Powszechną praktyką stało się cytowanie opinii anonimowych internautów nawet w wiadomościach prezentujących najważniejsze wydarzenia dnia w kraju i na świecie. I tak np. przemówienie prezydenta Polski, komentuje anonim podpisany trelekmorelek, a lidera PIS niejaki babol – telewizyjni prezenterzy cytują anonimów i dla utrwalenia treści - na ekranie pojawia się jeszcze wersja tekstowa tego komentarza. Coraz częściej zastanawiam się, co miałabym cytować, gdybym musiała w podobny sposób upowszechniać wpisy anonimów znajdujące się pod artykułami, zamieszczanymi pod oficjalną winietą takiej czy innej gazety?

  Anonimowość rozzuchwala, a hejter jest bezkarny i groźny. O tym, że portale mogą przyczynić się do depresji czy nawet i śmierci adresatów agresywnych ataków – to już wiadomo, ale że ktoś wreszcie powinien ponieść odpowiedzialność, wiadomym jest dopiero teraz, gdy po samobójstwie 14-letniej Brytyjki zabrał głos premier tego kraju.

 Często spotykam się (nawet na forum prawnym) z opinią, że internauta jest osobą publiczną, która uczestnicząc w dyskusji, ma prawo wygłaszać swoje poglądy. Uczestnicząc w tej dyskusji, wyraża zgodę na ich ocenę przez innych, czyli musi być gotowa na krytykę przez innych użytkowników, a w związku z tym wykazać większy stopień tolerancji i odporności wobec niepochlebnych opinii, a nawet brutalnych ataków. W tym miejscu mam pytanie: Dlaczego muszę wykazywać większy stopień tolerancji i odporności wobec napastliwych komentarzy w sieci, które ośmieszają lub krzywdzą kogoś publicznie? Dlaczego z imienia i nazwiska znam ofiarę ataków, a nie znam prawdziwego imienia i nazwiska tego, który atakuje? Czy to rodzaj nienaruszalnej świętości anonima?

<p>W dyskusjach padają stwierdzenia, że forumowicze mogą wypowiadać się językiem typowym dla społeczności internetowych. Rozumiem, że sieć daje dowolność, zabawę i luz. Rozumiem, że nie musi ujmować poetyką słów, rozumiem, że nie musi to być język poprawny gramatycznie, ale nie rozumiem, dlaczego w języku typowym dla społeczności internetowych mają funkcjonować powszechnie wulgaryzmy, słowa obelżywe i pomówienia? Rozumiem, że w sieci obowiązuje skrótowość, inny sposób obrazowania emocji, ale czy w odbiegającej od norm komunikacji ma być także zniewaga? Nie rozumiem, dlaczego podkreślenie ekspresji wulgaryzmami jest akceptowane w sieci, a w realu można za to ponieść karę? Dlaczego – inaczej mówiąc - sformułowania, które można by uznać za obraźliwe w powszechnej komunikacji, niekoniecznie naruszają dobra osobiste, jeżeli są użyte na forum internetowym?

  Powyższe pytania stawiam przede wszystkim w kontekście anonimowego forum oficjalnych gazet (nie tabloidów), bo to że ludzie takich czy innych upodobań, nazwijmy to estetycznych, gromadzą się w określonych grupach i tam gaworzą w sobie wiadomym języku, mnie nie interesuje. Interesuje mnie zaś to, co znajduje się przy tytułach gazet, bo tam wiadomości czytają wszyscy. Smuci mnie, że tytuły z dużym doświadczeniem wydawniczym, są bezwolne wobec anonimowych komentatorów w sieci, którzy nie skupiają się na merytoryce przedstawionych spraw, lecz na obrażaniu osób oraz na obrażaniu siebie nawzajem tak, jakby to był ring, na którym liczy się jedynie wymiana ciosów. Czasem mam wrażenie, że forumowiczom w ogóle nie chodzi o gazetę, lecz o miejsce do przywalania. Powody, dla których ludzie w anonimowym wcieleniu lubią to robić, wyjaśnić może socjolog lub psycholog, może i lekarz rodzinny, mnie tylko zohydza to do gazet.

 Żadna z gazet nie publikuje anonimowej, wulgarnej opinii, na swoich łamach w druku, ale zezwala na upowszechnianie jej na anonimowym forum i to pod swoim szyldem - dlaczego? Czy gazety pozwalając na takie wpisy w imię wolności słowa nie skręcają się ze wstydu, że chamstwo kwitnie pod ich winietą? Współczuję, ale nie bardzo rozumiem, dlaczego anonimowy internauta ma być królem demokracji.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl