Stojąc w drogowym paraliżu na Sikorskiego w Olsztynie, ogarniam myśli  po dwóch publikacjach. Poruszył mnie wywiad Gazety Olsztyńskiej z pisarzem Mariuszem Sieniewiczem, gdy podał argumenty na to, że Olsztyn nie jest miastem wojewódzkim, lecz jest jedynie  powiatowym oraz zirytował mnie Teo Szacki, postać skonstruowana przez pisarza Zygmunta Miłoszewskiego, który mi zapałki umieścił pod powiekami, bym nie zasnęła  i zmusił do czytania bez przerwy książki grubej jak cegła (nie zrozumiałam zakończenia, ale to już inna sprawa).

 Sieniewicz Olsztynem potrząsa, ale już Szacki, to za przeproszeniem na Olsztyn rzyga. Refleksje (i podpowiedzi szeleszczące między wierszami jak wiatr) z obu tekstów (wywiadu i książki) układają mi się w siedem grzechów głównych.

Siedem grzechów głównych Olsztyna zatem to:

  1. Zawsze jest czerwone. Światło. Zawsze jest czerwone dla każdego bez różnicy, czy kiedy chcesz przejść, czy kiedy chcesz  jechać. Zawsze stoisz, czekasz, klniesz i zawsze dziwisz się całej tej inżynierii utrudnień. Czerwone przenosi się także na inne sfery życia. Coś chcesz zrobić, ale nie możesz, bo jest czerwone. Czyba, że sam stajesz się inżynierem inżynierii.
  2. Błoto i mżawka. Wszyscy mają upaprane  buty, łapią wirusy i brakuje im uprzejmości. To rodzi szarość duchową i nie można polegać na kimkolowiek bez wcześniej umocowanych gwarancji, że może być inaczej. 
  3. Fatalna architektura i beton. Jedna Galeria Warmińska nie uratuje innych współczesnych wyczynów, bowiem żadne wymuskane pudełko nie może konkurować z przedwojennymi budowlami, nawet koszarowymi. A beton jest wieczny i musi być dziś wokół domu zamiast drzew. O parkingach – zapomnij, nie ma takiej opcji.
  4. Zerowe zaufanie do prokuratorów. Szacki mnie przekonał, że tak jest. Z braku komptencji nie rozwinę wątku. Może to daje się odnieść do władzy w ogóle i wtedy robi się naprawdę strasznie. 
  5. Jedenaście jezior. Zwyczajnych jezior. Do bólu i do znudzenia w sytuacji miasta w mżawce z jedenastoma jeziorami. Sieniewicz tak twierdzi z mocą, a Szacki tak mówi w złości.
  6. Jest jakaś pani Kwietniewska, a pod ręką jakiś kret. Środki do rozpuszczenia, może przy okazji też zniszczenia. Spece.
  7. Sztuczki. Nieważne jakie. Jednakowo atakują jak szaleniec z mechaniczną piłą i nigdy nie zrozumiesz, dlaczego muszą kiedyś dopadać każdego, choć zawsze przecież przychodzi wiosna i świat pięknieje. Wiosną wszyscy pójdą na piwo, w przyjemny sposób niwecząc przebrzydle inny obrót spraw w mieście jedenastu jezior i szarych mżawek. Zmartwychwstają w ugodzie  na cudowną chwilę. 

 

I to na razie wszystko. Szacki  w „Gniewie” mnie zmiażdżył, bo tak chciał Miłoszewski. Sieniewicz mnie zmiażdżył, bo wybudził jak misia z zimowego snu i pyta o kulturę, którą ja dostrzegam, ale on nie! Ulica Sikorskiego w Olsztynie miażdży mnie codziennie bez kultury miasta wojewódzkiego  i bez fantazji Miłoszewskiego. Dlatego takie, a nie inne,  myśli mnie naszyły. Postaram się jakoś z nich wygramolić mimo mżawki...

Elżbieta Mierzyńska   

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl