BŁAŻEJ TORAŃSKI: Boisz się dekoncentracji mediów?
JANUSZ SCHWERTNER: Nie. Jest takie powiedzenie, które lubię, że dziennikarstwo polega na szukaniu guza. Ono zakłada, żeby się w ogóle nie bać, zwłaszcza polityków, którzy mają niebezpieczne i głupie pomysły na to, jak układać media w demokratycznym państwie.

Niemiecko–szwajcarski koncern mediowy Ringier Axel Springer ma w Onecie, największym w Polsce portalu, sto procent udziałów. Nie czujecie w redakcji strachu, że władza ograniczy te udziały do 30, a może nawet 25 proc.?
Nie. Spokojnie wykonujemy swoją pracę. Patrzymy na ręce i władzy, i opozycji. Mam poczucie gigantycznej wolności w przyczepianiu się do wszystkich polityków, niezależnie od tego czy są z PiS–u, z Platformy czy z Nowoczesnej. Niechaj raczej politycy boją się dziennikarzy. Tak będzie zdrowiej dla systemu demokratycznego.

Przed wakacjami prof. Krystyna Pawłowicz zażartowała do reportera Onetu: „Weźmiemy się za was, bo jesteście kłamczuchy”. Poza uśmiechem przyszła Ci na myśl głębsza, poważniejsza refleksja, co po tym nastąpi?
Nie sądzę, aby ktokolwiek w mojej redakcji przejął się krytyką ze strony Krystyny Pawłowicz, choć rzeczywiście może być ona wyrazicielem  najczarniejszych pomysłów obozu władzy. Sądzę, że Prawo i Sprawiedliwość chce poukładać prywatne media na wzór Orbana. Z perspektywy obywatela i jego prawa dostępu do informacji, to niebezpieczna skłonność. Każdy, kto kocha i wie, na czym polega dziennikarstwo, bez problemu to zrozumie.

Rozważane są modele francuski i niemiecki.
A ja uważam, że PiS może pójść drogą Viktora Orbana. W  modelu węgierskim koncerny zagraniczne musiały wyprzedać swój kapitał, a w Polsce nikogo nie byłoby stać na to, aby ten kapitał przejąć. Wtedy do gry mogą wejść spółki skarbu państwa, utworzyć konsorcjum medialne, albo pojawią się tajemniczy oligarchowie, jak na Węgrzech, gdzie finansowani byli przez tamtejsze banki.

Ludzie „słupy”?
Nie tyle „słupy”, co ludzie, którzy przejmą media, aby służyły one władzy. Rozmawiałem na ten temat z węgierskim dziennikarzem.

Z Gaborem Miklosim z portalu index.hu?
Tak. Oprócz mediów publicznych władza na Węgrzech kontroluje największą prywatną telewizję i portal, wszystkie lokalne radiostacje i dzienniki. To jest sytuacja niebezpieczna, kiedy jedna partia – niezależnie od tego czy jest to Fidesz czy Prawo i Sprawiedliwość – ma kilka kanałów telewizyjnych, radiowych i mediów prywatnych. Czy wtedy mamy do czynienia z pełną wolnością słowa i mediów?

Nigdy nie ma pełnej wolności słowa. Aktualnie w Polsce 76 proc. prasy należy do wydawców zagranicznych. W radiofonii obcego kapitału jest 48 proc. W Internecie na dziesięciu największych wydawców sześciu jest z zagranicy. To jest wolność mediów? W którym kierunku pójdzie dekoncentracja?
To, co dotychczas słyszałem na ten temat od polityków władzy, oparte jest na fundamencie kłamstwa. Jeśli bowiem ustawa zabroni jednemu koncernowi posiadania gazet, radia i telewizji, to przepisy te uderzą w Ojca Tadeusza Rydzyka, który ma Telewizję Trwam, Radio Maryja i „Nasz Dziennik”. Uderzą też w Tomasza Sakiewicza, który ma gazety, Telewizję Republika i portal Niezależna, a nawet w media publiczne.

Ale to są kapitały polskie.
A które zagraniczne koncerny w Polsce mają zarówno gazetę, portal, radio i telewizję? Axel Springer, do którego należy Onet, ma tylko portal i prasę.
Sadzę, że władza tak kombinuje, aby podporządkować sobie każde medium, które ma w sobie zagraniczny kapitał, a równocześnie znajduje w sobie odwagę, aby władzę krytykować. Celem jest zmuszenie koncernów zagranicznych do wyprzedania się, aby media trafiły w ręce tych, którzy mają w Polsce pieniądze, czyli spółek skarbu państwa. Takie media tracą rację bytu, bo nie będą krytykować władzy.
Jest jeszcze jedno. Przez to, że pracuję w zagranicznym koncernie często słyszę, że jestem na usługach obcego kapitału, a  konkretnie Angeli Merkel. Że jestem niemieckim dziennikarzem. Po pierwsze, świadczy to o nikłości intelektualnej dziennikarzy i polityków, którzy plotą takie bzdury. Po drugie, oni mają trudność poruszania się w przestrzeni. Ringier Axel Springer jest koncernem szwajcarsko–niemieckim z siedzibą w Zurichu. A Zurych jest w Szwajcarii, a nie w Niemczech.

Kto tak mówi?
W kontekście reparacji sugerował to np. Arkadiusz Mularczyk. Nie chcę wymieniać więcej nazwisk. Sam obóz władzy chce stworzyć obraz, że w Polsce są tajemnicze siły niemieckie, którymi rządzi Angela Merkel i wyśle swoich polsko–niemieckich dziennikarzy przeciwko PiS–owi, a ten wytłumaczy swojemu elektoratowi, że mamy przeciwko sobie cały świat.

Paranoiczna konstrukcja.
Skrajni politycy obozu władzy tworzą projekcie rzeczywistości, które niewiele mają wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Fakty są takie, że wielu dziennikarzy, którzy przez wiele lat pracowali w koncernach zagranicznych – w TVN czy w Axel Springer – teraz wysuwają przeciwko nam oskarżenia, że sprzeniewierzyliśmy się polskim interesom i dziennikarsko się prostytuujemy. To tak głupie, że aż szkoda wchodzić w takie spory.

Jarosław Kaczyński, mówiąc niedawno o dekoncentracji mediów w Telewizji Trwam stwierdził: „będzie pewnie wielki opór”. Bartosz Węglarczyk, dyrektor programowy Grupy Onet RAS-Polska także przyznaje: „sukces ofensywy rządowej zależeć będzie od oporu wydawców”. Będzie opór wydawców?
To jest dobre pytanie, ale ciągle nie wiemy, jakie będą przepisy. Najczęściej słyszymy o modelu francusko–niemieckim. Jeśli tak, to regulacje nie będą dotyczyć koncernu Axel Springer – bo nie mamy ani radia, ani telewizji – i nie widzę powodu, aby mój wydawca się sprzeciwiał. Czy inni zaprotestują? Jeśli ktoś prowadzi legalny biznes w Polsce i władza będzie chciał go wypędzić, to opór wydaje się naturalny. Pracodawcy muszą dbać o setki miejsc pracy Polaków, ich etaty, kredyty, dzieci.

Czujesz się, pracując w Onecie, niezależny?
Oczywiście. Wydawca kompletnie nie ingeruje w publikacje. Czuję silne wsparcie dyrektora programowego Bartosza Węglarczyka. Czujemy się w redakcji silni, także finansowo i nie musimy się obawiać władzy, że puści nas z torbami. Czuję się w pracy swobodnie. Jednego dnia mogę krytykować Komitet Obrony Demokracji, a drugiego skandaliczne zachowania ministra Ziobry. U nas nie ma tematu, kogo atakujemy, tylko czy robimy to zgodnie ze sztuką dziennikarską.

A słynny list Marka Dekana, prezesa Ringier Axel Springer Media AG, który wydawał wam instrukcje, jak komentować wydarzenia? Sens tego listu sprowadzał się do tego, że rząd niemiecki reprezentuje interesy Polaków lepiej niż demokratycznie wybrany rząd Polski.

To nie były instrukcje. Mark Dekan rozsyła informacje o tym, co się dzieje w firmie. To była jego opinia o tym, co się dzieje w Europie. Z punktu widzenia mojej pracy dziennikarskiej ten list nie miał żadnego znaczenia.

Jako dziennikarz koncernu nie realizujesz żadnych instrukcji?
Nigdy nie dostałem żadnych wskazówek, jak mam pisać. Każdego, kto powie, że dostaję instrukcje i doda, że je wypełniam, nazwę kłamcą.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl