Z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim o granicach między dziennikarstwem i polityką rozmawia Błażej Torański.

Joanna Lichocka, dziennikarka Telewizji Republika i „Gazety Polskiej Codziennie” zdecydowała się na start w wyborach do Sejmu z listy PiS. Czy to jest droga w jednym kierunku?

Nie jestem dziennikarzem zawodowym, ale pisuję wiele felietonów, zajmuję się publicystyką. Nie należę do żadnego ze stowarzyszeń dziennikarskich (przez pewien czas do Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy), dlatego zachowuję daleko idącą niezależność. To jest mój świadomy wybór, żeby się nie wiązać z żadnym środowiskiem. Jako zewnętrzny obserwator z niepokojem śledzę zjawiska w polskim dziennikarstwie polegające na tym, że „niezależny dziennikarz” to dzisiaj bardzo umowne określenie. Z jednej strony na media mają ogromny wpływ politycy, z drugiej – wielu dziennikarzy bardzo ostro wchodzi w politykę. Nie chodzi tylko o redaktorów naczelnych, ale także o zwykłych dziennikarzy. Przypadek pani Lichockiej, którą znam osobiście, jest klasyczny. Ona zawsze była upolityczniona, nawet wtedy, kiedy pracowała w Telewizji Polskiej. Jej działalność bardziej była polityczna, aniżeli dziennikarska.

Przekroczyła Rubikon?

To jest decyzja taka, że od dzisiaj nie jest już dziennikarzem, tylko politykiem. Nie wyobrażam sobie, aby miała zaufanie telewidzów i czytelników jako dziennikarz. Członek konkretnej partii, klubu poselskiego – jeżeli się oczywiście dostanie do Sejmu – jest traktowany jako polityk. To już – moim zdaniem – jest koniec jej kariery dziennikarskiej.

Ale, proszę Księdza, dziennikarz jest także obywatelem. Jak może realizować swoje bierne prawo wyborcze – a nie jest go pozbawiony – skoro do Sejmu nie ma list bezpartyjnych?

No tak, ale obecny, proporcjonalny system partyjny, praktycznie uniemożliwia bycie niezależnym politykiem. A co za tym idzie, jeśli dziennikarz zostaje politykiem, nie jest niezależny. Rzeczywistość w Polsce jest taka, że ten, kto decyduje się na politykę, musi się związać z jakąś partią. W tej chwili nie ma innego rozwiązania.

Internauci zarzucają Joannie, że „zaczyna działać w partii, której sprzyjała jako dziennikarka”. Ksiądz zna środowisko „Gazety Polskiej”. Czy rzeczywiście traciła bezstronność? Sprzyjała?

Z przykrością muszę powiedzieć, że znam panią Joannę Lichocką z braku obiektywizmu. Dam przykład. Przez siedem lat byłem felietonistą „Gazety Polskiej”, tygodnika, a przez dwa lata pisałem do „Gazety Polskiej Codziennie”. Nie byłem zatrudniony na etacie. Moje osobiste doświadczenia są takie, że kiedy tekst polemiczny o relacjach polsko-ukraińskich napisał do redakcji prof. Bogusław Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego, to pani Lichocka mu zarzuciła, że w tym tekście krytykuje PiS. Profesor był zszokowany, że dziennikarz zwrócił mu uwagę nie co do poziomu merytorycznego czy wartości intelektualnej, ale że konkretnej partii nie można krytykować. Opublikowałem na blogu swoje uwagi na ten temat, ona do mnie zadzwoniła i wywiązała się polemika. Dowiedziałem się z niej, że na łamach „Gazety Polskiej” nie wolno krytykować PiS. Dochodzi w polskich mediach do takich absurdów, że jedna gazeta otwarcie deklaruje, że jest po stronie jednej partii, w drugiej nie można krytykować innej. To nie jest gazeta niezależna, choć wydawca „Gazety Polskiej” nazywa się „strefą wolnego słowa”. Ona jest wolna do momentu, kiedy jedna partia – w tym przypadku PiS - nie jest krytykowana. Nie widziałem wcześniej obiektywizmu pani Lichockiej i jej wejście do polityki jest tylko potwierdzeniem tego, co do tej pory robiła. Powiedziała: dość tej maski, jestem członkiem konkretnej partii.

Dziennikarze są jednak hipokrytami, bo Tomasz Lis natychmiast napisał na Twitterze: „Niepokorna towarzyszka Lichocka. Gratulacje. Wreszcie praca dla PiS będzie sformalizowana”. Czy Lis nie powinien sformalizować swojej pracy z Platformą Obywatelską?

Odpowiem starym polskim powiedzeniem: „Przyganiał kocioł garnkowi, że smoli, a sam smoli tak samo”. Tomasz Lis, jak i wielu innych dziennikarzy, są powiązani z konkretnymi partiami. Nie czepiam się już kto z PiS, kto z PO, PSL czy SLD. Dziennikarstwo niezależne w takim wydaniu, jak Tomasza Lisa czy Joanny Lichockiej jest fikcją. Śmieszne akurat, że napisał to Tomasz Lis, bo on jest wyjątkowo stronniczy. Takim stwierdzeniem tylko się ośmiesza. Jest to wyraz hipokryzji. Dzisiejszy świat dziennikarski jest powiązany z partiami, tylko nieliczni są autentycznie niezależni od jakiejkolwiek partii.

A czy Księdza zaskakuje, kiedy dziennikarze przechodzą do polityki? Nie są do niej lepiej przygotowani aniżeli np. adwokaci czy lekarze?

Każdy ma prawo zostać politykiem. Weźmy np. Tadeusza Zwiefkę. Podjął decyzję. Przestał być dziennikarzem, poszedł do polityki. Ma prawo, jak lekarz czy nauczyciel. Nie można natomiast siedzieć na dwóch koniach. Nie można do południa być politykiem, a wieczorem dziennikarzem. Pani Lichocka i każdy inny dziennikarz ma prawo podjąć taką decyzję, ale próba bycia niezależnym dziennikarzem, a de facto politykiem jest hipokryzją.

Łukasz Warzecha napisał, że wystarczy zawiesić działalność zawodową. Można tak?

Nie wierzę w to. Można zawiesić etat, umowę o pracę, ale osobiście nie miałbym żadnego zaufania do dziennikarza, który przynajmniej jedną kadencję, cztery lata, był w Sejmie lub w Senacie, bo dla mnie to już jest polityk. Nie może już wrócić do świata dziennikarskiego. Nie ma się co oszukiwać.

Ale zdarzają się powroty. Mirosław Czech, poseł dwóch kadencji, od wielu lat jest publicystą „Gazety Wyborczej”. Nie jest wiarygodny?

Moim zdaniem jest kompletnie niewiarygodny, jest stronniczy. Często polemizuję z nim w sprawach polsko-ukraińskich, bo jest on działaczem Związku Ukraińców w Polsce. Ma do tego prawo z powodu swego pochodzenia, ale jego teksty są skrajnie nieobiektywne. Wprawdzie nie czytuję „Gazety Wyborczej” od wielu lat, ale jeśli gdzieś spotykam na czołówce nazwisko Mirosława Czecha nie czytam, bo wiem, że będzie to skrajna ideologia.

Czy polityka może być dla dziennikarza sposobem na realizację wyznawanych ideałów?

Dziennikarstwo może być pasją życiową, misją, realizowaniem swego systemu wartości. Do człowieka, który tak myśli, odnoszę się z dużym szacunkiem. Bywa jednak, że pewnym momencie życia uznaje on, że jest to dla niego za mało i zostaje politykiem. W czym jest problem? On to powinien wyraźnie powiedzieć: dzisiaj kończę z dziennikarstwem i wchodzę do świata polityki. Znam wielu dziennikarzy, którzy chcieliby się zadeklarować politycznie, ale nigdy tego nie mówią, tylko zasłaniają się etykietą „niezależnego dziennikarza”. To jest nieuczciwe.



 

 



 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl