mniej więcej tyle, co przeczytanie pierwszego akapitu jej tekstu. Pani Królikowska-Avis nie odpowiedziała bowiem na żaden z moich zarzutów, za to stworzyła sobie kilka chochołów, z którymi zawzięcie się rozprawiała.

Na początku moja polemistka stwierdziła, że jeszcze niedawno upierałem się przy twierdzeniu, że „dziennikarz musi być obiektywny”, lecz na szczęście przejrzałem na oczy. Być może pani Królikowska-Avis mnie z kimś myli, zwłaszcza że kawałek niżej przyznaje sama, że „rzadko czytuję teksty Łukasza Warzechy”, co nie przeszkadza jej w wielu punktach tekstu wyrażać dość stanowczych opinii na temat moich poglądów. A w innym jeszcze miejscu stwierdzać, że nie wie, jakie właściwie są.

Otóż są od wielu lat bardzo czytelne, co może potwierdzić duża grupa moich wiernych czytelników. Nie miejsce tu, aby je relacjonować. Być może jednak dla pani Królikowskiej-Avis wyraziste są jedynie poglądy takie, które trzymają się partii, nie oceny spraw i problemów. Nie wiem, bo – szczerze mówiąc – też nie jestem wiernym czytelnikiem jej publicystyki.

Jedno natomiast jest łatwe do sprawdzenia: nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że „publicysta ma być obiektywny”. To nietrudne do zweryfikowania, bo mówiłem o tym podczas wielu dyskusji i pisałem w różnych tekstach już wiele, wiele lat temu, że publicysta (nie mylić z dziennikarzem informacyjnym) nie tylko może, ale nawet musi mieć własne poglądy i ma prawo je wyrażać, bo z tego żyje. Zdanie w tej kwestii nie zmieniłem, zawsze tak uważałem. Od polemistów oczekiwałbym, że nie będą używać tego typu nierzetelnej argumentacji, przypisując mi poglądy, których nigdy nie wyrażałem.

Pani Królikowska-Avis jest niestety również nierzetelna w relacjonowaniu tez mojego tekstu. Pisze na przykład:

Nie wiem, skąd Łukasz Warzecha wziął informację o moich afiliacjach partyjnych, skoro nawet ja nic o tym nie wiem. Nigdy do żadnej partii nie należałam, a jedyną organizacją masową, której byłam członkiem, to „Solidarność” – co mojemu koledze po piórze, pewnie z racji wieku, nie było dane. Z tej właśnie, generacyjnej przyczyny, powojenna historia Polski przeszła mu koło nosa i pozbawiła doświadczeń i wielu ważnych odniesień. 

W żadnym miejscu nie pisałem o „partyjnej afiliacji” mojej polemistki, zaś wyższościowy ton, który pojawia się w przytoczonym akapicie, zdradza jedynie słabość argumentacji. Mogę go zresztą odwrócić i napisać, że to pani Królikowska-Avis jest niewolnikiem systemu odniesień i skojarzeń, wyniesionych z okresu, o którym pisze, co nie pozwala jej spojrzeć na dzisiejsze media (i Polskę) z perspektywy nowoczesnego myślenia o państwie, nie zaś w kategoriach wojennych.

Niestety, w żadnym punkcie swojego tekstu pani Królikowska-Avis nie była uprzejma odnieść się do mojego podstawowego zarzutu, dotyczącego jej wypowiedzi w Klubie Ronina. Zarzut ten – przypominam – brzmi tak, że uznaje ona własną opinię – opinię, nic ponadto – na temat obecnej władzy za normę powszechną i w związku z tym stwierdza, że krytykowanie tej władzy jest „bez sensu”. W jej odpowiedzi dużo jest o konserwatyzmie. Żeby pokazać, na czym polega błąd pani Królikowskiej-Avis, zatrzymam się na moment przy doktrynie konserwatywnej.

Otóż, szanowna Pani, istnieje w Polsce całkiem pokaźna grupa odwołujących się do konserwatyzmu liderów opinii, którzy nie uważają – całkiem odmiennie niż Pani – że obecna władza jest konserwatywna. Ja także tak nie uważam i w wielu moich tekstach można znaleźć obszerną argumentację. Tu nie będę jej przywoływał, bo portal SDP nie jest miejscem na tego typu dyskusje o polityce. Problemem jest, że Pani sądzi, iż Pani czysto subiektywna ocena ma tworzyć punkt odniesienia i normę dla wszystkich. Mało tego, wspiera to Pani pompatycznymi stwierdzeniami: „Czy nie czas, aby przypomnieć, że – obok ważnej powinności dziennikarza »patrzeć na ręce władzy« – jest inna, »dziennikarz winien pisać prawdę«?”. Czy naprawdę nie rozumie Pani, że do kategorii „prawdy” – co w warunkach publicznej debaty powinno oznaczać niemal wyłącznie możliwe do zweryfikowania fakty – zalicza Pani własne, autorskie oceny obecnej sytuacji? Pani zdaniem „prawdą” jest, że PiS to formacja konserwatywna, a więc odwołujący się do konserwatyzmu publicysta nie może jej krytykować. Nie, szanowna Pani, to nie jest „prawda” – to jest pogląd, jeden z wielu. Z którym akurat ja się nie zgadzam i mam do tego prawo. Nie jestem tu zresztą sam.

Szkoda, że w długim wywodzie pani Królikowska-Avis nie znalazła miejsca, żeby odnieść się do najważniejszej opisanej przeze mnie zasady: że publicysta ma mieć poglądy na konkretne sprawy, a nie partyjne sympatie, i według tych poglądów powinien identycznie oceniać wszystkich aktorów życia publicznego. To, co było złe podczas rządów partii X, jest tak samo złe podczas rządów partii Y. Nepotyzm nie stał się dobry tylko dlatego, że uprawiają go „nasi”. Wysokie podatki – jeśli uważa się je za szkodliwe – są tak samo złym rozwiązaniem, obojętnie, kto rządzi. I tak dalej, i tak dalej.

Kończę ten cykl polemiczny, kolejny raz wyrażając zawód, że środowisko dziennikarskie (a konkretnie SDP) dotychczas nie zorganizowało poważnej debaty (i w formie dyskusji, i w formie starcia tekstów) poświęconej temu, jak dziennikarze powinni się sytuować wobec władzy. Jak widać, na to pytanie odpowiedzi bywają bardzo różne. A jest to jedno z najważniejszych pytań od paru lat. Niestety, uparcie ignorowane.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl