Mam szczęście. Albo może nie? – sama już nie wiem. Od kilku tygodni przeżywam powtórkę z czasu Komitetów Obywatelskich. Moje redaktorskie wcielenie siedzi zakopane w relacjach tych, którzy je przed  czerwcem ’89 je zakładali, chodzili do peerelowskich wojewodów, żeby im dawali lokal dla Komitetów, typowali swoich kandydatów do Sejmu i Senatu, zrzucali się na druk plakatów i kubełki z klejem, skrzykiwali ludzi na skwerach, placykach, w starych domach kultury, żeby kandydaci na posłów i senatorów się przedstawili.  Projektowali jak to będzie w nowej Polsce. Bez przerwy o tym rozmawiali. Ze sobą, w Komitetach i  z każdym, kto chciał. Że państwo będzie dla ludzi i zacznie ich słuchać, że instytucje wreszcie sprzyjaźnieją, że zniknie kolesiostwo i załatwianie wszystkiego po znajomości. Potem jeszcze wyznaczyli swoich ludzi do komisji wyborczych i wygrali wybory. Ten entuzjazm, ta radocha z wygranej – nie do wymazania z pamięci. To się nam naprawdę zdarzyło.

Niemal 30 lat później próbuję pomóc młodemu chłopakowi, który wypadł z systemu edukacyjnego. Parę lat temu zdał podstawowa maturę, dalej nie dal rady. Ludzie tak miewają, że rozpędu starcza tylko na drogę od punktu A do B, a C pozostaje absolutnie poza zasięgiem. Chłopak chorował, zaliczył kilka czarnych dziur, co to je doktorzy nazywają depresją i dają proszki. Ale się pozbierał. Rok temu chciał zdać maturę z tych przedmiotów, które mu potrzebne do studiów. Zapłacił za egzamin ale czarna dziura znów go dopadła i nie poszedł. Przez kolejny  rok robił powtórki materiału, zaparł się, czekał na tegoroczny termin. Az tu nagle dowiedział się, że go do tej matury nie dopuścili, bo nie zapłacił za egzamin. Myślał, ze oplata zeszłoroczna przejdzie na ten rok „z automatu”, więc poszedł do szanownych komisji wyjaśniać. Nic nie przeszło, trzeba było zapłacić w tym roku. To chciał zapłacić. Ale już było po terminie. To zaczął prosić, że mu zależy, że się pomylił, że zaraz te kasę wpłaci. Nie. Bo procedura. I Ustawa. I paragrafy. Dostał to „nie” na piśmie.

Ja, nieszczęsna sierota po pierwszej Solidarności i po tym czasie Komitetów też,  postanowiłam poprosić komisje z  „piętra wyżej”, czyli taka centralną żeby może rozpatrzyli, pochylili się, uwzględnili. Bo chłopak dzielny, pozbierał się, a tu teraz taki szturchaniec od systemu. W komisji siedzą jacyś mili ludzie, trzymają się tej swojej ustawy, czytają ją słowo po słowie i mówią, że „nie mają przestrzeni prawnej”, żeby wziąć od tego chłopaka te 50 czy tam ileś złotych i położyć przed nim arkusze egzaminacyjne. A bo prawo źle napisane, a bo nie on jeden, a że  już nawet była interpelacja poselska, żeby paragrafy poprawić, bo nie tylko temu jednemu chłopakowi tak się zdarzyło*. I już. Ma zdawać za rok, a przedtem uiścić w terminie.

Siedzę teraz  i zastanawiam się dlaczego sami sobie to robimy? Z każdą kolejną ustawą, z każdym nowym zarządzeniem tworzymy system, który pojedynczego człowieka nie może zauważyć, jeśli przypadkiem zdarzy mu się choć odrobinę odbiegać od formatki, którą ustawy dla niego wymyśliły. Nie można być za grubym, ani za chudym, za mądrym, ani za głupim, nie można się pomylić, nie można zrobić błędu, nie wolno, nie wolno, nie wolno. Mury które kiedyś podobno runęły, stoją jak zalane betonem.

Moja świąteczna flaga tego nie wytrzymuje. Się pomarszczyła.

*W zeszłym roku maturzystów było 258 030 , w sesji poprawkowej zdawało 47 897 osób. Ile z nich zdawało w takiej formule jak mój znajomy chłopak – nie wiem. Ilu nie zapłaciło w terminie? – podobno ten sam kłopot ma kilka tysięcy ludzi.)

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl