Dość  zaskakująca jak dla mnie  okazała się  w mediach dyskusja o wieku. Po strajku lekarzy, górników i przy rozwijającej się akcji rolników,  w sytuacji, gdy tyle problemów topi sprawność w zarządzaniu państwem, wypowiadanie komuś wieku wydaje się dziwaczne.  Ale to mało!  Nareszcie zaczęto  wypominać wiek panom – a to już raczej mnie cieszy. Dotąd bowiem uporczywie liczono lata kobietom.

Prawie nigdy nie daje się szans  paniom, które   pewien wiek mają widoczny na twarzy. Kobiety więc wydeptują ścieżki do chirurgów plastycznych, prywatnych trenerów i stylistów, aby tylko opakować się w nowsze ciało i utrzymać modny look.  Choć  rozmawiają potem pięknie i mądrze o dyskryminacji (nawet nie tylko  tej ze względu na wiek), to i tak ze strachu robią wszystko, by wiek swój zamazać. Męczą się, zżymają, buntują, protestują, dyskutują, dowodzą swoich zdolności na wielu etapach życia publicznego, a  jednocześnie żyją w strachu lub co najmniej w przeświadczeniu, że ktoś i tak im zaraz powie, że są za stare.

I oto mam odrobinę odrodzenia. Okazuje się, że panowie też mogą być za starzy, choć przecież nie tracą nic ze swojego charakteru,  mają mocne nazwisko i cenne doświadczenie, a jednak pojawia się cień wątpliwości, rodzaj rysy na szkle, że oto wchodzą w wiek…  Nareszcie się starzeją, dodam. Tak samo jak kobiety, uzupełnię. I to odkrycie właśnie  mnie cieszy. 

Jako kobieta jeszcze czynna zawodowo, ale  i pasjonatka swobodnej działalności twórczej, zawsze źle znosiłam  ocenianie mnie ze względu na płeć, wiek, pochodzenie (czyli obecnie to stan majątkowy i krąg  znajomościowy, czy też krąg politycznych umocowań)   oraz poglądy. To straszliwie poniżało, zabierało wolność, zeszmacało oceny. Nie chcę być przyduszana tylko dlatego, że mam jakiś  wiek, a nie mam pewnych znajomości. Chcę pracować, tworzyć, żyć.  I tyle. Dlatego apeluję: dajcie spokój  starszym panom! Wielokrotnie nudziłam się na posiedzeniach organizowanych przez młodych zdolnych, bo oprócz prezentacji nowych haseł (najczęściej w języku angielskim, żeby było światowo)  i wizualizacji, nie wnosili  do sprawy budującego konkretu. Dlaczego zatem nie oceniamy ludzi  po tym, co kto robi, a tylko po tym kto to robi?

Przepraszam, ale już  przy okazji  to nawet zaczynają mnie  irytować  rozmowy w „Kropce nad i”, gdy słyszę od prowadzącej, że pan panu powiedział to i to, więc co pan (kolejny pan!) na to? Nic na to ten pan. Tupiemy w miejscu i to bez względu na wiek.  Młodzi nie mogą się rozwijać, starzy nie mogą funkcjonować, a panowie panom wytykają słówka.  Sterczymy jak patyki w płocie między Kargulem a Pawlakiem, jakby Europy nie było.

Elżbieta Mierzyńska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl