BŁAŻEJ TORAŃSKI: Jest Pan antysemitą?

MARIAN MISZALSKI: Zależy, jak rozumieć to pojęcie. Z mojej wiedzy wynika, że antysemici dzielą się na dwie kategorie. Jedni nie lubią Żydów tylko dlatego, że są Żydami. Drudzy są antysemitami, gdyż nie lubią ich niektórzy wpływowi Żydzi. Do tej kategorii można mnie zaliczyć, ale nie przejmuję się tym.

Czy w tej wojnie, która się teraz w relacjach z Izraelem toczy chodzi o historię, grę polityczną czy o pieniądze?

Nie nazwałbym tego wojną. Jest to przejaw jednostronnie wrogich stosunków ze strony Izraela i poważnej części diaspory żydowskiej w świecie. Chodzi oczywiście o pieniądze. O roszczenia „przedsiębiorstwa Holocaust” wobec Polski. Kiedy mówię „przedsiębiorstwo” lub „przemysł”  Holocaust, to nie jako antysemita polski, aby pognębić społeczność żydowską, tylko używam terminu, który wprowadził do języka politologii Norman G. Finkelstein z Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu w Princeton, amerykański profesor żydowskiego pochodzenia. Jako pierwszy użył określenia „Przedsiębiorstwo Holokaust” w tytule swej książki, która wywołała burzę w Stanach Zjednoczonych. Tak określił działające w Ameryce organizacje żydowskie, które chciałyby wyłudzić całkowicie bezpodstawnie od innych państw – w tym od Polski – ogromne kwoty pieniędzy. W przypadku Polski chodzi o majątek wielkości 65 miliardów dolarów. Taką kwotę podał były ambasador Izraela w Polsce, Szewach Weiss. Jak ją wyliczył? Nie wiem … To „przedsiębiorstwo” wywołało obecną awanturę.

W jaki sposób?

Lobbując na gruncie amerykańskim spowodowało, że do Senatu USA trafił projekt ustawy 447, zwanej w skrócie JUST (Justice for Uncompensated Survivors Today, Sprawiedliwość dla osób, które po dziś dzień nie uzyskały rekompensat). Projekt tej ustawy jest szalenie niebezpieczny dla Polski. Gdyby została ona uchwalona przez Kongres i podpisana przez prezydenta Donalda Trumpa, stwarzałaby dla amerykańskich władz na gruncie prawa międzynarodowego pozory legalności dla wspierania żądań „przedsiębiorstwa Holokaust”. Te roszczenia są całkowicie bezpodstawne. Ani w USA, ani w Polsce, Niemczech, Francji czy jakimkolwiek innym kraju świata nie ma zasady prawnej, że majątek pozostawiony przez ludzi, bez testamentu lub spadkobierców ustawowych, przechodzi w ręce ich etnicznych współrodaków. W takich przypadkach we wszystkich krajach świata majątek przechodzi na własność skarbu państwa, którego obywatelami byli ci zmarli. Tymczasem „przedsiębiorstwo Holokaust” chce, aby majątek obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, którzy zmarli bez testamentu i bez dziedziców ustawowych, przeszedł na własność organizacji żydowskich. Krótko mówiąc mamy tu do czynienia z rasową – wręcz rasistowską - zasadą dziedziczenia.

Tak, jak w 1939 roku Polacy i świat przeciwstawiali się  rasizmowi niemieckiemu, dzisiaj powinni się przeciwstawiać rasizmowi żydowskiemu i jego przejawom.

Czy częścią tego planu jest agencja ds. restytucji mienia żydowskiego w Polsce, którą powołał w 2011 roku rząd izraelski? Agencja ta jest afiliowana przy Unii Europejskiej, a kieruje nią nowojorczyk Bobby Brown, który od lat zajmuje się odzyskiwaniem mienia utraconego przez żydowskich właścicieli.

Owszem. Już w 1996 roku przewodniczący Światowego Kongresu Żydów, Israel Singer, oświadczył na kongresie tej organizacji w Buenos Aires, że Polska „będzie upokorzona na arenie międzynarodowej, jeżeli nie spełni żydowskich żądań majątkowych”. Dodał, że „Żydzi nigdy nie dopuszczą do tego, aby majątek po Żydach dziedziczyli Polacy”. Na tej samej, wspomnianej wcześniej, zasadzie rasowej, że po Żydach mogą dziedziczyć tylko Żydzi, bez względu na obywatelstwo. Gdyby przyjąć tę zasadę łatwo wyciągnąć z niej wniosek, że naród żydowski jest lepszy czy „bardziej wartościowy” od innych, jest „narodem panów” wobec „narodów niewolniczych”. Jest to bliskie myślenia rasistów niemieckich.

W tej kompozycji warto dodać, że państwo polskie oddało już ogromny majątek Żydom mieszkającym w Polsce na podstawie Ustawy z 1997 roku o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych Żydowskich.

Ustawa ta budziła wiele kontrowersji, ale dziwnym trafem państwo polskie uległo w 1997 roku szantażowi organizacji żydowskich zza Oceanu. Pójście przez Polskę na taką koncesję rozzuchwaliło środowiska „przemysłu Holokaustu”. Wnet zaczęły ponawiać kolejne żądania, już nie dotyczące regulacji między wyznaniowymi gminami żydowskimi, a państwem polskim, tylko dziedziczenia przez organizacje żydowskie majątku po obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego, którzy zmarli bez spadkobierców. Powtarzam: jest to oparte na zasadzie rasistowskiej i pozbawione podstawy prawnej.

Majątek oddany gminom wyznaniowym żydowskim szacuje się według różnych źródeł na 400 mln–2,5 mld zł.

Niejasność wynika stąd, że z tych zwrotów nie są publikowane żadne sprawozdania. Ba, nie ma nawet żadnych oficjalnych danych o  wyznawcach judaizmu w Polsce. Wiemy tylko, co widnieje w Roczniku Statystycznym, bodajże z 2003 roku, że w Polsce, w dziewięciu Gminach Wyznaniowych Żydowskich, skupionych jest około tysiąc pięciuset wyznawców judaizmu. Odzyskany przez nich majątek w nieruchomościach, szacowany (najniżej) od 285 mln zł do 2,5 mld zł (a nawet i więcej) budzi poważne zastrzeżenia. Kryją się za tym różne smrody finansowe, o czym przed laty pisał „Forbes”. Czy rzeczywiście ci wyznawcy mają aż takie potrzeby? Tryb przyznawania tego majątku, określony w ustawie, urąga praworządności. O tym, jaki majątek ma być „zwrócony”, decyduje czteroosobowe ciało: po dwóch przedstawicieli z Gminy Wyznaniowej Żydowskiej i – w pionie wojewody – z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Przyznają wielkie kwoty dla małych społeczności; naturalnie rodzą się wątpliwości, czy aby nie dochodzi tam do korupcji.

Przed 1939 rokiem żyło w Polsce 3 mln 400 tys. Żydów. Z Holocaustu ocalało ok. 400 tys. Wyznaniowych Gmin Żydowskich było od 1200 do 3 tys. Czy obecne Gminy - a jest ich dziewięć (sic!) - mają jakikolwiek tytuł prawny, aby ubiegać się o majątek utracony przez przedwojenne Gminy?

Nie mają żadnej legitymacji, bo przedwojenne Gminy miały statut korporacji. Przestały istnieć po wymordowaniu przez Hitlera większości Żydów. Obecne Gminy Wyznaniowe Żydowskie w żadnej mierze nie są prawnymi spadkobiercami przedwojennych. I dlatego w ustawie z 1997 roku był spór o to, czy „państwo polskie zwraca majątek” czy „nadaje”. Przyjęto formułę „zwraca”, jakby powojenne Gminy były spadkobiercami prawnymi, a tak nie jest.

Dlaczego władze polskie poszły na taką ustawę?

Sądzę, iż dlatego, że rok wcześniej Israel Singer zaszantażował właśnie Polskę w Buenos Aires. Polskie władze były wtedy uległe i słabo zorientowane w sytuacji międzynarodowej. W tym samy czasie rozstrzygała się kwestia przyjęcia Polski do NATO. 

Poszły na kompromis?

Mam powody przypuszczać, że władze polskie potraktowały wypowiedź Singera jako formę szantażu. Zwłaszcza, że w tym czasie ukazał się list otwarty kilkunastu kongresmenów amerykańskich napisany w takim duchu, że Polska może być przyjęta do NATO, ale musi uregulować sprawy majątkowe z Żydami. Władze polskie obawiały się, że mogą się spotkać z obstrukcją ze strony amerykańskiej i dlatego – z powodu lęku, ale nie wykluczam też korupcji – zapłaciły tę łapówkę polityczną w postaci tej ustawy. Było to bardzo pochopne, bo Amerykanom zależało na przyjęciu Polski do NATO i szantaż żydowski nie miał na to większego wpływu. Po uchwaleniu tej łapówki politycznej w 1997 roku – już w 1999 roku bez przeszkód przyjęto Polskę do NATO.

Czy lobby żydowskie w Polsce miało wpływ na władze przez dziesiątki lat?

W latach 1945–56 ten wpływ był duży. Komuniści żydowscy mieli władzę w resortach siłowych, w propagandzie, finansach, prokuraturze, sądownictwie – od czasów frakcji żydowskiej w PPR. Polska była niesuwerennym państwem sowieckim, satelickim. Wpływ miejscowych komunistów na politykę PRL był niewielki, zasadnicze kierunki tej polityki określał Kreml. Ale pozostawiono komunistom w Polsce pewien margines swobody w zarządzaniu krajem, zwłaszcza w polityce personalnej, kadrowej. Ten margines swobody komuniści żydowskiego pochodzenia brutalnie i bezwzględnie wykorzystywali, awansując ludzi wedle żydowskiego pochodzenia. Ale w polityce kadrowej kierowali się czynnikiem rasowym. W tym sensie lata 1945–56  były jakąś karykaturalną formą „Judeo–Polonii”.

W obecnej burzy w relacjach polsko–żydowskich nie chodzi więc chyba o historię Polski? Wykształceni i wpływowi Żydzi mają świadomość, że to Niemcy są odpowiedzialni za Holokaust.

Ależ tak.

Dlaczego więc Izraelowi łatwiej dogadać się z Berlinem, aniżeli z Warszawą?

Rzecz jest prosta. Od kiedy kanclerz Gerhard Schroeder pod koniec lat 90–tych oświadczył, że czas niemieckiej pokuty się skończył, Izrael odebrał to jasno: że Niemcy nie będą już płacić za Holokaust. Niemcy zapłaciły Izraelowi 100 mld dolarów plus sprzęt wojskowy i uznały, że rachunki się wyrównały. Żydzi zaczęli więc szukać zastępczego kozła ofiarnego i wskazali na Polskę, jako „współsprawcę Holokaustu”. Niemcom to bardzo pasuje, bo zdejmuje z nich odpowiedzialność za zbrodnie wojenne i masakrę Żydów.

Dlaczego więc nie zwycięża w Izraelu pogląd historyka Efraima Zuroffa, zwanego „łowcą nazistów”, który mówi wprost, że ten, kto obciąża Polaków za „fabryki śmierci” ośmiesza się? Cytuję jego wypowiedź za Magazynem Wirtualnej Polski.

Myślę, że ten pogląd podzielają setki tysięcy ludzi na świecie, a nawet miliony. Do mediów przebija się odwrotny pogląd, bo niektóre z tzw. „światowych mediów” są pod silnym wpływem żydowskiego lobby czy kapitału. I tak to się nagłaśnia. Ale Zuroff mówi też, że Polacy zabili więcej Żydów, niż uratowali. Ciekawe, na czym opiera te sensacje, bo na razie bierze je z sufitu. Nie można się jednak tym nadmiernie przejmować, bo kampania propagandowa przeciwko Polsce jest zasłoną dymną. To są prowokacje, które mają na celu zaangażowanie władz polskich w obronę stanowiska, że „nie jesteśmy wielbłądem”, czyli współsprawcami Holokaustu. Tę wielką zasłonę dymną postawiono po to, żeby jak najszybciej w Ameryce przeszła ustawa 447, zwana JUST! Zamiast skoncentrować się na tym, co ważne, interweniować dyplomatycznie na forum międzynarodowym w sprawie tej broniącej rasistowskiego użycia prawa ustawy, władze polskie dały się – jak dzieci – wpuścić w prowokację TVN (sabat hitlerowców na czarciej górze) i ambasador Izraela w Polsce, na polecenie premiera Benjamina Netanjahu.

Jakie mogą być konsekwencje ustawy 447?

Jeśli Polska nie zechce spełnić żądań „przedsiębiorstwa Holokaust”, opiewających na majątek wartości 65 mld dolarów, to ustawa ta stworzy amerykańskiemu prezydentowi pozory legalnego interweniowania wobec Polski. Amerykanie – jeśli zechcą – będą mogli nam grozić sankcjami gospodarczymi, politycznymi albo zamrożeniem naszych aktywów finansowych w Ameryce. Taki szantaż zastosowano właśnie wobec Szwajcarii, jej „martwych kont”, w 2007 roku.

USA może uznać za wroga swego największego sojusznika w Unii Europejskiej?

Nie tyle za „wroga”, ile za cielaka, którego można sprzedać, gdy to się opłaci… Gdyby Polska zniknęła z mapy świata Stany Zjednoczone mogłyby tego nawet nie zauważyć… Czy nie tak było w Jałcie?

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl