Z Piotrem Zarębskim, reżyserem, wykładowcą w WSKSiM w Toruniu, rozmawia Andrzej Klimczak.

Andrzej Klimczak: Wysłał Pan właśnie list protestacyjny do Ministra Kultury. Co było tego powodem?

Piotr Zarębski: Z niedowierzaniem przeczytałem informację o powołaniu "nowych"(starych) ekspertów Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, gdzie wśród rzeczywiście nowych nazwisk w ogromnej większości pozostali ci, którzy mieli bardzo negatywny wpływ na kształt Polskiej Kinematografii. Fakt ten nie daje nadziei na zmianę kierunku tematycznego z "rozrywkowego" na historyczno – patriotyczny, podkreślającego polską tożsamość kulturową, jaką publicznie Pan Minister deklarował.

Jestem zbulwersowany przedłużeniem tak ważnej funkcji ekspertów w PISF osobom kompletnie skompromitowanym, które zasłynęły m.in. w cenzurowaniu mojego filmu o Rafale Gan-Ganowiczu w roku 1997, o czym informowały media nie tylko w Polsce. Olbrzymie oburzenie społeczne spowodowało, iż w tej sprawie odbyła się nawet debata w polskim parlamencie. W efekcie czego TVP zmuszona została do wyemitowania mojego filmu bez zmian cenzorskich (co ciekawe "złamano wówczas ramówkę").

Po tak głośnym skandalu, w tzw. "wolnej Polsce" owe "autorytety" są nadal hołubione przez wszelkich ministrów odpowiedzialnych za kulturę i media, w tym także szefów PISF. I gdyby tak bardziej przyjrzeć się liście ekspertów PISF to tam jest więcej skompromitowanych nazwisk...

 

Czy nie odnosi Pan wrażenia, że nowa władza krytykuje i zarazem niemal toleruje naganne zachowania mediów prowadzących brutalną kampanię opartą na manipulacji, często bardzo szkodliwą dla wizerunku Polski również poza jej granicami?

Myślę, iż nowa władza na razie nie ma szansy na przerwanie tej skandalicznej kampanii medialnej, skierowanej przeciwko próbom zmiany systemowej w Polsce. Zresztą to było do przewidzenia, że wzmożony atak zacznie się po wyborach. To charakterystyczne dla środowiska odchodzącej III RP, wykreowanej przy okrągłym stole, który budowany był na odległych w czasie, ale wciąż kontynuowanych, wytycznych tworzonych wraz z wtargnięciem hitlerowskich Niemiec do Polski, a potem Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Wtedy rozpoczęto niszczenie tkanki Polski, jej państwowości i podmiotowości Narodu. Nie tylko poprzez fizyczną likwidację inteligencji, ale również poprzez obce w kulturze polskiej, wprowadzane siłą prawa. Do dzisiaj przecież istnieją i funkcjonują tamte, lekko poprawione, narzucane przez agresorów ustawy, konstytucje i zwyczaje. Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych Naród zadecydował, iż czas skończyć z tą niechlubną historią i głosowaniem zażądał zmian systemowych, które w programie wyborczym proponowała zjednoczona prawica. To dopiero wstęp do głębszych przemian, ale by tak było, to obywatele muszą tejże władzy nie tylko patrzeć na ręce, ale także żądać czegoś więcej niż tylko spełnienia obietnic wyborczych. Nie mam tu na myśli prób kreowania buntu wzniecanego przez przegranych w wyborach, określanego jako „Komitet Obrony Demokracji”, słusznie czasem nazwanego Komitetem Obrony Dynastii. Pilnie powinniśmy przyglądać się nowym elitom władzy, na którą ja też głosowałem. Uważam, że nowy prezydent czy rząd to pierwszy krok ku odzyskaniu Polski z łap poprzednich systemów. Mimo trwającej dzisiaj medialnej awantury, uznałem jednak, iż nie wolno udawać, że nie widzi się jak nowa władza popełnia niewybaczalne błędy w promowaniu skompromitowanych osób, obsadzając ich na kluczowe i strategiczne stanowiska, również medialne. Stąd też mój list otwarty do Ministra Kultury w sprawie powołania "nowych ekspertów” do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej z uwagi na fakt, że niektórzy z nich to ludzie skompromitowani działaniami cenzorskimi.

 

Jak by Pan skomentował fakt, że przedstawiciele PiS oraz innych środowisk prawicowych krytykują medialne manipulacje, zapowiadając zdecydowane zmiany, a jednocześnie chętnie siadają przed mikrofonami i kamerami tych najbardziej skompromitowanych w środowisku dziennikarskim, niejako uwiarygodniając ich w opinii publicznej.

Bo im się niesłusznie wydaje, że właśnie taką postawą zmieniają rzeczywistość. To zwykłe "parcie na ekran", bo dzięki temu ludzie wiedzą jak się polityk nazywa, wygląda itd., a że uczestniczy w żenującym show, to już dla niego nie jest ważne. To show jest dla ludzi, to jest pewna gra... bo w rzeczywistości uczestnikami show są przeważnie koledzy. Tu się nie myśli o wartościach, o etyce - to polityka w wydaniu made in Poland. Prawie każdy z tych, którzy niedawno krytykowali media dzisiaj jest gotowy zawitać do redakcji, nawet jeśli jej poziom sięgnął już dawno bruku i naiwnie myślą, że przekonają dziennikarza, który i tak przed programem ma założoną strategię, komentarz ustalony wyżej w redakcjach, zgodny z propagandą III RP.

 

Łamana jest etyka dziennikarska i wymogi określane nawet obecnym, ułomnym prawem prasowym. Dlaczego w przypadkach jaskrawego naruszania zasad nie toczą się sprawy wobec dziennikarzy manipulatorów?

Jeśli w mediach pracują funkcjonariusze propagandy III RP, ludzie niezlustrowani, lub ich dzieci i wnuki (resortowe pokolenia) to trudno się dziwić, że prawie już nie ma w Polsce prawdziwego dziennikarstwa. W szanujących się mediach na Zachodzie, tacy dziennikarze wylecieliby natychmiast z pracy, a koncern medialny byłby narażony na wysokie kary oraz presję społeczną nie wyłączając bojkotu. W Polsce ci dziennikarze są sowicie wynagradzani i obdarowywani orderami i tytułami. Aby to zmienić, konieczna jest reforma medialna połączona z równoczesnym oczyszczeniem prokuratury i sądownictwa, by ono mogło sprawiedliwie wypełniać literę prawa, również wobec tzw. „czwartej władzy” czyli dziennikarzy.

Dzisiejsze dziennikarstwo, to wrzód trawiący umysły Polaków, gangrena osłabiająca bezpieczeństwo Państwa i Narodu. Zacytuję tu Szymona Wiesenthala, który wypowiedział znamienne słowa do Żydów - "Aby Naród mógł się obronić, musi być poinformowany...".

Kiedy ktoś celowo dezinformuje Naród - Polaków, to znaczy, że chce by był on słaby i bezbronny. Dlaczego? Bo takim narodem łatwo manipulować, podporządkować i okradać ze wszystkiego.

 

Również w mediach regionalnych kadra dziennikarska, to często „resortowe dzieci”, albo dyżurni propagandyści. Jakie szanse widzi Pan na odpolitycznienie tych mediów?

Przyszłość mediów regionalnych widzę niestety w czarnych kolorach. Prawdopodobnie istniejący układ pozostanie zakonserwowany. Najwyżej zmieni się naznaczony odgórnie przez PiS dyrektor lub redaktor naczelny.

PiS nigdy nie miał pomysłu na media. Nie zbudował żadnego zaplecza medialnego - mówię tu o twórcach mediów. Dlatego tak łatwo propagandyści komunistyczni przeszli do III RP i opanowali rynek medialny oraz „zabetonowali” go skutecznie. Jeśli od czasu okrągłego stołu ostali się jeszcze niezłomni, czy nieprzekupieni dziennikarze i twórcy, to tylko ci niezależni, którzy kierowali się ideami i bez względu na rządy, zawsze mieli drogę „pod górę”. Dowodem na tę tezę są moje doświadczenia, bowiem tylko raz wstawiono się za mną podczas cenzurowania filmu o Rafale Gan-Ganowiczu w roku 1997. Zrobiła to Liga Republikańska z Mariuszem Kamińskim na czele. Wówczas się powiodło, bo i film ocalał i głośno w mediach mówiono o cenzurze w TVP. Ujawniono nazwiska cenzorów, ale co najważniejsze - temu nagłośnieniu towarzyszyła niezwykła aktywność społeczeństwa. Później także próbowano cenzurować moje filmy ale praktycznie pozostawałem z tym problemem sam. Z każdym rokiem widziałem coraz większą bierność wśród kolegów dziennikarzy, twórców ale także i społeczeństwa. A to bardzo ułatwiało „dokręcanie” swobody wypowiedzi jeśli nie była ona zgodna z propagandą. Tylko dwukrotnie udało się coś w zakresie mediów wymusić na władzy poprzez społeczny bunt. Raz za sprawą internetu i młodzieży zablokowano ACTA drugi raz wywalczono dla TV Trwam miejsce na multipleksie. Szkoda, że ludzie nie dostrzegają zagrożeń i nie protestują tak skutecznie, gdy ich prawa w dostępie do uczciwej informacji są ograniczane. Może to tylko kwestia czasu, nie wiem?

 

W trakcie kampanii wyborczej PiS deklarował repolonizację mediów. Wśród prasy regionalnej w całym kraju pozostały jedynie trzy dzienniki z polskim kapitałem. Czy taka repolonizacja jest możliwa?

Prawo własności jest prawem świętym w demokracji i nie można zmuszać właściciela do oddania swojej zdobyczy, chyba że... majątek zdobyto nielegalnie lub z ominięciem obowiązującego wówczas prawa. Rząd chyba nie będzie miał tyle woli by przyjrzeć się prywatyzacji i procesom udzielania koncesji medialnych. Ponadto nie ma tyle finansów by wykupić media regionalne, ani pomysłu by tworzyć własne. Trzeba pilnie odbudować gospodarkę, banki, tkankę społeczną - kultura i media pozostaną na szarym końcu. Jak wspomniałem wyżej - o takich sprawach powinno się myśleć i przygotowywać dużo wcześniej, a PiS w tym zakresie nic nie robił po- za pozornymi ruchami. I tu chciałbym mocno podkreślić, iż nie da się robić zmian systemowych i odbudowywać gospodarki nie mając komunikacji medialnej ze społeczeństwem. Układ będzie się bronił właśnie za pomocą mediów, szczególnie tych regionalnych. Stąd widzę to tak, że będziemy mieli w mediach publicznych co najwyżej kilka spektakularnych koncertów patriotycznych, parę filmów i... tak jak dzisiaj trochę nudnych programów. A zacząć trzeba od szerokiego uświadamiania o szkodliwości manipulacji medialnej, piętnowania chamstwa, rzetelnego informowania to wówczas pogląd Narodu w sprawie mediów zacznie się zmieniać i nie trzeba będzie ich repolonizować, bo ludzie wybiorą swoje, polskie dobro, które wyprze obce zło.

 

Dzisiaj w rządzie i parlamencie znalazły się osoby, które wcześniej brały udział w sprzedaży obcemu kapitałowi między innymi polskich mediów. To rodzi podejrzenia o systemową schizofrenię – ci którzy sprzedawali, dzisiaj podpisują się pod repolonizacją...

To smutne, ale jakby tak się przyjrzeć politykom, to wśród nich funkcjonuje dość liczna grupa ludzi bez żadnych idei. Chorągiewki na wietrze, podszyte interesem własnym. To nie tylko choroba naszego kraju. To skutek odejścia od chrześcijańskich korzeni, od zasad Dekalogu. Widuję posłów z różnych partii w kościele i widzę jak daleko im do modlitwy, do przeżywania Liturgii, czy nawet skupienia się nad homilią. Ale uczestniczą we Mszy, bo to rytuał, który może się im przydać! Potem mamy takie kwiatki, że dziennikarze Naszego Dziennika czy TV Trwam nie otrzymują akredytacji od obecnej władzy, a takową otrzymują skompromitowani dziennikarze, którym daje się możliwość oczerniania obecnej władzy wszędzie, gdzie się taka okazja nadarzy. Nawet za granicą jak to miało miejsce w Kijowie. Dlatego uważam, że trzeba bronić dobra i patrzeć na ręce również naszym reprezentantom w pałacu prezydenckim, w rządzie i parlamencie. Stąd moja reakcja w postaci listu protestacyjnego do ministra, wicepremiera prof. Piotra Glińskiego, który powinien przed powołaniem ekspertów w PISF, poznać ich przeszłość i dokonania. Może ten fakt da też do myślenia rządowi przy zapowiadanej zmianie w mediach publicznych i wymianie kadrowej. Czas najwyższy wyleczyć chorobę, o której wspomniałem na początku, skończyć wreszcie z czkawką okrągłego stołu. Ale niestety dochodzą słuchy, że i w TVP pozostaną skompromitowani dziennikarze w imię.... podobno pluralizmu?!? To by potwierdzało tezy, że salon medialny trzyma się znakomicie.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl