„Bitwę pod Grunwaldem” konserwowano dwa lata. „Pomarańczarkę” – półtora roku. Pochylały się nad obrazami zespoły konserwatorów w białych rękawiczkach, żeby niczego nie popsuć i nie zmienić. Żeby zachować to, co było, a tylko ponaprawiać i poleczyć w miejscach, które tego wymagają. Jakimś cudem ta konserwacja była jeszcze możliwa. Ale to się pewnie zmieni, bo z urzędniczego języka dawno już poznikały stare poczciwe słowa: „uporządkowanie”, „odświeżenie”, „odnowienie”, ”naprawienie”, „konserwowanie”.

Teraz mamy czasy „rewitalizacji”, które to słowo brzmi niemal tak dumnie jak restauracja czy tam inna regencja. Więc im ważniejszy urzędnik, tym większe rewitalizacje. Smyk czy Rotunda będą po „rewitalizacji” nowiuśkie. Tak samo stary grochowski Park Polińskiego. Albo Aleja Wedla nad Jeziorkiem Kamionkowskim, która po gombrowiczowsku i jest i nie jest częścią zabytkowego Skaryszewskiego ale w sumie to przecież wszystko jedno.

Rewitalizacja to najczęściej dopust boży dla okolicy ale nie po to jest okolica, żeby się nią zaraz przejmować. No więc bywa tak: Ważny Urzędnik staje sobie przypadkiem na skraju czegoś zielonego. Zielonego nie lubi, bo tylko liście toto gubi i sprzątać trzeba.

Podszedłby Ważny Urzędnik do plota ale płota nie ma. Co robić, panie? Płot trza postawić, bo bez plota nie ma jak żyć. Ogrodzić musowo.

No ale jak już ogradzać, to i trza ogarnąć to za tym płotem, co zaraz będzie.

Znaczy trzeba teren zrewitalizować. Czyli to co jest, w zasadzie – won. Drzewa jakieś stare, pewnie próchno. Krzaczory gęste, tylko ptaszyska dzioby dra jak wściekłe - też w zasadzie won.

Ludzie tam łażą po jakimś asfalcie z dziurami. Co tam dziury łatać – won i jakieś mineralne cóś podłożyć, będzie światowo. Na ławkach tam siedzą, rozpierają się plecami, lenie patentowane. Damy im betonowe murki, niech nie siedzą za długo i nie myślą, bo to szkodzi.

Ważny Urzędnik jest Urzędnikiem wybranym. Ma wadzę i działa bardzo zgodnie z prawem.

Nazamawia projektów, narozpisuje przetargów, głową na zgodę wybrańcom pokiwa i zaraz wjadą rewitalizować wielkie kolorowe maszyny.

Rozkopią, powycinają, powywożą, nakładą nowego, nawsadzają patyczków i innych modnych trawek pnących. Co tam trzeba nabetonuja, no i nastawiają płotków. Jeden płotek dla zwierzątek. Drugi płotek dla maluszków. Trzeci plotek dla palących. Czwarty dla piłkę kopiacych. Piąty dla jedzących śniadania w zielonym. Szósty …

Potem zaprosi się ludność i powie jej wyraźnie: No! Zachwycać się tu, prosiemy.

Zrewitalizowany świat z płotami i betonem gotowy. Ważny Urzędnik może w końcu podejść do płota i oddać się refleksji. I to jest w końcu życie!

Bogu dzięki, że nie wpuścili jeszcze Ważnego Urzędnika do takiego, na przykład, Muzeum Narodowego. Stanąłby przed Matejką, przed „Bitwą pod Grunwaldem”, dajmy na to. Duża jest, więc na pewno by trafił. Zobaczyłby, że farba na obrazie trochę blaknie, gdzieś tam się werniks przeciera albo ciemnieje. Zawołałby: rewitalizacja! I już by było po ptokach. Nowych farbek by się nakładło, podobrazie zmieniłoby się na cóś nowocześniejszego, a i to, co tam namalowane trzeba by przykryć jakoś, bo to przecież nie z tej ziemi. Ten facet na tym koniu – ledwo się na nim trzyma. Po co w ogóle koń? Trzeba mu dać quada, żeby się szybciej sprawił z tą całą zgrają. Koniecznie trzeba domalować!

Szkoda, że betonu tam dać nie ma jak, chociaż w sumie… zawsze można strzelić betonową ławkę przed obrazem, niech się ludność nie czuje za wygodnie w obliczu sztuki. Twarde jest, to siądzie na chwilę i dalej polezie.

A znów z tą „Pomarańczarką”… Co ta baba ma na głowie? Domalujcie jej normalną bejbolówkę albo cóś. No i po co ona te pomarańcze w koszyku trzyma. Dać tu reklamę frisco i niech się kobita nie meczy.

I niech wreszcie wszędzie będzie jak trzeba. Żadne stare. Po nowemu.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl