W sprawie: niewątpliwie i w zgodzie z prawdą historyczną tematu: „niemieckie obozy zagłady” (deutsche Vernichtungslagern), „niemieckie obozy koncentracyjne” (deutsche Konzentrationslagern) mimo tak szeroko zakrojonej dyskusji obecnie, w kraju i za granicą, pomijamy istotę problemu. Nikt nie ma wątpliwości i-na szczęście nikt tego nie neguje-że: po pierwsze: idea wymordowania wszystkich Żydów i ostatecznego rozwiązania problemu obecności osób żydowskiego (Endloesung der Judenfrage) pochodzenia w Europie i ich totalnej i tak haniebnej likwidacji do zera była niemiecka. Wymyślona została przez Niemców, pochodziła od decyzji i postanowień niemieckich organów. Całkowicie realizowana i brutalnie wprowadzana w życie była przez Niemców. I kierowana przez Niemców.

I nikogo więcej. Jeśli znaleźli się jacyś pomocnicy, to i tak nie zmieniało to faktu realizacji niemieckiej idei i żadnej innej. Co chcę jasno wyrazić. Obrzucanie członków innych nacji błotem, czy próbowanie wmawiania antysemityzmu, bo ktoś się połączył do morderstw dokonywanych przez Niemców wzmacnia tylko fakt, iż bez Niemców i dawanego przez nich przykładu Holokaustu by nie było. To Niemcy pokazali nienawiść do innej nacji. I takie uczucia wprowadzali w życie. Drogowskazem-tu też nie ma żadnych wątpliwości-były właśnie takie idee, myśli zapisane przez niejakiego Adolfa Hitlera w „Mojej walce” (Mein Kampf) Pisał przecież o tym wprost. I Niemcy, niemiecka opinia publiczna właściwie milczała. Podnosili ręce w hitlerowskim pozdrowieniu i wręcz wyli na ulicach, by okazać swoje poparcie widząc przejeżdżającego wodza. Napisałem „właściwie”, bo owszem były nieliczne i niezauważalne protesty intelektualistów, całkowicie pomijane przez ogół. To ten „ogół” i jego poparcie dla Hitlera, a także dla myśli zapisanych w „Mein Kampf” stanowiło przygotowanie dla Holokaustu. I dla konferencji w Wannsee/pod Berlinem 20 stycznia 1942 r., gdy nadano ostateczny kształt idei wymordowania w s z y s t k i c h europejskich Żydów (przypadkowo ocalał jeden dokument-sprawozdanie z tej konferencji, bo Niemcy kazali je zniszczyć). Tak, wszystkich Żydów! To był niemiecki plan. Nikt inny tego nie zaplanował w Europie, ani na świecie.

9 lat temu w USA ukazała się książka w której autor dowodził, iż to co się działo potem w Niemczech w latach 30-tych i sam Holokaust było niczym innym, jak pokłosiem utrwalonego i wcześniejszego antysemityzmu w Niemczech. „Rzeczpospolita” w „Plus Minus” ukazywała to wtedy jako zdecydowane protesty Niemców przeciwko wiązaniu ich antysemityzmu z Holokaustem.

Z kolei 6 lat temu badania wykazywały, iż co piąty Niemiec jest ukrytym antysemitą. Po antyżydowskie stereotypy mieli sięgać nie tylko neonaziści, ale i politycy lewicy, a nawet dzieci - alarmowali autorzy raportu dla Bundestagu.

Czy coś się zmieniło przez te kilka lat? Chyba to, że to właśnie Niemcy zaczęli przypisywać częściowo Holokaust innym narodom, w tym Polakom.

Jak pisał wpływowy i opiniotwórczy niemiecki tygodnik „Die Zeit” określenie o obozach z przymiotnikiem „polski” ukazywało się, i cały czas się pojawia 130 razy na całym świecie w każdym roku. Czyli praktycznie co trzeci dzień. Oto fala i zakres kłamstwa, które nabrało własnej dynamiki w powtarzaniu nieprawdy.

Wprowadzenie art. 55 a do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej:

Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości. Przepis ten stosuje się do obywateli polskich i do cudzoziemców” - spowodowało falę ataków. I konflikt polsko-żydowski.

Ale właśnie pod koniec lutego 2018 r. na spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim 50 Polaków, których Instytut Yad-Vashem uhonorował tytułem „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata” apelowało o porozumienie. Prezes Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata Anna Stupnicka-Bando odczytała w trakcie poniedziałkowego spotkania w KPRM apel „o powrót na drogę dialogu i pojednania”, który polscy Sprawiedliwi wystosowali do rządów, parlamentów i narodów Izraela i Polski:

„Nie zgadzamy się na skłócanie Żydów i Polaków. Apelujemy, aby nasze narody budowały przymierze i przyszłość, oparte na przyjaźni, solidarności i prawdzie-napisali w apelu do rządów, parlamentów i narodów Izraela i Polski.”.

Zapowiedziano spotkanie premierów Polski i Izraela.

Ale cały czas pomija się to, że w Polsce do momentu uchwalenia zmiany i wprowadzenia art. 55a...nie było żadnego przepisu prawnego pozwalającego na ściganie sprawców haniebnego kłamstwa o „polskich obozach”, zamiast prawidłowego „niemieckie obozy zagłady/koncentracyjne”?!

Nie było przepisu prawnego? A jak wykazała dotychczasowa praktyka, tylko na gruncie prawa można skutecznie ścigać sprawców tych czynów. Inne protesty dodają raczej kolorytu (akcja z obwożeniem baneru po Niemczech i Europie chociażby), ale nie stanowią skutecznej zapory. I stanowczo nie można się zgodzić z takimi wypowiedziami jak Anne Applebaum, publicystki „The Washington Post”, iż zwrot „polish death camps” w języku angielskim (uwaga w języku angielskim) to nic złego, bo to odniesienie geograficzne?! A gdzie precyzja? To dlaczego nie „obozy śmierci w okupowanej Polsce”, jeśli mamy już opuszczać „niemieckie”, czy „niemieckie, nazistowskie”. I prościej i w zgodzie z prawdą! I tak widmo „obozów zagłady/śmierci”, nawet za pośrednictwem publicystów wciąż krąży po Europie.

Wszystkie dotychczasowe procesy w Polsce wszczynano na podstawie art. 23 kodeksu cywilnego, czyli naruszeniu dóbr osobistych. A ich ochrona to zapis art. 24 kodeksu cywilnego. Ochronie w polskim prawie podlega tylko wtedy dobro osobiste, gdy w danej publikacji wymienia się konkretnie daną osobę, czyli gdyby było napisane: „Karol Tendera był więźniem polskiego obozu zagłady w Auschwitz” (proces w Krakowie; Sąd Okręgowy i Sąd Apelacyjny-wyrok z 22-12-2016 r. sygn akt I ACa I ACa 1080/16). A nie gdy napisano ogólnie o „polskim obozie zagłady w Auschwitz”. Taki ogólne unormowanie powodowało-zgodnie z zapisem polskiego prawa-, że powództwa takie należało...oddalić! Sądy polskie skutecznie uzupełniły katalog dóbr osobistych o „godność narodową” i „tożsamość narodową” (bo dopuszcza to art. 23 k.c. poprzez zapis „a w szczególności”) i w ten sposób uznawały, iż także wnuk byłego więźnia może starać się o ochronę jego dóbr osobistych (Sąd Okręgowy i Sąd Apelacyjny w Warszawie-wyrok z 30-03-2017 r. sygn akt I ACa 971/15) Lecz nie zmienia to faktu, że art. 23 k.c. i art. 24 k.c. odnoszą się do konkretnej osoby i z zasady powództwo takie ulega oddaleniu.

Żaden publicysta, czy komentator nie zastanawiał się jak to jest, że cały czas jest powtarzane kłamstwo, a w Polsce nie ma na to żadnego skutecznego (tak: s-k-u-t-e-c-z-n-e-g-o!!!) przepisu (bo jak wykonać sankcję z art. 55a jest też dyskusyjne!). I to takiego, że za takie kłamstwo sądy orzekały by szybko karę, którą by można było szybko wyegzekwować. Nie interesował się tym rząd, ani posłowie z rządzącej, czy też opozycyjnych partii. Nikt tego nie widział.

Dopiero burza wywołana nowelizacją ustawy o IPN i wprowadzeniem art. 55 a do niej wywołała debatę na ten temat. Czy nie potrafimy dyskutować uprzedzająco i zastanawiać się, co należy, czy też należałoby zrobić by Polska i Polacy mogli skutecznie bronić swoich praw?

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl