Czuję się odrzucona i jest mi z tym dobrze. Przez smsy wycieka nam dusza – przeczytałam miesiąc temu (wrzesień 2013) w tytule tekstu publikowanego na portalu gazeta.pl . Myślę o tym do teraz.

Jedyna taktyka, jaką można obrać, to niebycie na Facebooku, nieposiadanie IPhona. To jest potencjał, inwestycja. Przez te wszystkie kanały komunikacji, konta, esemesy, wycieka nam dusza - powiedziała Dorota Masłowska w wywiadzie „Dusza światowa”. Rozmowę z pisarką przeprowadziła Agnieszka Drotkiewicz. Książka trafia do księgarń, choć osobiście jeszcze jej nie spotkałam, ale myślę o tym cały czas.

Dorota Masłowska pojawiła się nagle, gdy z okazji swojej matury ucząc się pisała książkę – właściwie swoisty dziennik obserwacyjny, wiadomo, napisano o tym już wszystko. To także najmłodsza laureatka Literackiej Nagrody Nike, którą zdobyła w 2006 roku w wieku 23 lat za powieść „Paw królowej”. Raczej nie dopuszczała do siebie mediów, unikała opowiadania o sobie. Może dlatego dziś myślę o niej, że jest to postać ważna w szukaniu ocen współczesnej kultury polskiej oraz tego co i jak pod przykrywką garnka wewnątrz wrze.

Od około 10 lat mówi się mi, że trzeba być w sieci – rozumiem, jestem. Mówi się też jednak od lat kilku tonem absolutnego szyderstwa, że jak nie ma mnie na facebooku, to nie istnieję. Nie rozumiem, wyszłam z facebooka, więc cicho siedzę (choć nie wiem, czy znowu tam nie wejdę?). Publicznie nie wypowiadam się w tej sferze, po prostu robię swoje, ale kiedy przedstawicielka młodego (a więc wszystkowiedzącego) pokolenia wyznaje, że nie ma jej na facebooku i nie prowadzi bloga, to zaczynam nabiera

odwagi do wypowiedzi.


Z tekstu prezentującego rozmowę z młodą pisarką dowiaduję się, że świat kultury wysokiej nie daje upragnionego relaksu. Z aktywnej konsumpcji kultury ucieka się teraz w inne rejony – tak zrozumiałam. Bo gdy konsumpcja kultury podlega takim samym prawom jak każda inna konsumpcja, to można mieć uczucie przesytu książkami, filmami, muzyką, jeśli ma się z tym kontakt intensywny. Dlatego ten dostęp i bodźce z tym związane warto dawkować, wybierać, postępować ostrożnie. Jak wybierać?

Media często ustawiają konał dystrybucji tych dóbr – to mamy oglądać, bo świetne, tamtego słuchać, bo ma walory „hiciora”. A co z twórczością i kulturą, której media nie lansują, nie naprowadzają nawet skromnym hasłem, gdy na marginesie głównego nurtu coś się dzieje? Czy to coś, co jest spoza głównego nurtu i spoza obecności w mediach i przyzwyczajeń redaktorów, jest złe? Bo na przykład złe książki są, a Masłowska twierdzi, że je lubi, ponieważ „pomiędzy linijkami albo na źle zrobionej okładce możesz dostrzec marzenie, z którego zrobiona jest ta książka". Nie wiem, czy to jest odkrywcze stwierdzenie, ale mnie zatrzymuje ono w biegu. Marzenie – czy w Polsce można marzyć?

Szukając odpowiedzi na powyższe pytanie, jako pierwsza nasuwa mi się prosta odpowiedź – marzenie to te źle ulokowane, niedostrzeżone twórczości. Marzyciele to autorzy nieużytkowej sztuki, niegranej muzyki, niewykorzystanej energii, może też w znacznej części te wszystkie nieobecności na facebooku. To powinno być piękne poznawanie innych rejonów działania, takiego życia poza mediami, tej nieskrępowanej zasadami kreacji twórczej. Ale jak tam dotrzeć? Jak może to być odbierane przez tych, którzy konsumują inne dobra kultury popularnej?

Kiedy w wyszukiwarce internetowej wpisuję pytanie „Jaka jest dziś kultura polska?” pojawia się w jednej z pierwszych odpowiedzi adres strony eksperymentalnej biologiczno-historycznej socjologii krytycznej w wersji dla polskiego czytelnika, którego rezydencja nie jest ograniczona granicami państwa polskiego, by Ruch Przemiany Kulturowej miał szansę się rozwinąć i walczyć Pro Publico Bono. Można pisać na e-mail: demaskator@wp.pl

 

Na wyżej postawione pytanie o to, czym jest kultura polska, czytam tam (cytat ):

„Ona jest niczym, atrybutów brak. Elaborując to trochę dłużej: Tworzymy w Polsce kulturę ludzi niepoczytalnych psychicznie, swoisty osobowy typ społecznych „zombie”(bezwolny żywy trup, osoba silnie zniewolona i ślepo lub nieświadomie wykonująca polecenia osób kontrolujących ją). ”

 

Autor strony (Maciej P. Krzystek) zrobił sondę wśród internautów po tym, jak zarząd jednego z ośrodków kultury polskiej w Sydnej (Australia) zwrócił się do polskiego socjologa z nurtującym ich problemem: „Czym jest polska kultura, jakie są jej marketingowe atrybuty?”. Odpowiedzi były m.in. takie: Wierność, odwaga. nie mamy techniki, nie mamy zmysłowych tańców, ale mamy wartości, siłę woli, siłę ciągnącą nas do wolności po tylu próbach zniszczenia naszego państwa.

A potem już były przeważnie takie hasłowe stwierdzenia jak: bigos. Chopin, oscypki.  

 

Klika dni temu słyszałam dyskusję w programie telewizyjnym „Tak jest” o inteligencji, o tym, czy w Polsce jest za dużo ludzi z wyższym wykształceniem (w kontekście, że za mało spawaczy) i czy np. uniwersytet w Olsztynie oddziaływuje na piękny, ale biedny region warmińsko-mazurski. Odpowiedzi zaproszonych uczonych były z konieczności skrótowe, ale można z nich było wywnioskować, że w takim regionie jak Warmia i Mazury brakuje ośrodków kultury i że jeśli postawi się na nie, wszystko jak silnik dostanie paliwa (przykładem Wrocław).

 

Zbierając myśli dotyczące osobowości Masłowskiej, czytając odpowiedzi na pytanie „Czym jest kultura w Polsce” i zestawiając z tym, co dają mi media, dochodzę dziś do wniosku, że w Polsce nie ma gruntu do marzeń, nie ma paliwa. Nie kojarzę marzycieli z osobami nieprzydatnymi. Kojarzę ich z entuzjazmem, który mogą oni znaleźć w zasadzie w każdej aktywności, a której brakuje na co dzień. Wystarczy włączyć telewizor i zobaczyć, że gwałt, plotka, skandal, polityk do polityka i sukienka celebrytki mają budować nam kolejny dzień życia w Polsce w przekonaniu, że nic więcej poza tym się nie dzieje. Żeby wywołać emocje, trzeba pokazać pobite dziecko lub zagłodzonego psa. Wrażliwość społeczna spada, zostaje zachowanie… (przepraszam) - stadne?

 

Elżbieta Mierzyńska

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl