Jestem pod wrażeniem kolejnej, bo szóstej już edycji telewizyjnego programu (Polsat) „Must Be The Music”. A szczególną rolę w tym wrażeniu odgrywa juror Adam Sztaba. To pan Sztaba posłał w eter komunikat, który mnie zmroził. Wg mnie pan juror otarł się o stereotyp bliski dyskryminacji. Ujęłam to specjalnie tak jaskrawo używając zwrotu „dyskryminacja”, by zwrócić uwagę na posyłane sygnały, bo te zapadają się w świadomości ludzi jak wskazówka lub straszak.

Kandydatów na gwiazdy oceniają jurorzy w składzie: Kora, Elżbieta Zapendowska, Adam Sztaba i Wojtek Łozo Łozowski. VI edycja show ruszyła w niedzielę 1 września, początek o godz. 20.00. Jak czytam na portalu Polsatu, średnio każdy odcinek programu oglądało 3 mln 255 tys. widzów, domyślam się, że teraz nie będzie inaczej. Już w pierwszym odcinku spotkaliśmy osobowości, które podbijały serca, dziwiły konwencją (jak można śpiewać mistrzowsko fałszując), poruszały niecodzienną mocą (dziewczyna z gitarą, samouk).

“Must be the music” powstał na licencji słynnej amerykańskiej firmy Shine International, potentata na rynku mediów, należącej do Ruperta Murdocha.

Czytam też w Internecie, że to pierwszy talent show, w którym za pomocą Facebooka uczestnicy programu mogą zarabiać pieniądze za wykonane utwory. To widz poprzez kliknięcie piosenki swojego ulubionego artysty, daje mu szansę nie tylko na sławę, ale również na wymierne korzyści finansowe. Na specjalnie utworzonym profilu facebook.com/tylkomuzyka, można obejrzeć występy uczestników oraz ciekawostki.

Polskim producentem show jest firma Jake Vision i urodzony w Holandii niezależny reżyser, realizator wizji i scenarzysta, Jan Kępiński, który ma na swoim koncie takie programy jak: „Taniec z gwiazdami”, „Szymon Majewski Show” czy „Milionerzy”. Bardzo prosty program na bardzo obwarowanej zasadami licencji.

Program „Must be the music” z założenia stawia na ludzi uzdolnionych muzycznie, którzy śpiewają, grają – po prostu są muzyką. Podczas castingów znalazły się w Polsce zespoły pop, soul, rock, blues, folk, metal, wokaliści, chóry, orkiestry, instrumentaliści i beatboxerzy. W reklamówce programu pojawiają się gęste zapewnienia, że „Must be the music” to najlepszy muzyczny show, w którym mogą wziąć udział wszyscy, którzy śpiewają lub grają na czymkolwiek. Zatem drzwi otwarte, dla ludzi kreatywnych. Ale Adam Sztaba jednym zdmuchnięciem świeczki, zaczernił ten obraz. Zrozumiałam to w odsłonie pierwszej VI edycji i chyba w ogóle za późno na to wpadłam, przypuszczam bowiem, że takie sygnały mogły być wcześniej już wyrażane, a punkt widzenia pana jurora to „oczywista oczywistość”.

Tego dnia prezentowali się w programie jak zawsze różni wykonawcy - ale skupiam się na ocenach pana Adama Sztaby. A zatem, przy Ewie Lewandowskiej, której tata pochodzi z Kamerunu, powiedział on, że pomogły jej afrykańskie geny. Dobrze, ale dziewczyna była rezolutna i odparła, że polskie też są dobre. Co według mnie wyraźnie rysuje taki oto obrazek? Że polskie jest co najwyżej średnie, obce jest zawsze genialne. Widać to po programach polskich stacji radiowych gdzie dominuje produkcja obca, polska zwykle nie zajmuje nawet połowy miejsca na antenie (nikt nie daje jej szans?). I teraz główny punkt spostrzeżeń co do ocen pana jurora. Na scenie pojawia się 58-letnia Alicja Herod. Pani dała rockowego czadu, śpiewając czysto i z ogniem One Change My Heart - Joe Cockera. Troje jurorów dało ocenę na TAK, pan Adama Sztaba na NIE. Dlaczego? - Rzadko zdarza się, by nasze pokolenie śpiewało rytmicznie. Pani to robi - powiedziała jurorka pani Ela Zapendowska. - Babcia petarda - skomentował pan Sztaba. - Dlaczego - NIE? Bo nie widzę sensu. Ale nie będę tego tłumaczyć, uznajmy, że to ja mam problem.

Tak, to problem pana Adama Sztaby. Chodzi o wiek, o płeć, może ogólnie o urodę. Chodzi o babcię – petardę, powiedzmy wprost. Nie chodzi o talent czy po prostu o dobrze zaprezentowane rzemiosło (o sztuce już nie wspomnę, bo pani Alicja nią żyje). Babcia ma siedzieć w domu. Nie ma prawa korzystać z zaproszeń do programów o otwartej formule. Nie może wejść w publiczną strefę, bo to nie ma sensu. Jakiego sensu? Że za późno? Na co? To się nazywa dyskryminacja. I to jest wstyd.

Elżbieta Mierzyńska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl