Dyzmizm to określenie krytyka literackiego Anny Tarskiej, które obecnie pojawiło się na ustach ludzi, oszołomionych brakiem wiedzy (czego jeszcze?) u polskiej dziennikarki, której amerykańska aktorka musiała powiedzieć, że Polak, Jerzy Grotowski, zasługuje na wiele pomników. Dziennikarka nie wiedziała, kim jest ten ważny jegomość. Oszałamiająca jest zatem niewiedza, nonszalancja, utwierdzanie nas w tym, że bywanie na salonach oznacza bycie kimś, a nie jakaś tam wiedza o istocie rzeczy. Dlatego dziennikarka zapewne więcej wie o sukni gwiazd na czerwonym  dywanie, niż o kimś takim jak Grotowski. Stała się obciachem zatrudnionym w modnej stacji  do zadawania pytań w rodzaju „jak się panu grało z panią”, marnotrawi czas, lekceważy widza, który chce usłyszeć coś więcej niż zdawkową wymianę uprzejmości okraszoną radosnym chichotem. Najbardziej dziwne w tym jest to, że choć  dziennikarka jest teraz na widelcu krytyki, to wcale tak bardzo  nie jest winna  tej sytuacji, a ja wobec tego powinnam po prostu być życzliwa. Pani dziennikarka  jest przecież produktem tego, co wymyślają wielcy kreatorzy współczesnych mediów. Ona jedynie realizuje pewien sformatowany plan.    

Plan dotyczy odbiorców pogubionego świata, w którym jak dawniej pyszni się  dyzmizm. Plan dotyczy programów na talent, który nie obchodzi nikogo, a jurorzy zyskują najwięcej. Plan dotyczy karier, tych  wirtualnych, ale i tych realnych. Plan dotyczy świata, w którym łatwo zostać gwiazdą z przypadku, wystarczy to wyczuć, być trendy. Plan dotyczy tego, że nawet idealna miernota odnosi największy sukces, bo zdarza się to zawsze  w wyjałowionym środowisku miernych, bezproduktywnych ludzi, strzegących swego monopolu na władzę. Plan dotyczy  bycia kimś, będąc nikim, czasem wystarczy jedynie biegać po mieście w stroju pająka. I w tak nakręconym   świecie rozwija się plastikowy mózg. To plastikowy mózg wie,  że o popularności zdecydują zwykłe lajki, a nie żmudne drążenie sztuki.  Plastikowy mózg nie potrzebuje Grotowskiego, wystarczy zdjęcie z wmontowaną twarzą przy plakacie  gwiazdy, wystarczy być zabawnym.

W kontekście do tego paradoksalnego wydarzenia, zastanawiam się jeszcze, jak plastikowy mózg, ten wytwór współczesnej kultury, ogarnia pragnienie  biednego emeryta, który chce pograć na organce w miejskim klubie. Czy powie mu, co jest bardzo prawdopodobne,  „spieprzaj dziadu”? A czy z kolei  to samo powie bogatemu arystokracie z Anglii, gdy ten w wieku emeryta chce tańczyć w balecie? Czy plastikowy mózg pojmie, że biedny emeryt w Polsce i arcybogaty Jan Żyliński  w Anglii myślą tak samo o życiu – chcą mieć w nim miejsce dla siebie do końca? To świat raczej odległy od dziennikarek i dziennikarzy popularnych programów, choć niewykluczone, że mieliby w nim swoje groteskowe role  w parateatrze Grotowskiego. 

Elżbieta Mierzyńska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl